Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa marzeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa marzeń. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2020


Skończyłam dzisiaj robić swą mapę marzeń. Tak samo jak przy poprzedniej, czułam radość, lekkość oraz ekscytację. Trudno dokładnie opisać to uczucie, ale jedno jest pewne - było bardzo przyjemne.

Wybrałam obrazki, ułożyłam je według siatki Bagua, a potem kleiłam, pisałam, malowałam mandalę i zatapiałam się w swoich marzeniach. Następnym krokiem będzie ich opisanie bardziej konkretnie.
Siebie umieściłam w centrum kartki.

Robienie takiej mapy bardzo porządkuje wartości, priorytety i pragnienia człowieka. Pomaga też wybrać, gdy rzeczy w danej kategorii jest za dużo, tak jak u mnie było z podróżowaniem. Taki drogowskaz, chwila zwolnienia, refleksji, poczucia czego tak naprawdę pragnie Twoja dusza... Miałam obrazki do pięciu różnych miejsc, ale żadne tak na prawdę mnie nie porywało. Dzisiaj usiadłam, i.... zachwyciłam się szczególnie jednym. 

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia :).

Dzisiejsze zajęcia pięknie dopełniły wczorajsze i piątkowe. Tak dobrze jest mi po nich, że chciałabym jeszcze i jeszcze, czuję się bardzo zainspirowana do dalszej eksploracji i rozwijania swoich zainteresowań w tym temacie, czuję, że mam moc, że mogę wszystko... Jestem w swoim świecie. Teraz tylko go trzeba utrzymać w świecie pracy. Mogę go potraktować jako sala treningowa i wprowadzać w życie te rzeczy, o których mówiliśmy. Jestem bardzo wdzięczna, że mogę uczestniczyć w tych fascynujących zajęciach - zajęciach o ŻYCIU.

niedziela, 6 stycznia 2019




Po kursie programowania umysłu/podświadomości wiem tylko jedno – muszę (w sensie chcę) to ćwiczyć! Znajomy był już na tym 15-ty raz, jego żona 9-ty. Podpytałam - ludzie używają tej metody w codziennym życiu, w codziennych wyzwaniach w pracy, w wygraniu totka, w podejmowaniu decyzji, podczas choroby. Kluczowe jest tu rozluźnienie fizyczne i umysłowe i wejście w stan alfa – taki, w który wpadamy tuż przed zaśnięciem lub po przebudzeniu.

Dobry był to czas na ten kurs – programowałam swój umysł na dobre rzeczy, a astrologicznie mamy nów w ten weekend, ponoć bardzo ważny, taki prawdziwy początek roku – czyli czas zasiewania swoich marzeń, planów, celów. Zasiewałam je dzisiaj cały dzień wraz z rodzinką, i teraz czas na odpowiednią pracę mentalną (jak najbardziej dokładne skonkretyzowanie/uszczegółowienie celu, osiąganie cząstkowych celów z tym związanych, wiara, niepoddawanie się wątpliwościom i obawom, afirmacje, wizualizacje, Silva, przyciąganie, itd.) i to się spełni!

Bo….jak powiada James Allen w książeczce „Tak jak człowiek myśli”:

„Po określeniu celu należy w umyśle wytyczyć prostą ścieżkę, która do niego prowadzi, nie oglądając się przy tym ani w lewo, ani w prawo. Wątpliwości i obawy powinny bezwzględnie zostać usunięte, gdyż stanowią czynniki dezintegrujące, które wykrzywiają – a przez to czynią nieskuteczną i bezużyteczną – drogę naszego wysiłku. Wątpliwe i lękliwe myśli przynoszą zawsze nie powodzenie, lecz klęskę. Cel, energia, moc sprawcza i wszystkie silne myśli giną, gdy wkradają się do nich zwątpienie i obawa.

(…) Nieustraszona myśl powiązana z celem przeradza się w siłę sprawczą. Świadoma tego osoba gotowa jest stać się silniejszą i wznioślejszą od kłębowiska rozedrganych myśli i zmiennych nastrojów. Kto tak czyni, świadomie i rozumnie włada już mocami swojego umysłu”.

Zaczęłam też czytać adekwatną i arcyciekawą lekturę – autobiografię artystki performerki Mariny Abramovic pod znamiennym tytułem: „Pokonać mur”. Uwielbiam czytać historie o ludziach, którzy przezwyciężyli swoje traumy, tragedie życiowe, niesprzyjające okoliczności, itp. i osiągnęli niesamowite sukcesy (w szerokim tego słowa znaczeniu; jaki by on nie był). Bardzo wciąga.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Zbieram materiały do Mapy Marzeń i zastanawiam się nad swoim życiem. W opozycji do moich marzeń jest moja pełnoetatowa praca, często bardzo odtwórcza i powtarzalna, która wraz z dojazdami zabiera mi mnóstwo czasu, i czasami, tak jak dzisiaj, po prostu "mi się nie chce". Przygnębiło mnie to. Wieczorem spotkałam się z Beatką na jarzębinowej herbacie i, gdy jej o tym powiedziałam, z wielkim entuzjazmem poradziła mi, żebym w ramach spełniania marzeń napisała książkę! O poezji, książkach, muzyce, naturze i wrażliwości. I jeszcze koniecznie podróże. W sumie to dlaczego nie? :D 

W nocy najpierw obudziło mnie zimno, a potem widziałam przed oczyma twarz głównej bohaterki wczorajszego filmu tygodnia niemieckiego. Jak zwykle film dobrze zrobiony, kameralnie, mała obsada, mała wspólnota w południowych Niemczech, specyficzny dialekt (który byłam w stanie zrozumieć dzięki naszym pobytom w pobliżu – duma! ;-), kościół, siostrzana miłość i solidarność, heroizm starszej siostry, tajemnica rodzinna i wielki straszny problem w rodzinie, w której nie było matki, tylko ojciec z dwoma nastoletnimi córkami. Problem przemocy seksualnej przedstawiony, o ironio, na tle przepięknej przyrody i szalonej muzyki organowej Bacha. Cały świat w jednej kropli wody. Wywiad z reżyserem i autorem scenariusza po projekcji był o wiele przyjemniejszy niż sam film. A twarzy głównej aktorki, Rumunki z pochodzenia, chyba nigdy nie zapomnę. Bilet Natalii wykorzystała Bogusia, z którą nie widziałam się prawie trzy lata - fajnie było ją zobaczyć radosną i zadowoloną z życia. Wcześniej, wszyscy w piątkę, wypiliśmy kawę z naprędce kupionym ciastem po drodze do kina, w filii naszej ulubionej kawiarni.