niedziela, 1 kwietnia 2018


Kreta - Dzień 3

Rano przy śniadanku zadzwoniliśmy do rodziny z życzeniami i relacją video na Messengerze. Potem poszliśmy na plażę, bo był to jeden z najgorętszych dni naszego pobytu na tej pięknej wyspie.









Po wykonaniu przez Zuzię wszystkich możliwych figur akrobatycznych do zdjęć i innych sesjach foto w wykonaniu Rafała pojechaliśmy na kawę do mijanej wcześniej ciekawej kawiarni (po drodze do Chani), żeby odkryć jak zrobiona jest kawa, którą pije większość Kreteńczyków (i tak nie odkryliśmy). I w końcu po przejechaniu kilku kilometrów zawitaliśmy do gajów pomarańczowych, gdzie powitał nas niesamowity zapach kwitnących kwiatów pomarańczy – coś magicznego, nieziemskiego, rozkosznego i najcudowniejszego na świecie!!! Zatrzymaliśmy się przy dzikiej drodze – były tam też drzewka cytrynowe i awokado!











Naszym celem była wioska Fournes, gdzie zobaczyliśmy ogromny opuszczony ogród pełen drzewek pomarańczowych i czarnych kur próbujących znaleźć coś do jedzenie pomiędzy leżącymi i gnijącymi owocami. Było ich tak dużo, że wyglądały jak dywan!

Za tym gospodarstwem był budynek, w którym ludzie sortowali pomarańcze, a na zewnątrz czekała już ciężarówka. Poszliśmy tam kupić parę kilogramów tych dobroci. Przyniesiono nam wielką skrzynkę, a właściciel niemówiący po angielsku spytał ile tam dzieci siedzi w samochodzie i dołożył dla nich grejpfruty i awokado. Było to najlepiej wydane 5 Euro ever! Nagrzane słońcem, pachnące, bardzo soczyste i słodkie owoce z praną – energią życia/słońca. Coś pięknego i niewiarygodnego!!!

 Następną „pomarańczową” wioską była Meskla, w niej piękny prawosławny kościół, w którym akurat odbywało się nabożeństwo. Pojechaliśmy drogą, która pięła się w górę, tak wysoko, że ten kościółek wydawał się mały, ale docierały tam piękne śpiewy. Wrażenie było niesamowite – tylko kontemplować.

Podjechał lokalny mieszkaniec wpuścić owce do zagrody. Jechaliśmy dalej, bardzo blisko, a może nawet byliśmy już w narodowym rezerwacie Gór Białych, których szczyty faktycznie były białe od śniegu, i coraz wyżej - mijając małe kapliczki w kształcie kościółków.

Widok pomarańczowych drzewek na polanach pomiędzy górami, wraz z dziko rosnącymi kallami był nieziemski.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz