wtorek, 3 stycznia 2017

Dziś był mało przyjemny dzień. Zimno, ciemno, mokro. W pracy też atmosfera napięta. Rano dowiedziałam się, że tato w nocy wylądował w szpitalu na SORze. Tam, gdzie ja dwa tygodnie temu. Jego serce, którego ma tak wiele, postanowiło bić nieregularnie. Zawiozłam do szpitala przestraszoną mamę i zaprowadziłam na oddział ratunkowy, tato był na obserwacji i nie można było do niego wejść, ale akurat łóżko miał na przeciwko drzwi i korytarza, gdzie były krzesła i tam usiadła i czekała na niego mama. Patrzył na nas uśmiechnięty. Na szczęście przed południem go wypuścili. Może przez to, że oswoiłam teren szpitalny, to jakoś tak, pomimo wszystko, ogarnął mnie spokój. Zaufałam ludziom, którzy tam pracują, bo wiem, że robią wszystko, co w ich mocy, żeby ratować ludzkie życie i choć wszystko trwa bardzo długo, to bardzo ich szanuję i doceniam ich pracę.

Wracając o 19.00 do domu zastanawiałam się, nad jakimś przesłaniem, myślą, inspiracją czy znakiem na dzisiejszy dzień, nad czymś, co by go trochę rozjaśniło. Na pewno to, żeby być wdzięczną za to, że mam oboje żyjących (i wspaniałych) rodziców. Podczas rozgrzewającej kąpieli, za którą też jestem bardzo wdzięczna, czytałam cudną książkę Roberta Maciąga "Tuk tuk cinema"o jego podróży skuterem po Indiach z przenośnym kinem i filmami o Bolku i Lolku. Oto co w niej znalazłam: "Twój sukces to nie tylko twoja ciężka praca, ale także wola bogów, którzy ci na to pozwolili. Jeżeli nie umiesz się tym podzielić, to nie szanujesz swojego szczęścia i nie jesteś godzien szacunku innych."

Dzielmy się z innymi, bo - jak wiadomo - co dajesz od siebie, to do Ciebie wraca!


Warto zajrzeć na stronę Roberta i Ani Maciąg:http://www.ku-sloncu.org/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz