Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazda rowerem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazda rowerem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2020


Jejku, ale dzisiaj dziwny dzień… Niby pięknie, słońce świeci, krzewy kwitną i pachną, rzodkiewki wychodzą w ogródku, wszyscy zdrowi, wstałam o 6-tej, żeby ćwiczyć (!), ale wśród moich emocji niestety dominuje smutek… Piszę pracę dyplomową o umyśle typu Vata (w ajurwedzie) i czytałam nieraz w ostatnich dniach, że Vacie zaleca się bardzo ostrożne dawkowanie newsów i wszelkich smutnych czy złych rzeczy. I dlaczego tego nie robię? Słabo u mnie z samodyscypliną… Ale nie tym chciałam pisać. Wczorajszy Dzień Ziemi był chyba najsmutniejszym w moim życiu, głównie z powodu pożaru na terenie biebrzańskich bagien. Kiedy przeczytałam o tym orle, który zamiast odlecieć w bezpieczne strony, został przy gnieździe chcąc chronić swoje małe, to już na całego się rozryczałam. W takich sytuacjach nie widzę zalet bycia wysoko wrażliwą. Potem jeszcze komunikaty o suszy, wymieraniu pszczół, przygotowywaniu poideł dla owadów, wpisy Ekostraży o ratowaniu zwierząt, które ktoś potrącił, albo celowo uszkodził…itp., itd., oraz słuchanie „live” Romy Ligockiej, która przed zamknięciem wyjechała do Francji i nie zdążyła już wrócić do Polski. Przeciwnie do jej książek, ta rozmowa nie była zbyt optymistyczna i pogorszyła mój kiepski już nastrój.

To pisałam przed 17:00. Potem miałam włoski, rozłożyłam się z wszystkim na tarasie, herbatka, włoskie ciasteczka, kot na kolanach i od razu poczułam się lepiej, trochę jak na wakacjach ;). W międzyczasie przyszła paczka – zaległy prezent urodzinowy z pysznościami z zagranicy, a po włoskim koledzy i koleżanki z pracy zmotywowali mnie do wyjścia z domu (w końcu!). Wczoraj założyli kanał na naszym wewnętrznym komunikatorze pt. „bieganie”, ale jazda na rowerze też może być ;-). Rafał z sąsiadem wskoczyli na rowery, co mnie dodatkowo zmotywowało. Po miesiącu bez spacerów, w końcu wyszłam z swojego barłogu! Miała być krótka przejażdżka, a wyszło 10km nieznanymi ścieżkami przez las i pod górę. Głowa przewietrzona i niezłe kardio też było pod tą górę. Słońce zachodziło, ścieżka wąska, zerwał mi się błotnik przez te wertepy i nie wiadomo, gdzie i kiedy wyjadę z tego lasu. Ale jakoś tak miałam pewność w sobie, że się nie zgubię. Było cudownie – zapach jak latem nad morzem w lesie sosnowym, śpiew ptaków, spokój i pozytywne zmęczenie mięśni. Przekonałam się na własnej skórze, jak ruch fizyczny zmienia biochemię mózgu na lepsze J. Coś pięknego; wszystkim polecam!


niedziela, 15 października 2017

Tyle rzeczy się dzieje i mam wrażenie, że ostatnio pisałam na blogu dawno, dawno temu, a nie w środę. Mam dużo przemyśleń, tylko jak zwykle czasu i sił brak, żeby o tym pisać, więc napiszę o pięknych momentach:
- cudne kolorowe zachody słońca i niebieskie niebo - szkoda, że nie można się zatrzymać samochodem i zrobić zdjęcia
- bardzo miła pani fizjoterapeutka w czwartek, która "wbijała" mi się w powięzie z siłą, o którą bym jej nie podejrzewała ;); wcześniej udało mi się spotkać z Zuzią i Rafałem, którzy wychodzili od alergologa
- w czwartek byłam również w ciągu dnia w szpitalu wojskowym, nie zastałam wprawdzie lekarza prowadzącego taty, ale wyszłam innym wyjściem, niż zawsze i poczułam się, jak w wiekowym pięknym parku, puściutkim i pełnym cudnych kolorów liści podświetlanych słońcem. Jak ja wtedy dziękowałam za tę możliwość wyjścia z biura i doświadczenia tak cudnej i ciepłej pogody!

- w piątek ucieszyłam się, że pojawił się już repertuar na Tydzień Kina Niemieckiego w listopadzie i oczywiście zakupiłam już bilety. Filmy jak zawsze poruszające głębokie i teraźniejsze tematy, a przy okazji okazja do poćwiczenia niemieckiego;-).
- w piątek też krótki chill-oucik w naszej lokalnej cafe, gdzie mają najlepszą gorącą czekoladę pod słońcem!
- w sobotę ranna pobudka i warsztaty programowania do 14.00 organizowane przez nas dla różnych dziewczyn, które uczestniczyły w podobnych warsztatach "Django girls". To taki darmowy wkład w lokalną społeczność przez firmę, no i trochę reklamy, żeby w przyszłości, jak dziewczyny będą szukać pracy, to żeby o nas pamiętały. Podziwiałam je, że im się chciało, niektóre przyjechały spoza Wrocławia. Z różnych branż, niektóre chcą się przekwalifikować, niektóre pasjonuje programowanie. Mnie raczej nie. Nie mogłabym pisać takim maczkiem;) i ciągle siedzieć przed kompem. Ale niektóre dziewczyny były zafascynowane swoimi efektami pracy.

- po tych warsztatach zawiozłam Zuzię do koleżanek do Smolca, potem szybko do domu się przebrać i pojechaliśmy do Gosi i jej rodzinki do pięknej Zawoni, która znajduje się w jeszcze piękniejszych lasach trzebnickich. Było ciepło i poszliśmy na spacer do pobliskiego lasu - pachniało drewnem i lasem. Jak zwykle za mało czasu na rozmowy, bo trzeba było odebrać Zuzię ze Smolca. Potem próbowałam czytać jeszcze Skalską i "Fitness umysłu", ale zasypiałam.







- dzisiaj letnia pogoda i bardzo chciałam wyjść z domu na łono natury. Dla konstytucji Vaty najlepszym odpoczynkiem jest prawdziwy odpoczynek w bezruchu - na przykład leżenie sobie na trawce. Marzę o czymś takim, a jednocześnie codziennie gnębi mnie ta "aktywność fizyczna", której nie mam. No to wsiedliśmy na rowery, choć dla mnie to było wyjście z tak popularnej obecnie strefy komfortu. Tak, było pięknie, cudne widoki i malinki, słońce, zieleń i kolory jesieni, zapachy lasu, wiatr we włosach, frajda z szybkiej jazdy z górki, mieniące się w słońcu babie lato i satysfakcja z tego, że udało się przejechać, choć ciężko było pedałować. Dobra kawa i ciasto od firmy w "Karczmie w polu" koło Kątów Wrocławskich oraz bardzo miła pani kelnerka. W lesie rower mi się ześlizgnął na błocie i prawa stopa wpadła do kałuży - ale, co tam, dobrze, że było ciepło ;-).









Przez te kilka dni miałam momenty, gdzie fizycznie odczuwałam potrzebę ograniczenia bodźców i pustki w umyśle. Wierzę, że to co odbierają nasze zmysły wpływa na nasz nastrój i na poziom naszej energii. Kiedyś to uwielbiałam, ale teraz wzbraniam się przed czytaniem książek i oglądaniem filmów, które bardzo wpływają na emocje, szczególnie negatywnie. Tak samo jest z muzyką. Dlatego trochę się wahałam przed kupnem biletów na te niemieckie filmy i tych za bardzo "dołujących" nie wybrałam. Mam na półce dużo książek, czekających na przeczytanie, ale jakoś odruchowo je odsuwam, bo boję się tamtych emocji. W moim życiu jest dużo chaosu, a jeszcze mam wnikać w obce historie? Nie wiem już sama... na pewno dają one zapomnienie, bo tak wciągają, ale zawsze się je bardziej lub mnie przeżywa...