niedziela, 27 sierpnia 2017

Zostałam stłamszona liczbą pudeł i przedmiotów z pokoju dziewczyn, które zajęły przestrzeń całego mieszkania.... Dobiło mnie to psychicznie i fizycznie... Od około 15.00 (kiedy wróciła Zuzia) dziewczyny zaczęły przeglądać te pudła i robić z nimi porządek. Część poszła na śmieci, część do oddania młodszym kuzynom, część do oddania dzieciom p. Urszuli. Ale i tak zostało baaaaardzo dużo. Tzn. bardzo dużo jak na możliwości ich "nowego" pokoju, gdzie niestety nowe łóżka zajmują jego lwią część. Przy segregowaniu Natalia z zimną krwią, czasami maskującą żal, przyjęła strategię wyrzucania większości, "bo się nie zmieści" i "terroryzowała" Zuzię, żeby zostawiała jak najmniej. Zuzia z bólem serca rozstawała się z większością rzeczy, bo to pamiątki, prezenty, wspomnienia z poszczególnych miejsc. Mnie samej też nie było łatwo - pozbywając się rzeczy z ich dzieciństwa mój minimalizm uciekł daleko w las -"płakałam" za tym, że to dzieciństwo już się kończy/kończyło się, jak również przez to, że nie mamy miejsca, żeby te pamiątki z dzieciństwa zatrzymać, te momenty, które już nigdy nie wrócą. Smutne to, że człowiek nie ma takiej możliwości; smutne, że dziewczyny nie mogą mieć osobnych pokoi i urządzić ich po swojemu. Wiem, że najważniejsze to, co w środku człowieka, doświadczenia, a nie przedmioty, ale pamięć jest ulotna i większości się nie pamięta.  Problemy pierwszego świata.......  Z drugiej strony straszne jest to, ile rzeczy mogą zgromadzić dzieci. Większość to rzeczy, które dostały od innych, lub związane ze szkołą. Z wszystkim się zawsze ograniczaliśmy, a przez lata i tak się tego strasznie dużo nagromadziło... Książki, gry, filmy, notesy i notesiki, kalendarze, torebki, figurki i dziesiątki innych rzeczy.... 

Od rana miałam chandrę i byłam przytłoczona pudłami i liczbą rzeczy do zrobienia (jeszcze tłumaczenie). Potem się dowiedziałam, że z powodu ciężkich chorób zmarli Adam Wójcik i Grzegorz Miecugow. Tego ostatniego będę kojarzyć nie z TV, ale z Trójką. Trójka też umiera z powodu propagandy politycznej, już dawno jej nie słuchamy. 

Nic nie jest wieczne.... 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jak ja kiedyś mogłam lubić zgiełk miasta? Albo było spokojniej i mniej ludzi, albo ja się tak bardzo zmieniłam. Musiałam dzisiaj podjechać na dworzec autobusowy, aby odebrać Natalię wracającą z obozu. W okolicach Swobodnej i Ślężnej utknęłam w korku i z przerażeniem obserwowałam tłumy ludzi, znajdujące się po dwóch stronach ulicy i przechodzące przez pasy. Wybudowano tam mnóstwo wielkich biurowców, kilka budynków jest jeszcze niedokończonych, no i to gigantyczne centrum handlowe na miejscu dawnego dworca autobusowego. Kiedykolwiek tam przejeżdżam, czuje się źle i jak w obcym mieście. Tam nie jest już "swojsko", tak jak kiedyś. Ulica Sucha praktycznie nie przejezdna, autobusy wjeżdżające na tymczasowy dworzec, i zatrzymujące się na ulicy, hałas, "smród" spalin i dymu papierosowego, tłumy ludzi....

Zaparkowałam na parkingu podziemnym na dworcu. Potem długo nie mogłyśmy stamtąd wyjechać - krótkie światła, a tyle samochodów. 

Czułam się chora. Całą sobą marzyłam, żeby natychmiast znaleźć się w lesie i w ciszy. Zjadłam zupę, załadowałam pralkę rzeczami Natalki i poszłam na długi spacer do lasu. Jak dobrze, że jest las. Ten, kto wycina drzewa nie wie, co robi!!! 

Z jednej strony miasto ułatwia życie (szkoły, szpital, wydarzenia kulturalne, itp.), a z drugiej - może człowieka wykończyć. Marzę o domu pod lasem. Człowiek powinien żyć blisko ziemi, nie w "pudełku" w bloku. Powinien móc co rano stąpać boso po trawie - "uziemić się". 


środa, 23 sierpnia 2017

Ale się cieszę! Po ostatnich dwóch dniach biegania i załatwiania i prawie dwóch miesiącach czekania Natalia została dzisiaj przyjęta do liceum, do którego chciała, ale w pierwszym naborze zabrakło jej 0,2 punkta, a Zuzia będzie w klasie u właściwego wychowawcy :-). Po spotkaniu z panią dyrektor liceum, która okazała się bardzo miłą osobą, byłam pozytywnie nastawiona, ale nie chciałam sobie robić za wielu nadziei. A jednak! Bóg mnie wysłuchał, lub/i zadziałało przyciąganie :-).

Po tygodniu załatwiania (wiązało się to też z odwiedzaniem oddziału, gdzie każdy mnie ignorował) znalazły się też zaginione badania taty; dzięki dobrej duszy - pani zajmującej się dokumentacją medyczną.

Nieważne, że kolor na ścianie wyszedł dość odległy od tego, który widniał na wzorniku w sklepie.... Problemy pierwszego świata, jak to mówi mój kolega z pracy. Kolor sam w sobie ładny - może spodoba się dziewczynom..

Zuzia spędziła dziś cudne chwile karmiąc konie i jedząc pyszne lody - dzięki cioci Madzi!




niedziela, 20 sierpnia 2017


Ale jestem szczęściara! Odkopujemy dzisiaj różne dawno nie słuchane płyty; akurat leci Tears for Fears z cudnej płyty Elemental i przypomina mi się, że miałam szczęście przechodzić pod ich mieszkaniem/studiem przebywając w niesamowitym Bath przez dwa tygodnie w 2009 roku!

Dzisiaj od rana na nogach. Kupiliśmy w końcu farby do pokoju dziewczyn – nie było to łatwe, gdyż wzorniki wiszą wysoko, a obsługa bardzo niechętna do pomocy, ale jakoś się udało wybrać. Wybór tego wszystkiego, ta straszna ilość produktów w marketach może doprowadzić do wściekłości lub depresji... A ile śmieci potem z tego powstaje... Później pojechaliśmy do rodziców – jak miło zobaczyć tatę w domu, wyglądającego w miarę normalnie i funkcjonującego, tak jakby wszyskto było w porządku. Porozmawialiśmy, wypiliśmy herbatkę, Rafał próbował wymienić halogeny w łazience - było cudownie. Od środy próbuję wyciągnąć ze szpitala brakujące wyniki z jednego badania taty – potrzebuje na wtorek na konsultacje, a badań nie można znaleźć… W środę po wizycie w szpitalu mieliśmy tatę zawieźć do lekarza, a padł nam akumulator. Wytrzymał osiem lat od zakupu! Dobrze, że nie zdarzyło się to w Rumunii :-).

Wiem, dzisiaj niedziela, powinniśmy nic nie robić i odpoczywać, ale to rzadkość mieć cały dzień, w którym można ogarnąć mieszkanie. Robiłam porządek z roślinami na balkonie, a Rafał rozkładał folię ochronną. Pomalował dziś sufit! W międzyczasie robiłam też porządek z gazetami/magazynami i z książkami – wygospodarowałam jedną półkę i teraz wszystkie książki mają swoje miejsce J (i to nawet stoją obok siebie tematycznie!). Ciężko było mi pozbyć się gazet i czasopism przywożonych z różnych części świata: Indii, Niemiec, Francji, Dubaju, Włoch, Słowenii, Anglii, Litwy i Portugalii, chętnie bym je sobie poprzeglądała ze względów językowych, ale cóż, kiedy będzie na to chwila, otworzę internet, bo tam też je znajdę. Część zostawiłam dla dziewczyn, albo oddam nauczycielkom niemieckiego/angielskiego. Chcę jeszcze przejrzeć zaległe „Urody życia” i inne czasopisma, które Rafał weźmie ze sobą do rodziców, jak pojedzie po Zuzię. Ucząc się niemieckiego nagromadziłam nieziemską ilość książek i materiałów; to samo z Ajurwedą i książkami do samorozwoju…. Rozkładając deskę do prasowania w wąskim przesmyku między łóżkiem, a drzwiami (większość mieszkania zajęta kanapami i rzeczami dziewczyn) uśmiechałam się w myślach do Beatki i jej pięknego pokoju pralniczo-prasowalniczego. To nasze mieszkanie nie jest aż takie małe, prasowało mi się bardzo wygodnie ;-).

Mój niezłomny i niesamowity brat zdobył dzisiaj 9-te miejsce w swojej kategorii w triathlonie w Mistrzostwach Polski (duma!), a Zuzia spędziła cudowny czas w stadninie z ciocią Madzią i Antosiem :-).

Ach, i dzisiaj energia nowiu księżyca wraz z jutrzejszym zaćmieniem słońca! Polecam: http://agnieszkamaciag.pl/w-jaki-sposob-dobrze-wykorzystac-energie-nowiu-ksiezyca/

sobota, 19 sierpnia 2017

Dziś rano byłam w laboratorium pobrać krew (w końcu trzeba sobie kiedyś zrobić badania;-), a że było blisko do Magnolii, to poszliśmy na przepyszne śniadanko do pobliskiej Bema Cafe. Potem odebraliśmy mały statyw i spełniliśmy marzenie Zuzi kupując selfie sticka - tak żeby w końcu cała rodzina była na zdjęciach na naszych wspólnych wyjazdach!;-)

W domu ugotowałam w końcu zupę z pokrzywy, wg. tego przepisu, wykorzystując piękną pokrzywę, która wyrosła nam na balkonie ;). Choć nie wygląda, zupa była pyszniejsza od śniadania!

                   A taki rysunek malutkiej Natalki znalazłam pakując stare "graty" dziewczyn:

Rozczuliłam się! :)

piątek, 18 sierpnia 2017


" Trzeba wreszcie zrozumieć, że szczęście leży na drodze, a nie u celu, i im mniej za nim gonimy, tym na koniec więcej otrzymujemy."

/Michalina Wisłocka, "Sztuka kochania"/

Obejrzeliśmy w końcu "Sztukę kochania" - historię Michaliny Wisłockiej. 
Ciągle jestem pod wielkim wrażeniem! Film piękny, gra aktorska Boczarskiej - rewelacyjna! Zasmucił mnie tylko los Wisłockiej, czas wojny i późniejsze losy Krzysia, który był od niej zabrany przez swoją prawowitą matkę - przyjaciółkę Miśki, z którą mieszkali Miśka i jej mąż - przystojny Stach. Jak na czasy powojenne, życie w trójkącie to była odwaga! Na początku było im wszystkim cudownie, ale potem zaczęło się sypać. Najbardziej ucierpiały dzieci: Krysia - córka Michaliny i Krzysiu, którzy zostali rozdzieleni, a od urodzenia byli razem. Wisłoccy z Wandą wymyślili, że oficjalnie będą to ich dzieci - bliźniaki. Wisłockiej nie było dobrze w łóżku ze Stachem, dlatego podkreślała, że ona jest duszą i dopiero po spotkaniu miłości swojego życia stwierdziła z pełnym przekonaniem, że ciało jest tak samo ważne jak dusza. W związku ze Stachem, ona była duszą, a Wandzia ciałem..., a Stach oprócz tego jeszcze miał kilka innych kochanek, które ukrywał przed Miśką i Wandzią.
Znalezione obrazy dla zapytania sztuka kochania książka pdf
Wisłocka była niezwykle odważną i innowatorską kobietą, ambitną lekarką, pionierką edukacji seksualnej, siłaczką, która chciała pomóc polskim kobietom. Kilka lat walczyła z partią i szowinistami o wydanie swojej książki, w końcu jej pacjentki zebrały się razem, uruchomiły znajomości, użyły podstępu i się udało! 

Była samotna, tak jak wszyscy geniusze i nie zaznała typowego szczęśliwego życia rodzinnego. Nie wiem, czemu, ale bardzo ją polubiłam. Zamówiłam sobie jej świetnie napisaną biografię, której fragmenty czytałam, i której już nie mogę się doczekać.   

wtorek, 15 sierpnia 2017

Dzień z pewnością był piękny, ale ja obudziłam się w dziwnym nastroju. Było mi bardzo smutno. Pół godziny jak zwykle odwlekałam wstanie z łóżka. Potem postanowiłam poćwiczyć jogę, ale miałam zakwasy z przedwczoraj i ciężko mi było się rozciągnąć. Nie poprawiło mi to w ogóle nastroju, a włączyłam sobie sesję na jego polepszenie. Zdołowałam się tylko słabością i sflaczałością mojego ciała i zirytowałam powolnością prowadzącej instruktorki.  Potem trochę mi się polepszyło, gdy odezwała się kobieta w sprawie mojego wczorajszego ogłoszenia o oddaniu piętrowego łóżka dziewczyn. Ale myślała, że barierka będzie wyższa. Za chwilę odezwała się następna pani, która bardzo się ucieszyła, że łóżko jeszcze jest dostępne (wzięła nawet stare materace!). Przyjechała o 15.00 i daliśmy jej jeszcze trzy szafki, zabawki, pościel i parę innych rzeczy. Ma trójkę dzieci (samotna matka) i na szczęście dużo miejsca w mieszkaniu (stare budownictwo). Cieszyłam się bardzo, że mogliśmy pomóc ludziom w potrzebie, bo szkoda by było wyrzucać te meble na śmietnik. Chociaż raz FB okazał się przydatny! ;) Jedna z córek Urszuli (8 lat)  jest chora na tarczycę i przez hormony stała się otyła – miałam łzy w oczach, jak opowiadała, że kiedy przytrzymała drzwi starszej pani, ta jej odpowiedziała „Dziękuję grubasko”. Nim oni to wszystko odebrali, przez pięć godzin sprzątaliśmy i chowaliśmy do worków zawartość szafek (niestety dziewczyn nie było i nie mogły segregować na bieżąco). Załamałam się ogromem tej zawartości! Odkąd przestałam regularnie sprzątać pokój dziewczyn, to to wszystko tylko narastało. Nie wiem, jak to się zmieści w nowych szafkach, których będzie mniej, niż teraz. "Uroki" małego mieszkania! Będąc minimalistką przerasta mnie taka ilość przedmiotów. Część przejrzałam pod kątem oddania córkom Urszuli, ale po chwili się poddałam, bo wytrącało mnie z równowagi zastanawianie się, co zostawić, a co nie. To samo mam z książkami! Nie kupuję już nowych, jedynie naprawdę wyjątkowe i rzadko, ale i tak te co mam, już są poupychane. Marzę o trochę większej przestrzeni, żeby ją poczuć i nie musieć czuć się przytłoczoną przedmiotami, których i tak mamy mało (!). Marzę o czasach, kiedy byłam mała i kiedy wszystkiego dookoła było bardzo mało. Miałam jedną czy dwie lalki i jednego pieska pluszowopodobnego. Obecnie mając dzieci trudno być minimalistą.

Urszula godzinę wynosiła meble wraz z bratem, potem ja godzinę gotowałam super barszcz z ekologicznych buraczków od Piotrka i Danusi z niedzieli, a potem następną godzinę kserowałam karty informacyjne i wyniki badań z leczenia taty. Jak już zaczęłam kserować, to weszłam na moje kursy online z ajurwedy i wydrukowałam zaległe lekcje, dla siebie i Dominiki. Dochodziła już 20.00 i poszliśmy na godzinny spacer do lasu, zeby się trochę przewietrzyć. Nie wiem, kiedy zdołam przeczytać i wdrożyć w życie te lekcje online, naprawdę nie wiem. Są tam ciekawe rzeczy, gotowe przepisy na odchudzanie z ajurwedą, dużo też fajnych treści o psychologii. Tylko czy jest tam informacja, jak zmieścić to wszystko, całe życie w ok. 15 godzinach pojedynczego dnia (Ajurweda zaleca pójście spać najpóźniej o 22.00, żeby serce i wątroby mogły się zregenerować)? Osiem godzin pracy, godzinę lub więcej na dojazd, godzinę na zakupy, godzinę na gotowanie, godzinę lub więcej na załatwienie spraw w mieście (w poniedziałek w Castoramie musiałam sama sobie wystawiać fakturę w fakturomacie, co oczywiście zabrało mi dużo czasu) lub odwiedzenie rodziców, mycie naczyń, sprzątanie, codzienne ćwiczenia, medytację, spacer, czytanie, mycie się (najlepiej z wyciszającym automasażem), pranie i prasowanie? A jak wypadnie coś nadprogramowego typu wizyta u lekarza i czekanie, większe czy pilne zakupy, pomoc dzieciom w lekcjach, pomoc rodzicom, itp.? A jakiś film, koncert? Nie wiem, jak to zrobić. Ponadto, z całą powagą stwierdzam, że nie służy mi powietrze Wrocławia. W Rumunii przez 12 dni, dzień w dzień wędrowałam kilka kilometrów w 40-stopniowym upale, jedząc minimalnie, zwiedzając, czytając o odwiedzanych miejscach, konwersując z tubylcami i krótko śpiąc. Odkąd tu jesteśmy z powrotem, zaczyna mnie znowu ogarniać zmęczenie, senność i brak sił. Nie chcę jutro spędzać ośmiu godzin w  zamknięciu, kiedy lato w rozkwicie i niedługo już zamieni się w jesień! Tak bardzo chciałabym mieć czas usiąść w spokoju, przeczytać wszystkie zaległe książki i gazety i się ich pozbyć. Wyprać całą pościel, kiedy dziewczyn nie ma, wyprasować wszystko na spokojnie, ogarnąć kwiatki na balkonie. Nie nadążam i nie czuję się z tym dobrze. Miałam dzisiaj kończyć opis wakacji w Rumunii. Będę pisać go w częściach i publikować fragmenty, nie da się inaczej :/.