czwartek, 5 kwietnia 2018


Kreta – Dzień 7

To był następny fantastyczny dzień! Pełen niebieskości i szumu fal, zwieńczony niebiańskim zachodem słońca z widokiem na zatokę Chani.
Najpierw pojechaliśmy nie tak daleko do Zatoki Seitan Limani, co znaczy Szatański Port. Szatański, gdyż jak się patrzy z góry to wodę widać tak, jakby wcinała się w plażę zygzakiem. Wjazd do niej zapiera dech w piersiach, gdyż jest pełen serpentyn, tak samo jak zejście na plażę ze szczytu góry, gdyż jest one dość strome. Po dotarciu najpierw poszliśmy w lewą stronę, bo myśleliśmy, że jest to jedyna droga dotarcia na plażę i się przeraziliśmy. Uznałam, że nie da się tamtędy dojść bezpiecznie, z czym reszta rodziny się nie zgodziła, ale stanowczo zaprotestowałam ich zejściu. Wszędzie za to były widoczne i słyszalne kozy wspinające się prawie pionowo po zboczach góry. Zbliżając się do samochodu zobaczyliśmy ludzi wychodzących z prawej strony zatoki, poszliśmy tam i to zejście, choć strome, wyglądało na w miarę „cywilizowane”, więc zaczęliśmy schodzić J. Na dole przywitała nas mała plaża i przecudnie niebieska i migocząca woda. Z powrotem na górze pojawiła się nagle kozia mamusia z maleństwem. Zainteresowała się pomarańczą, którą miałam w ręce. Karmienie jej było nieziemskim doświadczeniem.

Jeszcze przed zjazdem do samej zatoki zachwyciliśmy się prześlicznym biało-niebieskim kościółkiem na górze. I zapierającym dech widokiem z tej góry.

Następnym miejscem w planie była plaża w Stavros, gdzie kręcony był „Grek Zorba”. Jest to bardzo przytulna wioseczka z płytką wodą przy brzegu. Poszliśmy w głąb wybrzeża, poczuliśmy przestrzeń i wodę wszędzie dookoła. Było fantastycznie. W jednej z knajpek obejrzeliśmy czarno-białe zdjęcia z planu filmowego.

Ze Stavros, malowniczymi zakręconymi drogami dojechaliśmy wkrótce do niesamowitej kawiarni, którą poleciła nam Viki poznana w samolocie. Była tam parę dni wcześniej. Powiedziała, że stamtąd jest niesamowity zachód słońca. Było bardzo dużo ludzi, ale udało nam się znaleźć stolik na tarasie, przy samej barierce. Widok faktycznie był absolutnie niezapomniany, i choć słońce było jeszcze wtedy dość mocne, to jakoś wytrzymaliśmy do jego zachodu ;-). Nie tylko ten widok pozostanie w naszej pamięci – również ciasta tam serwowane były absolutnie wyjątkowe!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz