Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2020

Z plecami już lepiej, w zasadzie to dopiero od dzisiaj. Na pogrzebie Cioci udało mi się iść i siedzieć bez dużego bólu. Bardzo się spłakałam...szczególnie jak Asia żegnała i wspominała Ciocię swoimi słowami... Tak przepięknie o Niej opowiadała i tak właśnie ją zapamiętam. "Niezwykła w swojej zwykłości", "w niebie na pewno jest zmywarka, Ciocia nie będzie musiała zmywać (co bardzo lubiła), może w końcu odpocząć", "Mistrzyni recyclingu", "Serce miała na dłoni"...


Wczoraj sprzątałam kartony w garażu, przeglądałam papiery, schylałam się i potem czułam się gorzej, a dzisiaj magicznym sposobem i w magicznym czasie pełni i zaćmienia księżyca już nie czuję praktycznie żadnego bólu ;-)

 

Wczoraj też byłam na webinarze u Agnieszki Maciąg. Podsumowała rok 2020 pod kątem ruchu planet i ich wpływu na to, co działo i dzieje się na ziemi. Mówiła też o tym, co będzie 21.12 (specyficzna koniunkcja planet) i jak świat zacznie się potem zmieniać. W skrócie: ci, co są pozytywni będą jeszcze bardziej pozytywni, a ci, co są negatywni….. Nie miałam w zasadzie żadnych oczekiwań co do tego webinaru, i wiele treści nie było dla mnie nowością, ale jak zwykle po takich spotkaniach czułam się o wiele lżej, a dziś to już w ogóle fruwam w przestworzach, śmieję się co chwilę i mam świetny nastrój :D. A to jak czujesz się dzisiaj, podczas tej pełni i zaćmienia zwielokrotni się w przyszłości.

 

Wczoraj ugotowałam też trzy dania na obiad według jej przepisów z ostatniej „Urody życia” na lekkostrawne ajurwedyjskie pożywienie. Wyszło bardzo przepysznie! Ryż z soczewicą i warzywami, fasolka mung, kotleciki z kaszy jaglanej – wszystko z pysznym kuminem (przywiezionym z Maroka ) i innymi przyprawami. Tej gazety od dawna nie kupuję, ale coś mnie do niej przyciągnęło, kiedy byłam w sklepie ;-).

 

Od piątku przeżywam wiele emocji związanych z robieniem paczek mikołajkowych dla wychowanków domu dziecka. Zainspirowana w czwartek przez Karolinę i jej akcję robienia paczek dla domu dziecka w Bierutowie, który ogłosił się na FB, że brakuje im dosłownie wszystkiego, zrobiłam w piątek zbiórkę w pracy, znalazłam dom dziecka w górach, daleko od ośrodków miejskich, i poprosiłam panią dyrektor o listę marzeń jej wychowanków. W sobotę robiłam te zakupy korzystając z przecen – ja, która nie lubi takich akcji jak Black Friday i sama z nich nie korzysta, bo kojarzą mi się z konsumpcjonizmem! Nauczyłam się też, że prawdziwa pomoc dla dzieci z domu dziecka, to nie to, co ja sama chcę im dać, tylko to pomoc w daniu im tego, co sami by chcieli. Patrząc na ich listę marzeń, ja osobiście nie kupiłabym im wielu z tych rzeczy, ale szanuję ich marzenia i ich godność człowieka i ich prawo do własnych pragnień . Najpierw tę pomoc traktowałam egoistycznie i chciałam chyba pomóc głównie sobie. Jak już to przerobiłam, to bardzo się cieszę z tego, że oni będą się cieszyć z tego co dostaną . I to jest największa radość!!! Dostaną to, co chcą mieć. Ta radość miesza się ze współczuciem i smutkiem, kiedy pomyślę, co te dzieci muszą przeżywać z powodu swojej sytuacji życiowej.

 

Szykuje się bardzo ciekawy i obfity w wydarzenia tydzień i zapewne również cały nowy szczególny miesiąc!


Rano był śnieg, ogród wyglądał magicznie.... Bardzo doceniam zalety pracy z domu :-)


czwartek, 4 czerwca 2020




Ostatnie naście dni mogę podsumować tak:
- powrót do biura (na szczęście co drugi dzień, choć przez to poprzestawiały mi się godziny wstawania i znowu chodzę później spać, i choć budzę się przed lub o 6:00 nie jestem fizycznie w stanie wstać z łóżka) :/
- walka w ogrodzie z mszycami, co oznacza regularne „obchody” roślin i regularną produkcję bio-wywarów do ich oprysków, przy okazji dowiedziałam się jak wygląda larwa biedronki (całkowicie inaczej niż dorosły osobnik!), która potrafi ich zjeść bardzo dużo i znalazłam takie na moim pięknym bobie
- darmowe kino komediowe obserwując bardzo zabawne zachowania w naszej kociarni ;-) – świetny relaks!







- skończenie cudnej jak zwykle książki Romy Ligockiej „Jeden dobry dzień” i obejrzenie rozmowy „live” z nią J
- obejrzenie „live’a” z Agnieszką Maciąg i radość z pojawienia się wkrótce jej dwóch nowych książek
- bardzo optymistyczne, wspierające i pełne miłości teksty i prowadzenie zajęć jogi kundalini z Ewą Mruk (notabene właścicielką „Mleczarni”) – dziś ćwiczyłam w ogrodzie i było przepięknie! Słońce, śpiew ptaków, szum wiatru i cudna zieleń J.

- odczuwanie nastrojów i stresu mojej córki maturzystki :/, która ten stres boleśnie odczuwa w plecach – na szczęście udało się na jutro umówić na masaż leczniczy. Proszę, wysyłajcie jej wspierającą energię od przyszłego poniedziałku do środy, w ten weekend też nie zaszkodzi…
-  zrobienie przez mnie po raz pierwszy w życiu fantastycznie pachnącego i smakowitego syropu z kwiatów czarnego bzu J. Najpierw była cudna wycieczka rowerowa, żeby w ogóle znaleźć te kwiaty, bo na tym terenie jeszcze ich nie widziałam. Na szczęście, tak blisko od nas, na skraju lasu rośnie ogromny krzew bzu, a jeszcze wcześniej przed nim, kilka mniejszych J. Kwiatki oddzielałam od łodyżek do 3 nad ranem w sobotę, ale warto było!!! A w niedzielę na śniadanko smażyłam je w cieście naleśnikowym – faktycznie, prawdziwy rarytas, tak jak o tym gdzieś przeczytałam J. Potem gotowałam też wielki obiad  i ciągle przy tych garach…trochę mnie to zmęczyło… Ale jutro lub pojutrze jadę po następną partię bzu, bo ten syrop to byśmy mogli pić dzień w dzień!




- ratowanie biednego jeżyka, który wczoraj kręcił się w kółko na naszej drodze. Nie wiedzieliśmy, czy coś jest nie tak, podeszliśmy do niego, a on się w ogóle nie bał, na chwilę podnosił główkę i wyczuwał nas, a potem wracał do kręcenia się. Przykry to był widok i intuicja mi mówiła, że coś jednak jest nie tak. W końcu Zuzia znalazła w internecie, że jest to objaw, że coś mu się stało. Od razu zadzwoniłam do Ekostraży i akurat tak się złożyło, że jechali do kliniki weterynaryjnej na Stabłowicach i zapytali, czy możemy go przywieźć. Liczyłam, że będę go wieźć do ich siedziby na drugim końcu miasta, a tu taka niespodzianka J. Na szczęście jeżyk (jak się potem okazało - chłopczyk) dał się łatwo złapać do kartonu. Okazało się, że jedno oczko miał spuchnięte, co mogło oznaczać, że został uderzony przez samochód. Na naszych ulicach jeździ bardzo niewiele samochodów, można policzyć na palcach jednej ręki, a jednak jeż musiał tam być potrącony :/. Myślałam o nim długo wczoraj i cieszyłam się z tak sprawnej akcji ratunkowej J.  

- słucham arcyciekawych rozmów o Ajurwedzie i zdrowiu w ramach Ajurweda Summit, który zorganizowała Maria. Zaprosiła do nich kilka bardzo znanych osób, lekarzy, praktyków, także z Polski. Od wczoraj jeszcze jeden summit z bardzo wspierającymi i motywacyjnymi prelekcjami. Podsumowując krótko te treści wyłania się jedno przesłanie: żyj w zgodzie z przyrodą i swoją duszą, wtedy będziesz odczuwać pełnię J.  


niedziela, 26 kwietnia 2020

Image
W ten weekend planowałam skończyć pisanie pracy dyplomowej. Ale… los bywa przewrotny i praktycznie cały wczorajszy dzień pełniłam rolę kociej mamy, a tak naprawdę to kociej babci J. Nasza kochana Kicia przyniosła nam na świat w piątek w nocy słodko popiskujące maleństwa. To znaczy, jeszcze ich nie widzieliśmy w całej okazałości, bo do porodu schowała się w łóżku, tzn. pod łóżkiem i do tej pory tam je trzyma J. Pierwszy rodzący maluch trochę ją zaskoczył, bo był już w połowie drogi, kiedy zaczęła szukać sobie miejsca, dziewczyny szybko przyniosły jej przygotowane na tę okazję legowisko, ale kiedy wróciły z wodą, koci ani maleństwa już w legowisku nie było… Kiedy rodziła kolejne, ich piski były boskie, takie delikatne i rozczulające. Czekałyśmy do końca porodu w trwodze, że coś może pójść nie tak. Najgorsze, że nie wiadomo, czy wszystkie żywe, czy mama czuje się dobrze, czy ma mleko, etc. i co robić… Następna przypominajka, że trzeba ufać naturze… Zasnęłam po drugiej, kiedy pod łóżkiem zapadła cisza, o 5:30 już się obudziłam, pobiegłam do pokoju urodzin i bez zmian… Cisza, w legowisku pusto (łudziłam się, że może przeniesie tam małe). O 8:30 zajrzałam pod łóżku i zobaczyłam piękne wielkie oczy Kitty wpatrzone we mnie ze skupieniem. Przemówiłam do niej cicho, ona zaraz wyszła…, bo była głodna. Zjadła, wróciła do małych, a potem przybiegała do nas, do stołu jadalnego, i przejmująco miauczała. Jeść nie chciała. Stawała przed kanapą, gdzie były małe i miauczała. Nie wiedzieliśmy, czy chce, żeby jej pomóc, czy mamy tam zaglądnąć, może dzieje się coś złego? W końcu zrozumieliśmy, czego ona chciała. W swojej naiwności, jeszcze przed porodem ustaliliśmy (na podstawie przeczytanych w internecie informacji), że Kicia po porodzie musi mieć spokój i ciszę, więc będzie sobie mieszkać z małymi w odosobnieniu w jednym pokoju, a my będziemy chodzić „na paluszkach” i ogólnie żyć bardzo cicho, żeby im nie przeszkadzać. Nigdy bym nie przypuszczała jak to się skończy! Nasza kochana Kicia, tak bardzo udomowiona i towarzyska – miauczała, bo chciała, żeby w pokoju, gdzie były jej małe, była istota ludzka, a najlepiej ja. Ona nie chciała tam być sama! Skończyło się więc tak, że siedziałyśmy tam na zmianę z dziewczynami, żeby Kicia czuła, że jesteśmy obok. Przytulała się do nas, trochę spała (wyglądała na bardzo zmęczoną), jadła i chodziła do małych. Zasypiała "na siedząco", ale uszka były wciąż w ruchu i reagowały na każdy dźwięk malutkich. Wzruszyło mnie to bardzo!!! Kitty nie przestaje nas zaskakiwać swoją mądrością i uspołecznieniem. Dzisiaj wyszła na spacerek do ogrodu, a ja za nią. Pierwsze co, to daleko pod płotem zobaczyła ptaszka, wybiegła jak strzała i złowiła (niestety L). To pokazało, jak silny jest jej instynkt. Przeszłyśmy cały dom dookoła, ona przy mojej nodze, jak piesek. Załatwiła się i wróciła do domu. Bałam się, że jak ją zostawię samą, to może zniknąć na kilka godzin, tak jak to robiła wcześniej i nie wróci do małych, a co wtedy z karmieniem? Znowu nie zaufałam Naturze i Stwórcy. Potem wychodziła jeszcze kilka razy, a po powrocie od razu szła do małych. Sama jest taka szczupła i drobna, że wygląda jak duże kocię, a tak cudnie się nimi opiekuje. Czekamy z niecierpliwością, aż nam je pokaże. Według mnie, jest ich minimum troje, może czworo. Niesamowite jest to, że przyszła do nas w urodziny Natalii, małe urodziła w dzień zakończenia jej szkoły średniej, a zrobiła to w jej pokoju J.
Miałam pisać pracę, miałam wyrywać chwasty w ogrodzie, miałam skończyć czytać lekturę do pracy – o twórczej wizualizacji, ale za to siedząc przy kotach wciągnęłam się w oglądanie włoskiego serialu pod tytułem „Il processo”. W ogóle ich nie oglądam, ale ten chciałam zobaczyć (bardziej posłuchać), ze względu na włoski. Niesamowity film!!! Włosi są genialnymi aktorami, a emocje umieją przedstawiać jak mało kto. Oni przecież z natury są emocjonalni. Przepiękny język włoski, którym nie mogę przestać się zachwycać, przepiękni aktorzy, bardzo ciekawa i trzymająca w napięciu fabuła (jak również muzyka), zaskakujące wątki osobiste bohaterów i wspaniałe, zapierające dech w piersiach widoki starówki w Mantowie. Po dzisiejszych prawie czterech godzinach słuchania włoskiego, słyszę jego melodię w głowie, tę intonację, te słowa, tak wyraźnie i pięknie wymówione.  A do Mantowy na pewno pojadę!   

niedziela, 29 marca 2020


Już druga z kolei niedziela, gdy energia mi spada…Dziś w ogóle jakoś słabo spałam, przedwczoraj też, śnią mi się rzeczy z pracy (a nigdy wcześniej mi się nie śniły!), może dlatego, że praca jest teraz w domu. Może to ten nów, nowy rok astrologiczny, zmiana czasu, zmiana pogody, może za dużo jedzenia i siedzenia…. Wczoraj przepiękna pogoda, radość, chęć do życia, energia rozpiera J, a dzisiaj jakoś tak bardzo by się chciało pospać w ciągu dnia. Wczoraj cudowna przejażdżka rowerem z dziewczynami z ciepłym słoneczkiem i wiatrem we włosach. Kawałek trzeba było pedałować w górę – potem to czułam długo w mięśniach, ech, ten mój brak kondycji… Dzisiaj natomiast przejażdżka z mamą znowu na cmentarz, zimno, smutno, wspomnienie taty i łzy… 

Po powrocie wzięłam gorącą aromatyczną kąpiel, którą otuliłam się szczelnie, i było mi w niej tak miękko i płynnie – poczułam wdzięczność za ten luksus (tak samo jak wczoraj za luksus zjedzenia obiadku i przesiadywania w hamaku na tarasie). W wannie czytałam „Radość życia” Romy Ligockiej i ta właśnie książka stała się szczególnie bliska mojemu sercu. Mogłabym się podpisać pod wszystkimi przemyśleniami pani Romy! Chciałabym coś zacytować, ale musiałabym chyba przepisać całą książkę…. Niektóre refleksje „rozklejają” człowieka oraz wyciskają łzy w oczach nie tylko z pozytywnego wzruszenia, ale jej słowa przede wszystkim są apoteozą życia, uczą jak całkowicie zanurzyć się w chwili i nią delektować. Pisze o lękach i swoich „demonach”, ale również, a nawet przede wszystkim, niesamowicie ciepło i wzruszająco pisze o zwykłych momentach codziennego życia. Jej teksty powinny być czytane zamiast niektórych, ciężkich do strawienia, poradników, bo pomimo czasami ciężkich tematów wprowadzają człowieka w zachwyt! A jej opisy miejsc, do których podróżuje są tak cudownie przedstawione, że od razu chciałoby się tam być i tak jak ona celebrować każdą sekundę życia (kiedy na przykład pije cappuccino w Nicei, Rzymie czy Maladze, to dosłownie czuję jej smak na swoim języku).

Na ostatniej stronie Roma Ligocka pisze:
„Czy muszę martwić się przemijaniem, kiedy wszystko we mnie domaga się radości życia?
Rozmyślałam przez ten cały czas nad tym, że chciałabym zatrzymać przemijanie także i dla Ciebie, Czytelniku. Odgrodzić Cię od niego, zatrzymać choćby tylko na chwilę. Na tyle, ile zajmie Ci przeczytanie tej książki.”  

Chyba taka zachęta od samej autorki wystarczy? ;-)

Tę książkę znalazłam na Legimi, dzięki darmowemu dostępowi przez bibliotekę miejską, i jak zawsze byłam przeciwniczką elektronicznego czytania, tak dzisiaj nawet mi się to podobało ;-). Telefon mam zazwyczaj wszędzie przy sobie, więc wszędzie mogę go wykorzystać do czytania,  a przy tym nie trzeba nosić ciężkich książek J.

A gdyby ktoś miał za dużo wolnego czasu i potrzebował pomysłów na własny rozwój to polecam instagram Agnieszki Maciąg i jej codzienne wpisy o przepracowywaniu różnych rzeczy w ciągu obecnych 12 dni (w związku z nowiem księżyca) – dziś jest dzień piąty. Zakończę jej cytatem, który się sprawdza nie tylko w tych czasach…

„Nieważne jaki świat jest na zewnątrz Ciebie, ważne – jaki jest w Tobie”

niedziela, 26 stycznia 2020


Ależ jestem rozbita psychicznie i emocjonalnie…. Przeczytałam „Dobre dziecko” Romy Ligockiej – dziewczynki w czerwonym płaszczyku z filmu „Lista Schindlera”. Wczoraj po południu zapragnęłam czegoś wciągającego mnie całkowicie, żeby zapomnieć o bolącym od kichania i smarkania nosie. Wzięłam ją do gorącej kąpieli i siedziałam w tej wannie dopóki woda nie wystygła, a książka się prawie że skończyła… Nie chciałam już czytać tych wszystkich mądrych rozwojowych książek, chciałam życia w praktyce, a nie w teorii. Ta książka leżała u mnie na półce od wielu lat, kupiłam ją kiedyś po bardzo okazyjnej cenie i tak czekała trochę zapomniana, trochę celowo, żeby nie zanurzać się w dramatycznych wydarzeniach. Przeczuwałam, że takie będą po pierwszej książce Ligockiej sprzed 18-tu lat – „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”, którą przeczytałam w ostatnim miesiącu ciąży z N. Nie wiem, jak to na nią wpłynęło., gdyż tak wyciskającej łzy historii, to już dawno nie czytałam. W przypadku „Dobrego dziecka” było identycznie, a może nawet bardziej…. Samotność, niezrozumienie przez dorosłych, ciężkie stalinowskie czasy, straszna powojenna trauma objawiająca się m.in. niechęcia do jedzenia (wtedy nikt nie znał słowa „anoreksja”), ciężar odpowiedzialności za to, żeby matka nie popełniła samobójstwa, trudne z nią relacje, poczucie, że jest się złym dzieckiem, z którym zawsze są problemy – to wszystko tak bardzo rozdzierało mi serce!!! Moja empatia osiągnęła zenitu i identyfikowałam się z tą biedną nastoletnią Romą, chciałam ją pocieszyć, przytulić i powiedzieć, że jest wystarczająca, akceptowana, kochana…Nie usłyszała tego nigdy od matki, której matka też nigdy nie mówiła, że kocha swoje dzieci – tak wtedy po prostu było. Rozdzierająca jest także historia matki Romy, która po śmierci swojego niesprawiedliwie skazanego męża związała się z żonatym mężczyzną, kolegą z pracy i całe życie cierpiała z tego powodu… Cały Kraków huczał o tym skandalu, a Romę wytykano palcem w szkole… O tym jak ulotne i zmienne jest życie przypominają zapiski babci Romy sprzed wojny, z roku 1929, cudem znalezione po wojennej zawierusze wśród mieszkańców Krakowa i przyniesione do antykwariatu, w których babcia - Anna Abrahamerowa, opisuje piękne i lekkie życie bogatej żydowskiej rodziny, pełne cudnych sukien, materiałów, koronek, porcelany, bali i smakołyków. O ironio losu, chciałoby się zawołać! W trakcie i po przeczytaniu tej książki czułam niesamowitą ogromną wdzięczność za moje życie, za to, że jestem z bliskimi, z rodziną, przytulałam ich mocno i nawet zapragnęłam zadzwonić do mamy, z którą nie przepadam rozmawiać. Poczułam za swoimi plecami siłę wszystkich kobiet z mojego rodu i w ogóle kobiet z przeszłości, które przeszły te straszne czasy i które musiały znieść niewyobrażalne rzeczy, żeby ochronić siebie i swoje dzieci. Ech, wróciła do mnie przeszłość, moje dzieciństwo, PRL, i rodzice, którzy żyli w tamtych czasach… Czuję wielki szacunek dla tych ludzi przede mną.

Pozwoliłam sobie na takie dwudniowe lenistwo z książkami (dziękuję mojej rodzince), gdyż dochodziłam do siebie po zarażeniu się od Natalii bardzo intensywnym katarem. Przeczytałam jeszcze wspaniały i bardzo ciepło napisany „Naturalny rytm dobowy. Działaj w zgodzie ze swoim organizmem” ajurwedyjskiego lekarza z Kalifornii, który w końcu może mnie zmobilizuje do regularnego wczesnego wstawania i ćwiczenia oraz świetną powiastkę filozoficzno-motywującą „Kto zabrał mój ser?” Spencera Johnsona, o tym jak trzeba być elastycznym i gotowym na ciągłe zmiany i niepewność naszej ludzkiej sytuacji.
Dzięki temu oderwałam się od ciężkiej pracy i problemów z nią związanych w całym tygodniu i czułam się jakbym byłam na całkiem innej planecie… trudno będzie jutro tam wrócić.

Jestem również bardzo wdzięczna za bardzo miły komentarz do artykułu z tego bloga (sprzed trzech lat!), który otrzymałam w poniedziałek. Jednak ktoś go czyta! Może to znak, gdyż od jakiegoś czasu zastanawiam się coraz częściej, czy go gdzieś bardziej nie rozpowszechnić…

PS. Sprawdziłam już, czy w mojej lokalnej bibliotece są inne książki Romy Ligockiej. Są! Jutro tam idę J. I tak muszę oddać „Jak mniej myśleć” – o wysoko wrażliwych i nadwydajnych mentalnie.

niedziela, 5 stycznia 2020

"Dzisiejszy dzień nie jest jakimś mało ważnym krokiem prowadzącym ku olśniewającemu wystąpieniu na scenie w przyszłości. Ta chwila nie jest życiem oczekującym, żeby się wydarzyć, celami czekającymi na osiągnięcie, słowami czekającymi na wypowiedzenie, kontaktami czekającymi na nawiązanie, żalami czekającymi na to, że przeminą, żywotnością liczącą na to, że będzie odczuwana, oświeceniem spodziewającym się, że zostanie osiągnięte. 

Nie. Nic nie czeka. I o to chodzi. To TA chwila jest życiem. Nie niemal życiem, nie prawie życiem, nie koncepcyjnym życiem wyuczonym przez powtarzanie, ale czystym, surowym życiem żyjącym samo siebie, wybuchającym w pełni, całkowicie obecnym, kapiącym z każdego zakamarka, tryskającym w ruchu i w spoczynku -  ŻYCIE, ŻYCIE, ŻYCIE! jest twoje, abyś je smakował TERAZ, TERAZ, TERAZ!

Życie nie jest zapowiedzią, ani podglądem, ani nadchodzącą atrakcją. To, za czym tęsknisz już nadeszło, już jest i obwieszcza siebie jako każde wrażenie, każda myśl, każdy obraz, każda chwila bólu, znudzenia, czy rozkoszy. Jest nawet w tęsknocie za nim - tak właśnie jest bliskie. 

Stoisz teraz na świętej ziemi, w swoim miejscu narodzin, miejscu spoczynku, w swoim łonie, swoim grobie. Widowisko właśnie się zaczęło, a światło reflektora oświetla wszystko. 

Nie ma czasu, żeby naprawdę żyć "kiedyś", "któregoś dnia" - dzień dzisiejszy jest jedynym dniem, w którym kiedykolwiek będziesz naprawdę żył, jeśli masz przeżyć kolejny dzień."

Przeczytałam te słowa dzisiaj i zachwyciłam się ich prawdą oraz apoteozą życia i obecnej chwili, którą zawierają. Coś niesamowitego! Uczę się tego od tak dawna, kiedyś moje życie wciąż czekało, aby się wydarzyć! Teraz jest już o wiele wiele lepiej, ale zawsze warto sobie przypominać, żeby nie żyć na automatycznym pilocie i żeby świadomie przeżywać swoje jedyne wyjątkowe życie! 

Jeff Foster jest dla mnie najlepszym nauczycielem życia tu i teraz. Te słowa tak bardzo ze mną rezonują i tak bardzo są prawdziwe i piękne, że musiałam się nimi tu podzielić. Czuję je jako kwintesencja tego, czego tak długo szukam. Wskazówka na nowy rok, nowy początek, jak również na codzienne dotychczasowe życie...

A to poniżej to już chyba kiedyś pisałam ;-)

"Powiedzenie TAK tej chwili, dokładnie takiej jaka jest, powiedzenie TAK sobie, dokładnie takiemu jaki jesteś, nie oznacza, że przestajesz wierzyć w możliwość zmiany. To nie znaczy, że nie nadejdzie odpowiedź, że smutek nie zniknie, a ból nie ustanie, albo że sensowne zachowanie nie pojawi się w następnej scenie. To oznacza całkowite zestrojenie się z obecnym miejscem, które mieści w sobie mądrość całego wszechświata. Oznacza także głębokie zaufanie do tej chwili życia - jedynej chwili jaka jest - i zostawienie w spokoju obietnic oraz pomysłów jakie życie "powinno" być.

(...) Zamiast starać się pędzić ku przyszłej radości czy rozkoszy, zaufaj obecnej chwili smutku czy zwątpienia, czy czemukolwiek w co obleka się kosmiczna inteligencja. Za jakiś czas być może pojawi się pewność... albo i nie, ekscytujące chwile być może wydarzą się prędzej lub później, jednak nie pomiń skarbów tego momentów.

(...) Ta chwila jest punktem dostępu, portalem, bramą łaski do wszystkiego, za czym zawsze tęskniłeś. Nie pomiń go w pogoni za jutrzejszą wyobrażoną wspaniałością."

niedziela, 15 grudnia 2019


Czas skończyć ten kulturalny grudniowy maraton! J Tylu wrażeń artystycznych, estetycznych, emocjonalnych, słuchowych i wzrokowych nie miałam już dawno i to w takim intensywnym trybie. Jeszcze nie ochłonęłam po jednym wydarzeniu (nie wspominając nawet o jego opisaniu), a tu już trzeba było biec na następne! Szkoda trochę, że te wszystkie interesujące imprezy nie mogły się odbyć na przykład jedna raz w miesiącu, na spokojnie, a nie wszystkie w ciągu jednego tygodnia ;-).
Żałuję, że nie mogłam pisać na gorąco, od razu po. Ale nie byłam w stanie zrobić tego fizycznie. Kiedyś też trzeba spać ;-).

 6.12.2019 Zaczęło się od niesamowitego Preludium Słowiańskiego w wykonaniu Art Color Ballet, grupy wokalnej Strojonych i bębniarzy Wataha Drums. Jak zwykle przy takich niezwykłych wykonaniach zachwycam się pomysłowością i geniuszem ich reżysera/choreografa. Stworzyć coś tak pięknego – to trzeba mieć nieziemską wyobraźnię! Podziwiałam też piękno i wspaniałe, można rzec nadludzkie, możliwości ludzkiego ciała w tańcu. Artyści poprowadzili widzów przez cały rok obrzędów i zwyczajów Słowian, nieodwołalnie powiązanych z porami roku i walką dobrej i złej energii. Towarzyszyły temu zapadające w serce i uszy mocne dźwięki starosłowiańskich pieśni.


7.12.2019 Znów wyszłam wcześniej z zajęć mojej szkoły trenerów rozwoju osobistego, aby kibicować Natalii, która brała udział w XXXXVII Nocnych Spotkaniach Muzyczno-Literackich. Przeżywałam jej występ chyba bardziej niż ona sama, wysyłałam jej złote światło i wizualizowałam. Występowała na końcu i swoją ekspresją „obudziła” mnie i chyba też innych po dość „smętnych” wcześniejszych piosenkach. Publiczność wybierała laureatów i Natalia zdobyła 3 miejsce J.

8.12.2019 W niedzielę Natalia zdobyła Grand Prix w innym konkursie, a mnie - dzięki Gosi, udało się wziąć udział, bez zwalniania się z zajęć, w niezwykle emocjonującym spotkaniu z Breslauerami – bohaterami drugiej części „Kamienic”. Siedziałyśmy w pierwszym rzędzie w wygodnych fotelach i miałyśmy bezpośredni kontakt z gośćmi. Momentami trudno mi było powstrzymać łzy, i z panią siedzącą obok razem pociągałyśmy nosami. Trudno było uwierzyć, że te osoby, których fascynujące, ale w większości tragiczne historie czytałam w „Kamienicach”, siedzą naprzeciwko, uśmiechają się, są bardzo serdeczne i przyjacielskie, i że w ogóle przeżyli to wszystko. Opowiadali o powojennych powrotach do Wrocławia, o szukaniu swoich dawnych domów, o trudnościach politycznych z tym związanych i o wielu wzruszeniach. Po spotkaniu podeszłam do każdego z nich z prośbą o podpis pod ich historią i bardzo żałowałam, że mój niemiecki nie jest tak dobry jak angielski, bo mogłabym im o wiele więcej powiedzieć. Na szczęście dużo więcej rozumiałam, a oni byli otwarci i rozmowni. Szczególnie miła była pisarka pani Monika Taubitz, miałam wrażenie, że znamy się od stu lat. Moja dusza musiała mieszkać w Breslau w tamtych czasach. No bo skąd takie przywiązanie i emocje? Może to być też związane z pamięcią mojego rodu – moja prababcia, która nazywała się tak jak ja przed ślubem, wyjechała z mężem do Niemiec za pracą na początku 20-tego wieku i tam urodziła mojego dziadka. Zmarła dość młodo, bo w wieku 39 lat, i może moją misją jest kontynuacja czegoś, czego ona nie zdążyła skończyć?

10.12.2019 We wtorek natomiast, na zaproszenie polonistki Zuzi, miałam przyjemność i wielką radość uczestniczyć w przepięknym widowisku tanecznym o „Dziadku do orzechu” powiązanym z „Opowieścią Wigilijną”. Scenografia była tak cudowna, że poczułam się jak w bajce i bardzo zapragnęłam, żeby była biała śnieżna zima, a ja znowu małą dziewczynką oczekującą z wielkim przejęciem tego wyjątkowego świątecznego czasu. Kostiumy artystów zapierały dech w piersiach, a ich dopasowanie do scenerii było niesamowite i dawało spektakularny wizualny efekt, jak również sceny baletowe. Muzyka Czajkowskiego była w tym wszystkim najmniej ważna ;-).

11.12.2019 Długo wyczekiwany koncert Mikromusic z dolnej półki był wart po stokroć szaleńczego biegu z tramwaju i wpadnięcia na salę dosłownie w ostatnim momencie. Usiedliśmy i zaczęła się magia. Magia fantastycznych dźwięków kosmicznych instrumentów z dolnej półki, robionych własnoręcznie, czy odgrzebanych z przeszłości oraz boskiego głosu Natalii Grosiak. Znane piosenki brzmiały znajomo, ale całkiem inaczej w nowych niesamowitych aranżacjach. Ich koncerty to jest zawsze magia. Magia dźwięku, świateł i atmosfery. Uczta dla zmysłów!

13.12.2019 No i ostatni wspaniały koncert w tym miesiącu! Toruńska Orkiestra Symfoniczna pod dyrekcją K. Herdzina grałą tak, że można było płynąć. Janusz Radek i inni artyści śpiewali wyjątkowo, a powiewająca na widowni czarno-biała flaga Republiki sprawiała wrażenie, że Grzegorz Ciechowski tam jest, z nami. Wisienką na torcie było koncertowe spotkanie z Małgosią, Kasią i Beatą z FC Janusza oraz cudowny pobyt u Beaty i Roba w ich przepięknej „oazie”, czyli niesamowicie przytulnym domu, niebiańsko oświetlonym z okazji zbliżających się świąt. Był Christmas pudding i  ciągnięcie „crackersów” i wspólny czas pełen pysznego jedzenia i śmiechu J.

15.12.2019 Dzisiaj miał być spokojny i domowy dzień. Zuzia od rana była w szkole i współorganizowała kiermasz charytatywny. Nagle zadzwoniła, że będzie pokaz Zumby z Rafaello, który mnie tam zawezwał ;-).  Po Zumbie był pokaz talentów, w tym Zuzi taniec i śpiew, miłe pogaduchy z paniami nauczycielkami i mamą Zuzi koleżanki, i oczywiście wsparcie chorego Fabiana – kolegi z ich szkoły. Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” jest mi szczególnie bliska od czasu zrealizowania ostatniego życzenia taty, czyli zbierania datków na ten cel podczas jego pogrzebu.

A teraz już tylko została praca i przygotowanie do świąt…. W książce o wysokowrażliwych i nadwydajnych mentalnie przeczytałam, że ich mózgi (czyli też mój!) potrzebują stymulacji, kiedy długo nic się nie dzieje. To by dużo wyjaśniało ;). Na szczęście mam kota, który mnie uspokaja i który właśnie teraz leży mi słodko na kolanach i co jakiś czas nastawia cudny pyszczek do smyrania :-D

sobota, 9 marca 2019


Ostatni tydzień był pełen zdarzeń, czas przyśpieszył, a w piątek chyba obudził się zielony tygrys, używając terminologii Feng shui, gdyż Rafał miał wypadek samochodowy, pierwszy raz w życiu. Przejechał całą Polskę, i to nie raz, a tu w samym mieście autobus wjechał na jego pas nie zauważając go i jechał tak przygniatając go coraz bardziej do betonowej bariery. W efekcie jego samochód (na szczęście służbowy) znalazł się na barierze, zatrzymał się tam, a potem spadł na bok na przeciwległą jezdnię. Dobrze, że samochody jadące tą jezdnią widziały tę sytuację i zdążyły zwolnić, bo inaczej byłaby tragedia. Ja jechałam tą trasą do pracy parę minut wcześniej i widziałam ten autobus stojący na światłach za mną. Byłam już w biurze, kiedy zadzwonił telefon, ale była to tylko krótka rozmowa, bo to było tuż po wydostaniu się z przewróconego samochodu. A potem tylko słyszałam i widziałam dwa wozy strażackie jadące na sygnale, policję i wielki korek, który się od razu utworzył…. Kolega jechał do tamtędy do pracy i wstawiał zdjęcia oraz na bieżąco informował o sytuacji na drodze nie wiedząc, że tam jest mój mąż. Nie wiedziałam co robić, czy iść tam, czy nie, na szczęście dodzwoniłam się do Rafała i trochę uspokoiłam. Nie mogłam się skupić na pracy, ale dobrze że miałam dużo rzeczy do zrobienia, to jako tako się trzymałam, ale jak z niej wyszłam to wszystko zaczęło do mnie docierać już bez żadnych filtrów. Na szczęście nic mu się nie stało. Kierowca autobusu twierdził, że go nie widział, ale policjant łagodnie mówiąc wyśmiał tę wersję. Po samym wypadku ludzie okazali się niesamowici, dzwonili na 112, przybiegli do Rafała z pomocą, okazało się też, że za nim jechała policjantka w cywilu i wszystko widziała, zebrała telefony od innych świadków i dała też swój. Mówiła, że nigdy w swojej długiej karierze w drogówce nie widziała czegoś takiego. Przyjechało radio i telewizja. 

Jak tego wszystkiego słuchałam, to czułam się jak w filmie akcji, a potem, jak w dramacie. Ludzie byli w szoku, że Rafał wyszedł z tego cało. Jechałam po pracy samochodem i w ogóle się nie śpieszyłam. To, że się spóźniłam na zajęcia w szkole trenerów w ogóle nie było ważne. Uświadomiłam sobie ponownie, że życie jest bardzo kruche. Jesteś, a za chwilę już może Cię nie być. Zdołowało mnie to, nie miałam siły iść na te zajęcia, ale dobrze, że poszłam, bo tam są treści motywujące do życia…

A wieczorem jeszcze przygotowywałam się do prezentacji z relaksacji na dzisiaj i do zaliczenia z psychologii komunikacji. Wbrew zmęczeniu i wczorajszym wydarzeniom, test napisałam najlepiej z grupy (szok!), a ćwiczeniami z relaksacji wszyscy byli zachwyceni J. Zrobiliśmy energetyzującą gimnastykę z jogi kundalini, ugruntowaliśmy się (ćwiczenie A. Lowena), oczyściliśmy dziewięcioma oddechami i zaśpiewaliśmy przepiękną uzdrawiającą mantrę. Szybko zleciał dzisiejszy długi dzień w szkole. Było bardzo ciekawie. Jutro ciąg dalszy J, a na zadanie domowe mamy napisać swój własny kod szczęścia (i spełnienia)….

niedziela, 20 stycznia 2019


W czwartek byliśmy na spotkaniu z prezydentem Dutkiewiczem, który zna chyba wszystkie sławne osoby na świecie, przyjaźni się z nimi i opowiada o nich i o sobie niesamowite historie i anegdoty (m.in. siostra Obamy, która była we Wrocławiu, a Dutkiewicza zaprosiła do Kenii na wesele rodzinne). Wspomniał też swojego przyjaciela śp. Prezydenta Gdańska. Było to bardzo interesujące spotkanie, była też Gosia i ciasteczka ze starych smaków Wrocławia. Książka prezydenta Dutkiewicza jest również bardzo wciągająca, szkoda tylko, że taka krótka i nie zawiera wszystkich tych wspaniałych historii. Jego życie było niesamowicie kolorowe!

W piątek byłam tak zmęczona, że pod koniec pracy zasypiałam przed komputerem. Nie zdążyłam na Zumbę, bo był wypadek na autostradzie. Trzęsłam się z zimna i marzyłam tylko, żeby pójść spać. Ciężki był ten tydzień, dla mnie bardzo emocjonalny w związku z wydarzeniami w Gdańsku i sytuacją w Polsce. W takich chwilach marzę o byciu mało wrażliwą osobą. Osłabia mnie to. Mam w głowie to, żeby nie karmić się negatywną energią związaną z tymi wydarzeniami napełniać się i promieniować światłem („dobro złem zwyciężaj”), ale z drugiej strony nie jestem w stanie nie reagować na to zło emocjonalnie – nie wściekać się i nie smucić. Wczoraj było podobnie – miałam ochotę zaszyć się pod kocem… Oczywiście swoje tez wypłakałam w związku z pogrzebem Adamowicza. Musiałam jednak wyjść z domu i pojechać do optometrystki, bo trochę nieostro widzę literki, jak robię notatki podczas zajęć w studium… Wpierała mi, że powinnam cały czas nosić okulary, a ja przecież fantastycznie widzę! Okazało się, że jedno oko rekompensuje mi małą wadę drugiego i w sumie mam na dwóch małą wadę i że te okulary, które mi wypisze, to takie spa dla oczu, gdyż mają specjalne szkła relaksacyjne i sprawią, że moje oczy odpoczną… Jakoś to mnie średnio nastroiło do życia…;-). Poszliśmy potem przejść się chwile do parku, żeby jeszcze złapać promienie chowającego się słońca, a potem na kawę do Równej Babki. Mamie zepsuł się telefon, nie można się było do niej dodzwonić, więc wracając do domu podjechaliśmy do niej. Suma summarum, w domu byliśmy bardzo późno i tak zleciał cały dzień. Nie przeczytałam lektury do studium…

A dziś z okazji Dnia Babci i Dziadka wzięliśmy mamę na cmentarz, a potem na obiad do Wilka Sytego. Było piękne słońce i zachwycający zachód! W domu usiadłam do kompa zrobić podsumowanie wydarzeń roku 2018 i uderzyło mnie ich bogactwo. To był naprawdę aktywny rok i patrząc się teraz na mnogość tego wszystkiego, zastanawiam się jak ja dałam radę w tym wszystkim uczestniczyć? Niesamowite! Przepełnia mnie wielka wdzięczność za te wszystkie wydarzenia <3. Może kogoś zainspirują!

FILMY
styczeń - Anna Karenina 13.01; The Big Sick - „I tak Cię kocham” (miłość pakistańsko-amerykańska) 20.01; "Elle" i "Akumulator" 27.01
luty - 2.02 „Czas mroku” o Churchillu; 04.02 „Breathe” „Pełnia Życia” o Robinie Cavendishu (polio); 17.02 „Czwarta władza” / The Post – Steep i Hanks – top class!!!
marzec – „Naga Normandia” 29.03
czerwiec – „Pozycja obowiązkowa” 15.06
sierpień – „Też go kocham” („Juliet Naked”) – babski wieczór z Natalką, 27.08
wrzesień – „Jesteśmy Żydami z Breslau” – świetny film i rozmowa z reżyserami, 21.09
listopad - Tydzień kina niemieckiego: „Milcząca rewolucja” 16.11, „3 dni w Quiberon” 17.11, „Zagubiona” 18.11, „Daleko – historia drogi dookoła świata” 22.11
Król Rozrywki w domu
grudzień - 26.12 „Mary Poppins powraca”, 26.12 „Narodziny gwiazdy”, 30.12 „Zimna Wojna”
WYDARZENIA KULTURALNE i nie tylko
03.01 koncert Jazzy Night w Vertigo
06.01. spotkanie z Markiem Krajewskim w Art Hotelu, ciacha, pierożki z szyjkami rakowymi, zwiedzanie apartamentu z biblioteczką i balkonem, podpis Miłosza
14.01 wystawa Tytus, Romek i Atomek
21.01 koncert finałowy Natalli z Radkiem w ODT „Światowid”
28.01 Pokaz powarsztatowy z MAM i Curtisem z West Endu w NFM (z dziadkami), obiad w Lissie
18.02 „Genialna przyjaciółka” Teatr Współczesny
23.02 „Seans ciszy” w Art Hotelu Ad Spectatores
Marzec – Filharmonie Brno i Avishai Cohen Trio w NFM 10.03, Musical „Wicked” w Londynie 17.03, Wystawa „Reflections” Van Eyck and the Pre-Raphaelites w National Gallery w Londynie 17.03, wystawa dzieł Modiglianiego w Tate Modern w Londynie 18.03
Kwiecień - Festiwal Wege – zajezdnia Dąbie, ”Popołudnie z grecką kulturą” w „Prozie” – prelekcja i przekąski z Martą
Maj – Vertigo Grammy Awards + Cuban Jazz, 11.05; Janusz Radek z zespołem w Starym Klasztorze 11.05
Czerwiec – „Room service” Ad Spectstores w Art Hotelu 1.06; „Wallstrasse 13” Bente Kahan w Synagodze 14.06; „West Side Story” - MAM i Nati w Imparcie, Janusz Radek w Dzierżoniowie pod murami 23.06
Lipiec – „Return to the Voice”, Teatr Pieśni Kozła w Katedrze św. Marii Magdaleny (wydarzenie towarzyszące Brave festiwal), 17.07
Sierpień – Ed Sheeran – Nati, 11.08 - Kino na Dachu z Viktorią i Bora z Turcji (wygrana „Renomy”) – „Imagine”
Muzyka dla Europy, Krzyżowa Music – koncert w Synagodze pod Białym Bocianem, 26.08, wraz z Helio Rodakiem z Brazylii, przed koncertem wystawa „Z biegiem rzeki” Dzieje Żydów nad Odrą
Wrzesień – „Usłyszeć taniec”w Imparcie, 15.09
Październik – koncert „Poets of the Fall”, Berlin, 25.10
Wizyta w Muzeum Pergamońskim 28.10 – Zbiory Sztuki Antycznej, Muzeum przedniej Azji, Muzeum Sztuki Islamskiej (Ołtarz Pergamoński - w renowacji, Brama targowa z Miletu, Babilońska brama Isztar)
Koncert „Seafret” – Warszawa 13.10
Listopad - Koncert Jesse Cook „Beyond borders” w NFM, 14.11
Grudzień – koncert Janusza Radka 4.12, „Kultury świata – Chiny” ERobert Maciąg w ck Zamek 15.12; „RAM JAM” czyli koncert urodzinowy Radia RAM 16.12
PODRÓŻE dalsze i bliższe
Luty – Zbysek z Pragi u nas; Nati w Strasbourgu
Marzec – spotkanie z  Markiem Hintonem z szkoły w Anglii, tydzień w Londynie (praca i zwiedzanie), Targi Turystyczne w Berlinie (Zuzia)
Kwiecień – Kreta
maj – Bratysława (ojciec Charles), Wiedeń, Regensburg, Schwaebisch Hall, Norymberga/Igensdorf (Kathrin i Michael z dziećmi)
Maj – Warszawa (Kongres HR) – spotkanie po 22 latach z Leo z Hong Kongu i Berndem z Niemiec
Czerwiec – Radomierzyce koło Zgorzelca, Berzdorfer See, Liberec, 2.06
Lipiec – Londyn (28.06-1.07, nocleg u Ghislain, spotkanie z Jannette i Peterem) – Kew Gardens, Shoreditch, Bricklane, National Gallery, „Wicked”, Hyde Park slackline, etc., Irlandia (1.07-9.07) - Dublin, Dernacartha, Strandhill, klify Moher, Galway, Achill Island, Enniscrone, Sligo, klify Donegal, Bristol (9-11.07, Jackie i Miles), Niemcy (Nati i my, 14-15.07, 27-29.07), Murzasichle – obóz taneczny Zuzi, 21-22.07 - weekend w super agroturystyce w Mojeszu koło Lwówka Śląskiego (zamek Lenno we Wleniu, wieża w Siedlęcinie, zapora wodna w Pilchowicach, Pławna (Muzeum Przesiedleńców, Arka Noego, zabytkowy dom), Pałac w Płakowicach)
Sierpień – zlot rodzin Couchsurfingu – Zwierzyniec i Roztoczański Park Narodowy, Nati w Warszawie; Pałac Brzeźno 12.08; w domu goście z Austrii (Lissi), Turcji (Bora); 17-19.08 - weekend w Toruniu u Roba i Beaty z Kasią i Gosią, 25-26.08 - Helio
Wrzesień - Spływ Rafting Bardo, 2.09
Październik – Berlin i Poczdam 25-28.10; Ogród Botaniczny
Listopad – spotkanie z Markiem Hintonem ze szkoły w Anglii, Zuzia – wymiana ukraińsko-niemiecko-polska w Krzyżowej
Grudzień – Goerlitz z mamą 27.12, Różyna i Brzeg 28.12
EATING OUT
Black Point Café, Wilk syty – rodzinnie, Charlotte, Nanan – rodzinnie, „Naleśniki Babci – Kuchnia Ormiańska”, Kredens z Beatką, Nadodrze Resto Bar z Martą i Andrzejem, Bema Cafe, Parrot Cafe z Helio, Cafe Równik – z mamą, Lulu cafe z Martą, Blikle w Rynku, Tutti Santi pizzeria – rodzinnie, Równa Babka - rodzinnie
Firmowe: Masala, Bleeding Heart w Londynie, Delamina East w Londynie, Grill
BOOKS BY KATE
„Genialna przyjaciółka” Eleny Ferrante
„Spokój w każdym z nas” Thich Hahn Nhat
„Najlepszy” Łukasz Grass o Jerzym Górskim
„Historia nowego nazwiska” Ferrante
„Historia ucieczki” Ferrante
„Historia zaginionej dziewczynki” Ferrante
„Córka” Ferrante
„Conversations with friends” Sally Rooney
“Powiem Ci coś” P. Adamczyk
“Czakry”
„Ułuda” A. Cieślar (z autografem)
„Bóg mi świadkiem” Makis Tsakis (z autografem)
„Rozmaryn i róże” A. Maciąg (z autografem)
„Ale wtopa” z autografem
„Pani Furia” Grażyna Plebanek
„Ciotka Zgryzotka” M. Musierowicz
„Gorzej być nie może” Alison Pearson
„Możesz odejść, bo Cię kocham” – o śmierci, wyd. Zwierciadło
„Jak przestać się martwić i zacząc żyć” D. Carnegie
„Listy od przyjaciela” A. Robbins
„Potęga Irracjonalności”  Dan Ariely
„Atlas szczęścia” H. Russel
SPORT
Zumba
Bieg Kobiet „Piersi” – kwiecień, Hala Stulecia
Maraton Zumby – 16.06 w Lwówku Śląskim
Joga z przerwami
Joga kundalini
PARTIES
Urodziny Rafała w Zajezdni, Urodziny Kuby w Pochlebnej, Urodziny Manilii, Wigilia w szkole Zuzi
ROZWÓJ
luty – spotkanie w partnerskim stylu z A. Maciąg i Piyushem Mittalem
Reiki – 2-gi stopień
kwiecień – Wellbeing w praktyce
maj – Kongres Kadry w Warszawie
9.06 – warsztaty z Dr Shivani z kliniki ajurwedyjskiej
sierpień/wrzesień – oczyszczanie z Ajurwedą 8 dni
od października – Szkoła Trenerów Rozwoju Osobistego
12-14.10. – warsztaty z A. Maciąg w Norweskiej Dolinie w Szklarskiej Porębie
23-25.11 – warsztaty z A. Maciąg w Uroczysku Siedmiu Stawów
Ajurweda: „Psychologia Ajurwedyjska”, Oczyszczanie z Ajurwedą, webinary
Życie!

piątek, 28 grudnia 2018


Ale mi się dzisiaj podniósł poziom energii! Czuję się lekko, radośnie, po prostu dobrze (a rano było trochę ciężko przez te ciemne chmury na niebie). Pojechaliśmy do Waldemara, który oczyścił moją aurę z przyczepionych energii, powodujących jej wyciek, czyli niski poziom. To nie była dusza mojego taty. Podczas oczyszczania najpierw pojawiły się łzy, ciepło, a potem błogi spokój i uśmiech na twarzy J. Takie coś już odczuwałam wcześniej, na warsztatach Agnieszki Maciąg. Całe to oczyszczanie i spotkanie było bardzo pozytywnym doświadczeniem, choć to co on odkrywał i oczyszczał niekoniecznie, ale byłam spokojna J. Podał też kilka wskazówek na temat „jak żyć”, po wyczytaniu tego z mojego przeszłego i teraźniejszego stanu. Dom Waldemara jest jak z bajki, ponad stuletni, z zachowanymi z przeszłości sztukateriami i bardzo oryginalnie, przytulnie urządzony – on i jego żona są artystami plastykami. Czuliśmy się tam bardzo dobrze. Czas się zatrzymał. Sam Waldemar jest oazą spokoju i skarbnicą wiedzy, wzbudza zaufanie, jest ciepły i profesjonalny. Jechałam tam bez jakichkolwiek oczekiwań, otwarta na to, co się wydarzy. Czuję wdzięczność za to, że „przez przypadek” dostałam na niego namiar. 
Potem szybka wycieczka do pobliskiego Brzegu, gdyż chciałam zażyć trochę świeżego powietrza i zobaczyć w końcu tamtejszy zamek – tzw. śląski Wawel. Pomimo chłodu i deszczu było dobrze. Wracając słuchałam webinaru z Ajurwedy pt. „Psychologia ajurwedyjska na konkretnych przypadkach”, które były tak ciekawe, że odsłuchałam go dwa razy. To wszystko się tak pięknie pokrywa. To co już wiem, to o czym mówił Waldemar, moja diagnoza ajurwedyjska, wszystkie objawy i zalecenia. Ta spójność jest niesamowita. To był piękny dzień!













środa, 26 grudnia 2018

Polecam dwa piękne filmy: "Mary Poppins powraca" i "Narodziny gwiazdy". Spędziliśmy fajny rodzinny czas z jednym dodatkowym członkiem rodziny - miłym wieloletnim przyjacielem Natalii :-). Nie chciałam oglądać dramatów, chciałam doświadczyć pozytywnych uczuć, więc wybraliśmy te filmy. "Mary Poppins" zachwyca muzyką orkiestrową, która jest świetna, piękna, nastraja optymistycznie, i aż chce się tańczyć. Język też jest cudowny. Historia może trochę naiwna, ale bardzo, bardzo pozytywna. W zasadzie, zamiast czytania przeróżnej maści poradników "jak żyć", wystarczy obejrzeć ten film i uważnie posłuchać tego, o czym śpiewa latarnik Jack.
A zakończenie jest niesamowicie szczęśliwe - główni bohaterowie wybierają sobie w parku na jarmarku odpowiedni balon i zaczynają frunąć po niebieskim niebie, śpiewając radosną piosenkę :).
Znalezione obrazy dla zapytania mary poppins returns
W drugim filmie też była cudna muzyka i słowa piosenek, był piękny, ale smutny... Przepiękne uczucie i niszczycielska siła uzależnień, które tak często dotykają wrażliwe osoby, które jeszcze do tego zostały dotkliwie okaleczone w dzieciństwie. Bradley grał niesamowicie. Lady Gaga też. Kiedy film wszedł na ekrany, uznałam, że będzie zbyt komercyjny. Ależ się myliłam!

Znalezione obrazy dla zapytania narodziny gwiazdy