Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 października 2021



Siedząc tak dużo w domu można łatwo zapomnieć jaką frajdę dają koncerty na żywo. 

Dzisiaj mogłam to sobie przypomnieć, bo wszakże nie samym ogrodem człowiek żyje ;-)

A koncerty jazzowe, jeśli nie są totalną improwizacją, mają to do siebie, że po ich zakończeniu jeszcze

długo wybrzmiewają w Tobie. Jestem bardzo wdzięczna za możliwość przeżywania muzyki

i zazdroszczę wykonawcom tych uniesień podczas grania.


Dzisiejszy koncert w ramach “Jazz Time” we wrocławskim klubie “Formaty” miał dwie części.

W pierwszej wystąpił Consolidation Quintet, a w drugiej wspaniali muzycy z Tubis Trio. Nagłośnienie

było super, więc już po pierwszym utworze miałam wrażenie, że jestem w samym środku tych dźwięków.

To jest niesamowite uczucie i wspaniały relaks - takie płynięcie z muzyką…. Utwory były i szybsze

i wolniejsze i można było zapomnieć o wszystkim dookoła, choć mój mózg snuł odległe plany dotyczące

przyszłego roku (nadchodzą zmiany u mnie w pracy, które niekoniecznie będą mi się podobać

i wymyślam już Plan B). 

Ale druga część to był dopiero ogień!!! Maciej Tubis jest chyba najszybszym pianistą, jakiego kiedykolwiek widziałam i słyszałam, a jego kompozycje tak niesamowicie energetyczne, że prawie cała skakałam na krześle do muzyki, a z twarzy nie schodził mi uśmiech. Tam to dopiero można było wejść w trans “tu i teraz”! Coś pięknego! Gorąco polecam.

A wcześniej prace ogrodowe (jeszcze dojrzewają pomidory koktajlowe, i wciąż rosną małe ogóreczki) -

“ogarniałam” truskawki i ich “dzieci”, które same się zasadziły (we włókninie!), gotowanie kremu

z buraczków i innych warzyw według Jadłonomii - wszystko z ogródka, a rano cudna przejażdżka

rowerem przez pola i lasy (ok. 10km). Musiałam przewietrzyć głowę - dzięki skupianiu się na pokonaniu

przeszkód na drodze i jeździe pod górę mogłam się wyciszyć. I nałapać endorfin!!!   

czwartek, 26 października 2017

Wygrałam bilety na koncert jazzowy w klubie "Vertigo"! Wystarczyło wysłać maila. Wyjście wieczorem drugi dzień z rzędu wprawdzie było męczące, ale nie byliśmy tam nigdy wcześniej i chcieliśmy zobaczyć miejsce, o którym wcześniej słyszeliśmy same dobre opinie. No i posłuchać przyjemnych standardów jazzowych, po prostu się odprężyć. Gdyby nie to wygrane zaproszenie, to z pewnością jeszcze długo byśmy tam nie trafili...

Vertigo Jazz Club jest bardzo przytulnym miejscem z wystrojem z lat dwudziestych i "swojską" atmosferą, gdzie można codziennie posłuchać na żywo muzyki jazzowej i bluesowej. Czekając na koncert można poczytać ich świetną gazetę z roku 1920, w której piszą m.in. o patefonie Księżnej Daisy. Raz na jakiś czas gra tam Vertigo Big Band i właśnie ich mieliśmy przyjemność posłuchać. Nie zarezerwowaliśmy stolika, na szczęście było kilka krzeseł postawionych przed samą sceną i dźwięk tam też był cudowny. W przerwie była licytacja przepięknych zdjęć znanych światowych muzyków zrobionych przez znanego wrocławskiego fotografa jazzowego Lecha Basela. W międzyczasie odbywał się też konkurs fotograficzny na zdjęcia z koncertu i tego wieczoru. Zwolennikom niekwaśnego wina czerwonego, takim jak ja, polecam przepyszne słodkie (ale nie za bardzo słodkie) rumuńskie wino Cabernet Sauvignon marki Dacia, które przez przypadek mogłam tam spróbować.

Koncert był bardzo przyjemny, ale nie dostarczył aż tylu emocji, jak ten z dnia wcześniejszego. A płyta Radka z wierszami Poświatowskiej, śpiewanymi na koncercie jest po prostu nieziemska..................