poniedziałek, 31 grudnia 2018

Kończę ten rok w cudnym nastroju, jest mi naprawdę dobrze :)

Jest mi dobrze z samą sobą, kołysząc się do nastrojowej muzyki, wpatrując w kolorowe światełka i przytulając do męża. Czuję się dumna z siebie, że się tak czuję, bo tak bardzo tego chciałam, a tak długo mi to nie wychodziło, zgubiłam to dawno temu po drodze życia.

"Mój dom nieidealny,
oswojony, okiełznany,
pod włos ugłaskany,
Mieszkam tu........"

Tak cudnie czuć się w domu :)

Czuję piękną wdzięczność za te ostatnie 365 dni. Wdzięczność za otrzymaną miłość, dobro, uśmiech, słowa, uściski. Dziękuję <3

Dziś spędziłam upojne godziny z Marta słuchając jej opowieści z Gruzji i z życia. Dostałyśmy po lampce szampana od kawiarni, w której byłyśmy :)

PS. Podsumowanie roku 2018 zrobiłam 20.01.2019 - jest w tamtejszym wpisie.

sobota, 29 grudnia 2018


Polecałam filmy, a teraz polecam książki, a szczególnie jedną, którą delektowałam się dzisiaj przez większość dnia. Z każdym rozdziałem czułam się jakbym podróżowała do kraju, o którym właśnie czytałam. Ale nie jest to żaden przewodnik, czy typowa książka podróżnicza! Jest to zbiór cudownych felietonów o stylu życia i zwyczajach w danym kraju i recepcie na szczęście/zadowolenie/satysfakcję/dobre życie jego mieszkańców. Jest to opisane tak zabawnie, że co chwilę wybuchałam śmiechem (szczególnie, kiedy czytałam o tych krajach, w których byłam). Autorka cytuje wypowiedzi lokalsów i świetnie je komentuje. Z tych tekstów bije niesamowity optymizm i szacunek wraz z miłością do danej nacji. Są one wielkim i bardzo ciekawym źródłem wiedzy o danym kraju, ale również inspiracji na dobre życie dla każdego, nieważne skąd by pochodził! Ich uniwersalizm jest cudowny. Pod koniec każdego rozdziału znajduje się podsumowanie z praktycznymi (i zabawnymi) wskazówkami, jak doświadczyć czy praktykować szczęście z danego kraju. Smakuję tę książkę i nie chcę jej skończyć, choć już wiem na pewno, że będę do niej wracać. Świetny pomysł miała ta świetna autorka – Helen Russel. Poszukałam w necie i okazuje się, że w bibliotece są jej dwie inne książki, które mają świetne recenzje. Jestem zachwycona!

Podsumowując – to co się przewija we wszystkich krajach, to:
- przebywanie na świeżym powietrzu, ruch, spacery, kontakt z naturą, (Holendrzy np. biegają na wietrze ;), szacunek do swojego naturalnego otoczenia
- spotkania z przyjaciółmi, cieszenie się z tego, że jest się razem
- akceptacja tego, co jest i niepoddawanie się przeciwnościom losu (w sensie nierozpaczanie)
- uprzejmość i życzliwość dla innych
- można też zaparzyć herbatę i zjeść ciasteczko (jak w Anglii;)

Z całego serca polecam tę podróż przez szczęście!
Tu więcej szczegółów :)

Oprócz "Atlasu" raczyłam się również poniższymi książkami i moim ulubionym niemieckim czasopismem :)


piątek, 28 grudnia 2018


Ale mi się dzisiaj podniósł poziom energii! Czuję się lekko, radośnie, po prostu dobrze (a rano było trochę ciężko przez te ciemne chmury na niebie). Pojechaliśmy do Waldemara, który oczyścił moją aurę z przyczepionych energii, powodujących jej wyciek, czyli niski poziom. To nie była dusza mojego taty. Podczas oczyszczania najpierw pojawiły się łzy, ciepło, a potem błogi spokój i uśmiech na twarzy J. Takie coś już odczuwałam wcześniej, na warsztatach Agnieszki Maciąg. Całe to oczyszczanie i spotkanie było bardzo pozytywnym doświadczeniem, choć to co on odkrywał i oczyszczał niekoniecznie, ale byłam spokojna J. Podał też kilka wskazówek na temat „jak żyć”, po wyczytaniu tego z mojego przeszłego i teraźniejszego stanu. Dom Waldemara jest jak z bajki, ponad stuletni, z zachowanymi z przeszłości sztukateriami i bardzo oryginalnie, przytulnie urządzony – on i jego żona są artystami plastykami. Czuliśmy się tam bardzo dobrze. Czas się zatrzymał. Sam Waldemar jest oazą spokoju i skarbnicą wiedzy, wzbudza zaufanie, jest ciepły i profesjonalny. Jechałam tam bez jakichkolwiek oczekiwań, otwarta na to, co się wydarzy. Czuję wdzięczność za to, że „przez przypadek” dostałam na niego namiar. 
Potem szybka wycieczka do pobliskiego Brzegu, gdyż chciałam zażyć trochę świeżego powietrza i zobaczyć w końcu tamtejszy zamek – tzw. śląski Wawel. Pomimo chłodu i deszczu było dobrze. Wracając słuchałam webinaru z Ajurwedy pt. „Psychologia ajurwedyjska na konkretnych przypadkach”, które były tak ciekawe, że odsłuchałam go dwa razy. To wszystko się tak pięknie pokrywa. To co już wiem, to o czym mówił Waldemar, moja diagnoza ajurwedyjska, wszystkie objawy i zalecenia. Ta spójność jest niesamowita. To był piękny dzień!













czwartek, 27 grudnia 2018


Zabraliśmy mamę na wycieczkę do Goerlitz. Chciałam tam kupić naturalne kosmetyki do makijażu w normalnej cenie. Udało się, choć te zakupy były dość męczące – dużo ludzi, sklep stosunkowo mały,a  tu trzeba było popróbować, podobierać. O wiele mniej męczący był spacer po pięknej starówce, wizyta w sklepie z całorocznymi pięknymi drewnianymi ozdobami świątecznymi, gorąca czekolada w pięknej kawiarni w zabytkowej kamienicy, degustacja lokalnych sławnych musztard (z czymkolwiek sobie człowiek zamarzy!), podziwianie perełek architektonicznych i przejście granicznym mostem. Cieszę się, że mama mogła się rozerwać, widać było, że jej się podobało J. I było piękne słońce!











środa, 26 grudnia 2018

Polecam dwa piękne filmy: "Mary Poppins powraca" i "Narodziny gwiazdy". Spędziliśmy fajny rodzinny czas z jednym dodatkowym członkiem rodziny - miłym wieloletnim przyjacielem Natalii :-). Nie chciałam oglądać dramatów, chciałam doświadczyć pozytywnych uczuć, więc wybraliśmy te filmy. "Mary Poppins" zachwyca muzyką orkiestrową, która jest świetna, piękna, nastraja optymistycznie, i aż chce się tańczyć. Język też jest cudowny. Historia może trochę naiwna, ale bardzo, bardzo pozytywna. W zasadzie, zamiast czytania przeróżnej maści poradników "jak żyć", wystarczy obejrzeć ten film i uważnie posłuchać tego, o czym śpiewa latarnik Jack.
A zakończenie jest niesamowicie szczęśliwe - główni bohaterowie wybierają sobie w parku na jarmarku odpowiedni balon i zaczynają frunąć po niebieskim niebie, śpiewając radosną piosenkę :).
Znalezione obrazy dla zapytania mary poppins returns
W drugim filmie też była cudna muzyka i słowa piosenek, był piękny, ale smutny... Przepiękne uczucie i niszczycielska siła uzależnień, które tak często dotykają wrażliwe osoby, które jeszcze do tego zostały dotkliwie okaleczone w dzieciństwie. Bradley grał niesamowicie. Lady Gaga też. Kiedy film wszedł na ekrany, uznałam, że będzie zbyt komercyjny. Ależ się myliłam!

Znalezione obrazy dla zapytania narodziny gwiazdy

wtorek, 25 grudnia 2018


Uwielbiam ten wolny świąteczny czas, kiedy wszyscy są mili, człowiek nie śpieszy się, może się zatrzymać, smakuje w pełni każdą chwilę, słucha cudownej muzyki, śpiewa, przytula się do bliskich, wymienia życzenia z dobrymi ludźmi z całego świata w różnych językach, zatapia się w bardzo przyjemnej lekturze (gorąco polecam bardzo interesujący, świetnie i zabawnie napisany "Atlas szczęścia" - sposoby i zwyczaje na szczęście i zadowolenie z 33 krajów, prezent idealny dla poszukującej podróżniczki;), a oczy i kubki smakowe raduje tymi wszystkimi pysznościami i uśmiecha się J. Kiedy człowiek grzeje się w ciepłym domku po wizycie na cmentarzu :-)

Tak samo pięknie jest po kolacji wigilijnej – takie cudowne zawieszenie w czasie, kiedy przenikają się te wszystkie wigilie z dzieciństwa, czuje się to samo, co wtedy, czuje się radość i lekkość, i jest tak dobrze…. J.

Przed Wigilią było jak zwykle gonienie czasu, żeby się nie spóźnić w gości, zdążyć spakować jedzenie  i prezenty, po drodze zabrać mamę… nie chciałam tak gonić, nie podobało mi się to, przychodziły myśli, żeby w przyszłym roku wyjechać „na gotowe”! Ale poszłam w "ustronne miejsce", usiadłam na poduszce medytacyjnej i oddałam się mantrom spokoju i uzdrowienia i już było lepiej.

Leci koncertowa płyta „Mikromusic”, jest tak pięknie nagrana, że czuję się jak na ich koncercie na żywo, piękne aranżacje, instrumenty brzmią cudownie, kiwam się do muzyki i podśpiewuję z Natalią Grosiak. Czytam powoli i z uwagą otrzymane życzenia i wysyłam je do świata! Niech się spełnią!!!

Cudownie spędzonego czasu wśród najbliższych, magii miłości rozgrzewającej serca, radości, uśmiechu, nadziei, wiary w ludzi, wyrozumiałości, wytrwałości w dążeniu do celu.

Oby ten czas był dla nas wszystkich czasem uważności, czasem dawania i przyjmowania w duchu miłości❤. Cudownych chwil i otulającej ze wszystkich stron dobrej energii Wam życzę. Pięknych Świąt, pięknych wrażeń i pogody ducha 😍😍😍
Szczęścia, radości i magii dnia codziennego!

Wszystkiego Dobrego ... oby ten świąteczny czas był czasem obfitości wszelakiej. Aby nawet cisza nabierała głębi i mówiła do was językiem Miłości, a radość towarzyszyła na każdym kroku. Aby to co zamknięte ... pootwierało się przed wami, to co niedostępne przyszło samo. Życzę Wam Pogody Ducha i Spokoju , Cierpliwości i przede wszystkim Dobrego Towarzystwa na Drodze .....

Miłości 💝💝💝Pokoju i Dobra. Energii, które Was uskrzydlą i podniosą wibracje, abyśmy mogli wskoczyć razem na wyższy poziom rozwoju duchowego. Nade wszystko RADOŚCI!

Ale najbardziej ze mną rezonuje mądry tekst, który wstawiła na FB wraz z życzeniami moja cudna kuzynka:

„Odkrywanie Bożego Narodzenia.

Jak odkrywasz Boże Narodzenie w sobie?

Przez całe lata zastanawiałam się co robimy ze świętami. Gdzie ten Jezus się gubi, bo nikt o nim nie rozmawia przy stole wigilijnym, a potem też świątecznym. Trzeba było iść do kościoła, bo tam był Bóg, czyli w domu go nie było? Nie mogłam jako dziecko pojąć tego oddzielenia. Dlaczego dorośli straszą siebie i dzieci Bogiem, dlaczego każą błagać go o przebaczenie za grzechy? Czyje grzechy? I dlaczego grzechem jest, gdy pomyślę to i owo o mamie, która mnie irytuje albo zrobię jej na złość? Jak to nie wolno tak robić skoro ja to właśnie robię? Co ja takiego złego zrobiłam, że zamiast być sobą ciągle muszę przepraszać i prosić - najpierw dorosłych, a potem automatycznie Boga, bo dorośli sobie go wyobrażają takiego, jakimi są oni sami. Za czyje grzechy mam przepraszać skoro niby są mi odpuszczone? Jak bardzo konsumpcja XXI wieku nas pozbawiła refleksji nad tym, co istotne?... I oczywiście lubię te wszystkie dekoracje w sklepach i na ulicach, przeceny świąteczne, krzątanie, kupowanie, jedzenie, zapadanie w sen zimowy :)

Świętuję każdy dzień. Świętuję w święta. Obchodzę stół z tradycyjnym jedzeniem z daleka :) Chętnie siadam do stołu, by porozmawiać, popatrzeć sobie w oczy, bo jest też pokarm duchowy, którego jesteśmy głodni czyli ciekawi :)

Kiedy oglądam stresujące myśli, kwestionując je i odwracając, rodzę się. To Boże Narodzenie - znika jakieś cierpienie, więc maleństwo, ta istota, którą poznam, bo się właśnie pojawia na Ziemi w moim ciele, będzie wolne od jakiegoś bolesnego schematu :) W innej jakości się wyłaniam - pełna miłości, zaufania, zachwytu, życzliwości, poczucia jedności. Gdybyśmy mogli zobaczyć, jak Piękni jesteśmy! Gdybyśmy mogli czuć jedność i spokój... Możemy! Możemy od zaraz. Bo to Boże Narodzenie - czas cudów czyli zmiany sposobu myślenia!

Jezus głosił przebudzenie. Całkowitą śmierć iluzji umysłu. Niewielu za nim miało odwagę podążać, bo pewnie mieli te same problemy z przywiązaniem do myśli, materialności i ze zrozumieniem Świadomości, jak my :) Dziś po Ziemi chodzi kilku, może kilkunastu przebudzonych. I robią to, co Jezus - głoszą dobrą nowinę. Podążamy w tym kierunku? Można również sobie samemu głosić dobrą nowinę - Jesteś Miłością, Jesteś Drogą, Prawdą i Życiem. Czy umiemy siebie traktować po ludzku? Czy umiemy siebie traktować w boski sposób?

Ludzkiego sposobu traktowania siebie i ludzi uczę się od 7 lat, bo kwestionuję myśli i rozumiem dopiero teraz naprawdę, co myślę, mówię i robię :) Jestem zachwycona i nawet czasem ludzie wokół mówią, że też tak by chcieli umieć :) Proszę bardzo - jest do zrobienia dzień za dniem, moment za momentem :) Boski sposób traktowania ludzi jest niezwykle prosty - kocham cię takiego, jakim jesteś :) Niczego nie żądam, niczego nie wymagam. Bądź, czuj, oddychaj, milcz w zachwycie piękno wszystkiego, co jest wiecznym teraz :) I odkryłam, że oba sposoby są tym samym, zatem rodzimy się jako Bóg-Człowiek albo jeśli chcemy popatrzeć z innej perspektywy: Człowiek-Bóg. Skoro Jezus tak zrobił, żeby pokazać nam nowy sposób na życie, to mnie to zachwyca i testuję na sobie :)

Doskonała niedoskonałość ludzkiej postaci, którą sobie wyobrażamy z taką pieczołowitością. A to po prostu Miłość, która mieści w sobie wszystkie nasze stany emocjonalne: radość, pożądanie, identyfikację, gniew, ból, nienawiść, strach, smutek, zakochanie, uwielbienie, zwątpienie, odrzucenie, zaprzeczanie, bezmyślność, bezradność, kreatywność, kompulsywność, niezrozumienie, niewybaczenie. Jesteśmy zaakceptowani w uwarunkowaniu i nałogach, tak bardzo kochani i wsparci. Bo to, co Jest, patrzy na wszystko i gdy jest zauważone rozlewa się po wszystkich wymiarach naszej egzystencji. "Teraz" to magia dostępna codziennie i z okazji świąt. Za darmo, bez wysiłku, z każdego miejsca, z każdego poziomu wiedzy. Bóg się rodzi, kochani. Strach truchleje :) Nic nie trzeba robić. Po prostu bądźmy i zauważajmy cuda.

Pięknego odpoczynku od codziennych obowiązków, które rozpraszają i doklejają nas do myśli. Radości z obecności. Spokojnego czasu. Bliskości, którą można czuć nie tylko w ramionach innych ludzi. Wszystkiego, co dla nas najlepsze.

Najkrócej mówiąc, życzę tego, co Byron Katie życzy nam wszystkim :) Czego? Cudownego "Nie wiem" <3"

"Poczuj radość bez powodu" /Byron Katie/

niedziela, 23 grudnia 2018


Ból mięśni nóg jak po przejściu gór, ból pięt od długiego stania na twardych kapciach, trzy rany kłute, dwa przycięte paznokcie i skóra rąk pomarszczona jak u praczki, nie wiem ile kilogramów więcej od próbowania gotowanych i pieczonych dobroci, wielokrotne wizyty w sklepach i jazda na drugi koniec miasta po zakwas buraczany, odsłuchane przy okazji pierwsze rozdziały dwóch bardzo ciekawych książek o mózgu - oto bilans dwóch ostatnich dni sprzątania, pieczenia i gotowania. Zawsze mi się wydaje, że tego, co planuję zrobić na święta nie jest za dużo, ale niestety każdego roku wychodzi, że jednak jest. W zeszłym roku robiłam o wiele więcej, praktycznie wszystko, u rodziców, ale wtedy byłam niesamowicie zmotywowana (też chorobą taty). W tym roku nie było lekko - nie mogłam się skupić na odpowiednich ilościach składników, mieszało mi się i ręce i nogi bolały. W placku migdałowym zamiast 70g kaszy manny wsypałam całe pół kilo (całą torebkę) i jeszcze chciałam dosypać 200g, żeby było 700, bo mi się trochę zera pomyliły ;-). Dodałam trochę więcej innych składników, zwizualizowałam efekt końcowy (mimo, że pierwszy raz piekłam to ciasto ;-), rozświetliłam je dobrą energią i..... wyszło cudowne!!!!!! Za to keks z rumem wyszedł bardziej suchy i mniej keksowaty, niż rok temu, a rok temu był przepyszny. Żałuję, że nie dałam więcej orzechów włoskich, które tak lubię, a których mamy kilogramy (i problemy z miejscem ich przechowywania), tylko jak automat odważałam po 50g poszczególnych bakalii... 
Sałatki jarzynowej też wyszło parę kilogramów, barszczu min. 5 litrów, 2 kg śledzi (w ziołach z czosnkiem i drugi rodzaj w pomidorach, śliwkach, z imbirem i pomarańczą (miodzio!) i wielki gar kapuchy. Zamiast gotować i piec regularnie co jakiś czas, to ja teraz wszystko naraz, jakbym chciała to nadrobić. Znajomi wyjechali wczoraj do hotelu i tam im zrobią wigilię. Może my tak za rok też?