piątek, 13 stycznia 2017

Haśka

Nie jestem przesądna, ale dzisiaj nie był najlepszy dzień. Nawet pomyślałam, że dziś chyba niczego nie napiszę. Chciałam tylko wejść pod kołdrę i w końcu się wyspać. Wprawdzie rano pośmiałam się serdecznie z moimi kolegami i koleżankami z komory hiperbarycznej, a na pożegnanie obdarowałam ich leśnickimi mufinkami z piekarni "Pod zamkiem", ale potem w pracy, wszystko szło nie tak (złośliwość rzeczy martwych) i jeszcze walka (z wiatrakami), o to, żeby Zuzia i szóste klasy kontynuowały naukę w siódmej i ósmej klasie w swojej dotychczasowej szkole. Ale… nie chwal (w tym wypadku „nie gań!”) dnia przed zachodem słońca, tzn. przed wieczorem (zachód słońca był dziś dość wcześnie, bo o 16.10, i nawet go nie zauważyłam, wychodząc z pracy o 18.00).

Kiedy w końcu dotarłam do domu po wyprawie do pewnego hotelu w sprawie podpisania umowy na bal gimnazjalny, a potem jeszcze do pewnego centrum handlowego odebrać tę, która będzie balować w tym hotelu (jakość przygotowywanych tam potraw mogłam sprawdzić zamawiając sobie w tamtejszej restauracji przepyszny krem z buraków;-) mój mąż obdarzył mnie cudną niespodzianką. Tzn. wiedziałam, że ta książka i płyta kiedyś w końcu dotrą, ale tak długo czekałam, że już o nich zapomniałam.


Cudnie wydana książka „Poświatowska we wspomnieniach i inspiracjach” i czytanie o Haśce przywróciły mnie do psychicznego pionu. Ta książka została przygotowana i napisana przez Zbigniewa Mygę – brata poetki Haliny Poświatowskiej i Kalinę Słomską – córkę jej kuzyna. W Haśce i jej poezji zakochałam się już w liceum, a Pana Zbigniewa poznałam osobiście rok temu na cudownym kameralnym, kolejnym już, Spotkaniu Miłośników Poezji Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, które odbyło się w ich dawnym domu rodzinnym, a obecnie Domu Poezji - Muzeum Haliny Poświatowskiej (bardzo gorąco polecam odwiedzenie tego miejsca nie tylko miłośnikom poezji http://www.poswiatowska.muzeumczestochowa.pl/o.html).

Z powodu śmiertelnej wtedy wady serca Haśka żyła krótko, ale intensywnie. Świadoma swoich ograniczeń i tego, że nie zostało jej dużo czasu, tak bardzo chciała żyć pełnią życia, tak bardzo chciała kochać i kochała to życie zachłannie. Jej wiersze są tak bardzo „w punkt”, a jednocześnie są najpiękniejszą liryką miłosną, jaką kiedykolwiek czytałam. Wierszami Haśka chciała oswoić ten świat, chorobę, ograniczenia i śmierć. Ale też najcudowniej na świecie opisywała nimi miłość. Jak dla mnie to jedna z największych Bohaterek Życia.

W książce znajdują się niepublikowane wcześniej przepiękne zdjęcia Haliny (a była piękna!), a znane osoby ze świata literatury, kultury i sztuki opowiadają o swoich relacjach z Haśką i jej poezją. Bardzo ciekawie i wzruszająco Zbigniew Myga wspomina życie rodzinne. Aktorka Teresa Lipowska mówi, że „słowo za słowem, szuka w świecie Haśki odpowiedzi na pytania nurtujące nas wszystkich, doszukuje się prawdy o nas samych”.


Wielkie wrażenie wywarła na mnie też biografia Poświatowskiej „Uparte serce” autorstwa Kaliny Błażejowskiej. W czasach licealnych przeczytałam jej biografię innej autorki, ale nie była ona tak obszerna w listy, zdjęcia i szczegóły. I oczywiście polecam pozycję „Halina Poświatowska – wszystkie wiersze”.

***

kto potrafi
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść anegdotę o istnieniu
zgarniam brunatne plastry książek
nasłuchuję brzęczenia słów
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść
nikt nie potrafi

i tylko czasem
naprzeciw słońca
w zmrużonych oczach błysk
chwila roztrącona na tęczę
twarzą w twarz
naprzeciw słońca
w oślepłych oczach
treść niknąca...
na krańcach
miłość śmierć

***

jesteś powietrzem
które drzewa pieści
rękoma z błękitu
jesteś skrzydłem ptaka
który nie trąca liści
płynie
jesteś zachodnim słońcem
pełnym świtów
bajką ze słów które mówi się
westchnieniem
czym ty jesteś -
dla mnie - świeżą wodą
wytrysłą na skwarnej pustyni
sosną - która cień daje
drżącą osiką - która współczuje
dla zziębniętych - słońcem
dla konających - bogiem
ty - rozbłysły w każdej gwieździe

której na imię miłość

czwartek, 12 stycznia 2017

Pełnia księżyca i Przytulająca Matka (Hugging Mother)

Zauważyliście, że jest pełnia księżyca? Akurat dzisiaj była jej kulminacja. Jechałam wieczorem po dziecko i zachwyciłam się przepięknym księżycem (wstyd się przyznać, ale dobrze, że w ogóle go zauważyłam, gdyż mój umysł i serce zaprzątała przyszłość mojej córki szóstoklasistki, która nie maluje się różowo, gdyż najprawdopodobniej obecne szóste klasy nie będą mogły uczęszczać do siódmej i ósmej klasy w swojej dotychczasowej szkole.)

Ale o tej pełni przeczytałam wcześniej w ciągu dnia i to ona właśnie oraz postać „Hugging Mother” przykuły dziś moją uwagę.

Wierzę, że człowiek będąc częścią natury odczuwa wpływy ruchu planet, Słońca i Księżyca. Każdy na pewno kiedyś odczuł, że podczas pełni jest pobudzony, wybuchowy, nie może spać, emocje domagają się uwolnienia. Od jakiegoś czasu czytam piękne artykuły Marii Matuszewskiej http://moonsetstory.blogspot.com/, która bardzo ciekawie opisuje nowie i pełnie księżyca i ich wpływ na człowieka. Jest ona psychologiem, a astrologię traktuje jako narzędzie samopoznania, rozwoju osobistego czy terapii polegającej na wzroście samoświadomości i samoakceptacji, oraz na odnalezieniu rozwiązań dla tego, co postrzegamy jako wewnętrzne konflikty. 


Zacytuję tutaj jej własne słowa opisujące dzisiejszą pełnię:
„Pierwsza pełnia w tym roku {12.01 o 12:34}, w emocjonalnym znaku Raka, będzie szczególnie intensywną pełnią, a to z uwagi na Wielki Krzyż, który w tym czasie powstanie na niebie. Każda pełnia to czas wzmożonych napięć i polaryzacji reprezentowanych przez Słońce i Księżyc, które ustawiają się po przeciwnych stronach Ziemi. Tym razem to pole napięć skrzyżuje się z inną polaryzacją, która już od ponad miesiąca nam towarzyszy, czyli z rewolucyjną opozycją Jowisza i Urana. Obrazowo rzecz ujmując Ziemia znajdzie się w centrum wielkiego kwadratu ze Słońcem, Księżycem, Jowiszem i Uranem na wierzchołkach. Co to oznacza? Prawdopodobnie będzie to czas kiedy dotychczasowe napięcia wybuchną, bo trudno będzie utrzymać emocje w ryzach i zachować niesatysfakcjonujące nas status quo. (…) Mamy więc napięcie pomiędzy prawem a rewolucją, uczciwością a wolnością, ideałami a indywidualnością, czy też naszymi celami osobistymi a buntem przeciwko samoograniczaniu siebie. Tematy te poza wyrazistymi manifestacjami w świecie zewnętrznym i w globalnej polityce, dotyczą także naszych życiowych wyborów. Z jednej strony odrzucamy (tudzież odrzuca nas od) wszystko to co wymaga od nas ograniczeń, rezygnacji z wolności osobistej, pojawiają się pokusy by wywrócić nasze życie na lewą stronę, porzucić zobowiązania i idee do których dążyliśmy, a z drugiej możemy czuć silne parcie na to by zacząć robić coś co ma głęboki sens, co jest w zgodzie z naszym światopoglądem, co nas rozwija i w czym możemy być tzw. „lepszą wersją siebie”. W efekcie może nas trochę miotać ;)

Z drugiej strony pełnia w Raku to czas, kiedy szczególnie ważne jest uszanowanie i wyrażenie naszej emocjonalnej strony. Możliwe, że będą nami targały silne emocje, ale możliwe też, że zaangażowani w to co się dzieje w świecie zewnętrznym mało będziemy im dawać miejsca. Dlatego warto w tym czasie dać sobie przestrzeń na to by wsłuchać się w nasze uczucia i znaleźć chwilę dla siebie, po to by uniknąć impulsywnych emocjonalnych reakcji lub też zalewu emocji ze strony otoczenia. To czas kiedy mogą dojść do głosu te uczucia, które do tej pory ukrywaliśmy lub negowaliśmy. Warto je uwolnić by oczyścić atmosferę, odnaleźć autentyczność i szczerość w ważnych dla nas relacjach i uwzględnić te potrzeby, które dotąd były pomijane. Czas ten sprzyja odkrywaniu i uszanowaniu własnej wrażliwości, delikatności, zauważaniu tego co nas rani i przyglądaniu się temu, jaka historia stoi za poczuciem zranienia. Trudne emocje są dla nas przewodnikiem, pokazują nam gdzie nie zadbaliśmy o siebie, czego nam brakuje, a gdzie robimy coś wbrew sobie. Przeżycie ich w pełni pozwala nam często zrozumieć skąd się wzięły, ale co ważniejsze jest jedyną skuteczną metodą do tego by się od nich uwolnić i otworzyć na pozytywne uczucia.

Tak naprawdę by to zrobić nie potrzebujesz nic poza zadbaniem o czas i przestrzeń na to, choćby miało to oznaczać krótkie wyjście na spacer lub zamknięcie się w pokoju. Usiądź lub połóż się wygodnie i wsłuchaj się w swoje uczucia bez nazywania tego co się dzieje, starając się nie myśleć tylko czuć tak długo aż emocja sama się dopełni. To czas kiedy możemy przeżyć prawdziwe emocjonalne katharsis! Możemy też wyrażać nasze emocje poprzez malowanie, śpiew, taniec, pisanie listu czy też wierszy. Dobrym pomysłem, jeżeli tylko masz taką możliwość, może być też spotykanie się w gronie osób, z którymi czujesz się bezpiecznie i które pomogą Ci wejść w odczuwanie i przytulą, gdy będziesz tego potrzebować. Nawet jeżeli nie masz poczucia, że istnieją jakieś nie przeżyte do końca emocje warto w czasie tej pełni dać sobie czas na pobycie w kontakcie ze swoim sercem i uczuciami – tak po prostu. Większość z nas rzadko znajduje na to czas, więcej uwagi poświęcając temu co mówi do nas umysł. Nie mamy wprawy w słuchaniu serca, choć jednocześnie wydaje nam się to naturalne, bo przecież „wiem co czuję”. Każdy z nas zna jednak masę sposobów na to by odciąć się od tych uczuć, które są nieprzyjemne, trudne do zaakceptowania, czy po prostu przeszkadzają nam w byciu efektywnym. W czasie tej pełni warto uszanować to co czujemy jako głęboką mądrość i prawdę o nas i o naszych potrzebach.

Kolejnym ważnym wątkiem, to zaopiekowanie się sobą i przyjrzenie się temu czego potrzebujemy by poczuć się komfortowo i bezpiecznie. Bądź kochającym rodzicem dla swojego wewnętrznego dziecka, wszystko to czego nie dostałeś od rodziców, czy to czego ci teraz brakuje możesz sobie dać teraz: myśl i mów o sobie z miłością, zadbaj o swoje potrzeby, pozwól sobie na bycie delikatnym i wrażliwym. W tym czasie mogą otwierać się wspomnienia z dawnych czasów, dając nam szanse na uwolnienie związanych z nimi emocji i oczyszczenie. To co nas teraz wspiera w tym procesie to żywioł wody (chociażby oczyszczające kąpiele) i wszelki kontakt z naturą i zwierzętami.
Czas pełni w Raku to również moment, kiedy możemy połączyć się z przekazem od naszych przodków, odprawić rytuały w intencji uzdrowienia dawnych historii rodzinnych, odnaleźć poczucie przynależności czy wśród rodziny, czy wśród bliskich. Ważnym wątkiem może być też uzdrawianie relacji z matką, z innymi ważnymi kobietami, a także z własną kobiecością, czy też w przypadku mężczyzn – z aspektem kobiecym w sobie. Uszanowanie swej kobiecej strony zaczyna się od zaakceptowania swej emocjonalności, otworzenia się na receptywność, na twórczą wyobraźnię i na przekaz z głębi serca.

Każdy może w tę pełnię doświadczyć poczucia połączenia z przeszłością, z Przodkami i Przodkiniami, z rodziną bliższą i dalszą, wreszcie z Matką Ziemią i miejscem, w którym żyjemy. Niechaj z tego poczucia połączenia płynie do nas moc, miłość i radość z daru życia, który otrzymaliśmy. I niechaj to co mówi do nas serce, będzie dla nas przewodnikiem przy podejmowaniu ważnych decyzji. W tym tyglu zmian, który może podkręcać ta pełnia potrzebujemy wewnętrznej przestrzeni ciszy i w której możemy usłyszeć sami siebie :)”

Przytulająca Matka

Dużo tu o więzach, rodzinie i przytulaniuJ. Dziś trochę się zdziwiłam, gdy przeczytałam w książce „The best exotic Marigold Hotel” (to ta, którą czytam podczas siedzenia w komorze hiperbarycznej) o Hugging Mother - kobiecie w Indiach, która praktycznie przez całą dobę przytula ludzi. W książce było to w kontekście córki, której matka praktycznie jej nie przytulała i unikała kontaktu cielesnego ze swoimi dziećmi; matka była tak wychowana, dla niej było to normalne, po prostu nie była świadoma, że może być jakaś inna opcja (nie lubię stereotypów, ale ciśnie mi się tu na usta „zimny angielski chów";). Ta córka całe życie tęskniła do tych przytuleń, aż w wieku 50-ciu lat, jadąc w odwiedziny do swojej własnej matki, dotarła do Hugging Mother, myśląc, że ta zaspokoi tę jej największą potrzebę. 

Poszperałam w internecie i znalazłam ciekawy artykuł (po angielsku, http://www.oprah.com/spirit/Amma-Hugging-Guru) opisujący spotkanie z Przytulającą Matką. Ta kobieta przytuliła już ponad 33 miliony razy!!! Czy to nie jest dziwne? Ustawiają się do niej tłumy ludzi z całego świata i jeżeli chcą być przytuleni kilka dni pod rząd, zostają tam i płacą setki dolarów za ten pobyt! Dla mnie jest to bardzo smutne, że ludzie muszą tak daleko jechać, żeby zaspokoić jedną ze swych podstawowych potrzeb. Kiedyś byłam opiekunem na obozie językowym. Codziennie wieczorem odbywały się specjalne imprezy dla całej społeczności obozowej (dzieci od 10 lat do młodzieży licealnej). Pewnego razu wymyśliłam „Free hugs” na zakończenie wieczoru. Był to hit sezonu! Widać było jak na dłoni, jak bardzo jest to potrzebne tym dzieciom – akceptowanie ich całych takimi jakimi są, bo to właśnie wyraża się przez przytulenie.


Aby przeżyć trzeba nam czterech uścisków dziennie, by zachować zdrowie - ośmiu, a by się rozwijać potrzeba dwunastu! 31 stycznia jest Międzynarodowy Dzień Przytulania, ale po co czekać tak długo? 

Ściskam Wszystkich serdecznie! :-)

środa, 11 stycznia 2017

Prostota


Zainspirowałam się dziś prostotą. Tak, prostota i rzeczy małe mogą być bardzo inspirujące! Zainspirowałam się wpisem na blogu mojej koleżanki – specjalistki od ajurwedy oraz informacją od Beaty o poście noworocznym. A minimalizm w życiu zawsze był mi bliski.
  •  Aby nie zwariować w dzisiejszym świecie, nawale zadań, informacji, rzeczy do zrobienia i kupienia, itp. musimy zrobić miejsce w swoim życiu na to, co prawdziwie ważne, przez usunięcie z niego wszystkiego, co zbędne. Na tym polega minimalistyczny styl życia i esencjalizm. „Potrzebujesz uprościć. Uprościć każdą najmniejszą część swojego życia, jak najbardziej może być uproszczona. 
  • "Celem jest bogate życie, przy niewielkim stanie posiadania. Będziesz musiał odkryć, co czyni cię prawdziwie szczęśliwym. Zaplanuj swój idealny dzień, a potem usuń z niego wszystko, co nie jest ci absolutnie potrzebne. Zrób w swoim życiu miejsce właśnie na ten idealny dzień, na rzeczy, czynności oraz ludzi, których kochasz" - Leo Babauta
  • Pomocna w tym będzie lektura książki „Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć (Gary Keller, Jay Papasan). „Po prostu zadaj sobie pytanie „Co jest ważne?”. Wyeliminuj wszystko inne.
   
                                          

  • Ponoć Japończycy zaczynają nowy rok od gruntownych porządków, tak aby zrobić miejsce na Nowe. Oprócz fizycznych porządków, uporządkuj też swoją głowę i ustal tę najważniejszą rzecz. Upraszczaj, redukuj, nie odkładaj podjęcia decyzji, porzuć, wygaś, zrezygnuj, oddaj.„Jaką jedną rzecz mogę zrobić, aby [tu wpisz, co chcesz osiągnąć], ale taką, że gdy będzie zrobiona wszystko inne stanie się prostsze albo nieistotne?”
  • Wiele kościołów (nie katolickich) proponuje w styczniu post. Post polegający na wyciszeniu się, oddzieleniu od Facebooka lub telewizji czy internetu, tak aby nie być rozproszonym, czy zagonionym i móc pobyć w ciszy ze sobą, Bogiem, istotą wyższą, aby się zatrzymać i zastanowić. Dawno, dawno temu byłam kiedyś z Dobrosławą w Szczecinie na weekendowym kursie medytacji i wyciszenia. To był dla mnie szok! Cały dzień w milczeniu! Ale potem było mi naprawdę błogo i spokojnie w głowie J.
  • „Zdaj sobie sprawę z  tego, co już masz i  czego tak naprawdę potrzebujesz. Czego właściwie potrzeba do życia? Wody, jedzenia, funkcjonalnych ubrań, schronienia i  ukochanych osób. Wszystkie pozostałe rzeczy to tylko dodatki. Nie potrzebujesz nowoczesnej technologii, stylowych ciuchów, fajnych butów, wypasionej bryki czy ogromnego domu. Naucz się cieszyć z  robienia czegoś, a  nie posiadania. Człowiek może cieszyć się, mając zapewnione wyłącznie podstawowe potrzeby, jeżeli tylko zrozumie i  nauczy się, że samo posiadanie nie czyni nikogo szczęśliwym. Natomiast robienie różnorakich interesujących, kreatywnych i  przyjemnych rzeczy może uczynić nas szczęśliwymi: rozmowa z  przyjacielem, spacer z  bliską osobą, gotowanie, tworzenie, śpiewanie, bieganie, praca nad czymś ekscytującym. Jeżeli możesz skupić się na robieniu tego, co daje ci radość, będziesz o  wiele mniej przejmował się przedmiotami materialnymi. Naucz się prostej koncepcji: „mam już dosyć”. W  tej idei chodzi o  to, że gdy osiągniemy pewien życiowy etap, nasz stan posiadania jest co najmniej wystarczający. Kluczem jest rozpoznanie, kiedy to się dzieje. Często nie zdajemy sobie z  tego sprawy i  niepotrzebnie chcemy więcej.” /Żyj godnie z filozofią minimalistyczną - Leo Babauta/
Przy okazji jeszcze trochę japońskiej mądrości:
1. Jeśli problem może być rozwiązany, to nie warto się nim martwić. Jeśli nie można go rozwiązać, nie ma sensu się nim martwić.
2. Jeśli już poświęciłeś czas na rozmyślanie i zastanawianie się, to teraz działaj. Kiedy zaczniesz działać, przestań rozmyślać.
3. Nie zatrzymuj tego, co odchodzi i nie wyganiaj, tego co przychodzi (akceptacja!)
4. Szybko znaczy wolno bez przerywania.
5. Jedno życzliwe słowo sprawi, że będzie Ci ciepło przez trzy zimowe miesiące (zdecydowanie moje ulubione w tym momencie!!!:-)

Prostota w moim życiu (w skrócie)

Minęło trochę czasu zanim zaczęłam doceniać proste rzeczy. Zawsze chciałam dokonywać czegoś wielkiego i robiłam wszystko, żeby nie dać się rutynie. Nie umiałam nic nie robić. Zawsze w biegu, tysiące planów, sto srok za ogon, trzy prace, zamiast gotowania jednej potrawy – pięć różnych i wyszukanych, mnóstwo pomysłów, mało snu itp. itd. Jak to mówią: „chciałam zbawiać świat, ale urodziłam dzieci ;-)”.

Teraz umiem już doceniać rzeczy małe i nawet się nimi delektuję. Z wiekiem coraz łatwiej jest skupić się na tym najważniejszym. Cały czas pracuję nad sobą, żeby wyrzucić z mieszkania jeszcze więcej, ponieważ a) fizycznie nie mam miejsca, b) przytłacza mnie nadmiar, c) spędzam za dużo czasu na szukaniu potrzebnej rzeczy; lubię porządek, a przy nadmiarze rzeczy i małej przestrzeni utrzymanie porządku nie jest łatwe, d) nie lubię konsumpcjonizmu, reklam i posiadania czegoś, tylko dlatego, że akurat teraz jest na to moda i kiedy ewidentnie ktoś chce na mnie zarobić, e) zawsze myślę o tym, jakie konsekwencje mają moje zakupy (np. zużycie energii do produkcji ubrań czy jedzenia, ich transportu, ilości śmieci z tym związanych, itp.). Cały czas pracuję też nad tym, żeby uwolnić się od pieniędzy, ale mając dzieci nie jest to łatwe. 

Prostota to też proste podróżowanie. Od lat podróżujemy nawiązując kontakty z innymi podróżnikami w Hospitality Club i Couchsurfingu. O tym będzie osobny wpis, bo to jest coś, co zmieniło nasze życie. Teraz, przy okazji, chciałabym się podzielić piękną i prostą podróżą naszych znajomych z Couchsurfingu, którzy z małymi dziećmi przejechali Amerykę Południową, naprawdę w prosty i uważny sposób.  Polecam ich blog oraz piękną książkę opisującą ich podróż wraz z cennymi wskazówkami: 


Ajurweda mówi, że choroba powstaje, kiedy zmysły dostają nadmiar bodźców. A najlepsze do strawienia są proste 2-3 składnikowe potrawy. Czyli jeszcze raz i jeszcze raz prostota!

Dzisiaj

Dzisiaj dziecięcą radość przyniosły mi rozmowy, żarty i śmiechy z innymi pacjentami w komorze tlenowej. Oni wszyscy są tak bardzo doświadczeni przez los, a tak bardzo są z tym pogodzeni i pogodni. Wspólne ziewanie po zabiegu kończy się wspólnym niesamowitym wybuchem śmiechu :D.

Idąc do szpitala na drodze napotkałam niepełnosprawnego mężczyznę na wózku. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie wiedziałam, czy coś mu się stało (mróz, śnieg, śliska droga), czy po prostu potrzebuje kontaktu z innym człowiekiem. Zapytałam się (choć pomimo wszystko, czasami nie wiem jak się zachować przy niepełnosprawnej osobie), czy nie potrzebuje pomocy. Uśmiechnął się i powiedział, że powoli da radę. Chyba więcej mi dało to krótkie spotkanie, niż jemu J.

W pracy uczę się prostoty i radości od pani sprzątającej. Sveta z Ukrainy jest bardzo uśmiechniętą osobą i ciągle mówi do mnie po rosyjsku ;-). Przyjeżdża do nas ponad godzinę z drugiego końca miasta. Dziwiła się ostatnio, że u nas tylko -8, a wszystkim zimno, bo u niej na Ukrainie, to przecież normą są 20-stopniowe mrozy. Wczoraj spadł mi kolczyk i zgubiła się śrubka do niego. Wspomniałam jej, że może podczas sprzątania gdzieś ją znajdzie. Znalazła, ale od razu wciągnęła odkurzaczem. Dziś z radością włożyła rękę do brudnego worka odkurzaczowego i potem z dumą i uśmiechem na twarzy wręczyła mi tę śrubkę!

Przytulanie jest u nas w domu dobre na wszystko! Na smutki, zimno, nadmiar zadań domowych i zmęczenie.

Przyszła przesyłka świąteczna ze Słowenii od Igora i Ireny z dziećmi. Co roku przysyłają nam jakieś lokalne pyszności i to jest tak cudownie miłe. Nie widzimy się często, a nawet rzadko (znając się od 2009 roku odwiedziliśmy się nawzajem zaledwie 4 razy), ale pielęgnujemy tę przyjaźń, bo to jest jedna z tych ważnych rzeczy.
    
                                 

Żeby poczuć się ciepło i zadbać o ciało i ducha nie trzeba jechać do spa. Wystarczy wrzucić do wanny fajną sól lub olej do kąpieli i ma się swoje prywatne spa ;-). Dziś akurat wybrałam takie cudo: 

                                                      

"Po prostu jesteś cudowna/y!"

Tato trafił w końcu na dobrego lekarza kardiologa J.

Wiem, wpisy do bloga powinny być krótkie, a ja się strasznie rozpisałam. Ale to jeden z moich ulubionych tematów!

Jeśli chcesz poczytać o prostocie, minimaliźmie, porządku i esencjaliźmie, sięgnij po tych autorów:
Leo Babauta, Dominique Loreau, Marie Kondo, Greg McKeown („Esencjalista) i Bill Hybels (“Prostota”, o korzyściach dla ciała-umysłu-ducha, napisana przez duchownego).

wtorek, 10 stycznia 2017

Na przekór mojemu wczorajszemu wcześniejszemu "Blue Monday" (oficjalnie ma być za tydzień) już rano robiłam sobie w myślach listę rzeczy, za które mogę i jestem dzisiaj wdzięczna. Oto one:

Wyjątkowo mało samochodów rano na drogach, dzięki czemu mogłam szybko przejechać całe miasto i nie spóźnić się do komory hiperbarycznej na moje zabiegi.  Znalazłam również bez problemu miejsce do parkowania, co w okolicy szpitala nie jest łatwe!

Przepiękny wschód słońca –  wielka pomarańczowa kula nad horyzontem – uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam takie widoki! J

Oswajając temperaturę -8 stopni pomyślałam o tych wszystkich moich znajomych z Indii i Emiratów i innych gorących krajów, którzy wielokrotnie wspominali, że mają dość upałów i bardzo im się podoba pogoda w Europie (no może nie aż -8, bo by się chyba od razu pochorowali;-). Dzięki naszej pogodzie Polska była również w wiadomościach w Portugalii, o czym doniosła mi koleżanka z Lizbony, która wspomniała, że gdyby u nich były takie temperatury, to połowa populacji wymarłaby z braku odpowiedniego ogrzewania – u niej w domu było tylko 12 stopni, u nas wtedy -12, no ale w domku miałam ponad 20 J.

Siedząc w komorze czytałam cudną książkę „The best exotic Marigold Hotel” – wcześniej oglądałam też film (jak również drugą część). Wszystkie te pozycje gorąco polecam, szczególnie w te zimowe dni! Tematyka bardzo mi bliska ze względu na to, że opisuje Anglików (a ja jestem anglofilem) i przedstawia Indie (które mnie fascynują odkąd je zobaczyłam na żywo). Z dzisiejszej lektury utkwiło mi w głowie jedno wspaniałe zdanie, w którym bohaterka bojąc się starości i wielkiej zmiany w życiu polegającej na przeprowadzce do Indii z powodu emerytury niewystarczającej do życia w Anglii, doszła do następującego wniosku jedząc ciastko z dzieciństwa: „Whatever happened, there was always comfort to be found in the small things of life” (w moim wolnym tłumaczeniu - cokolwiek by się zdarzyło, zawsze można się pocieszyć małymi rzeczami codziennego życia :-).  

W pracy cieszyłam się pięknym nowym i ciepłym biurem, o którym nawet napisałam bloga na firmową stronę. Parę miesięcy temu napisałam tez o tym, jak radzić sobie ze stresem (po angielsku).

Wieczorem zadzwoniła do mnie po długiej przerwie Gosia - moja wspaniała koleżanka jeszcze z czasów szkoły podstawowej. Pomyślałam – jakie to niesamowite, że znamy się już ponad trzydzieści lat! Jestem za to szczególnie wdzięczna, jak również za wszystkie inne przyjaźnie, gdyż każda z nich jest ogromnie cenna i wnosi bardzo dużo do mojego życia.

Nie pisałam o tym wcześniej, ale oczywiście dziękuję za całą moją rodzinkę. Córeczki - nastolatki czasami „dają popalić” i odrabianie zadań domowych wszystkich nas już wykańcza (za system edukacji polskiej nie jestem wdzięczna, choć jak to piszę to od razu mi się przypomina szkoła dla biednych dzieci w Indiach, którą odwiedziłam i to, że w wielu krajach uczęszczanie dzieci do szkoły jest nieosiągalnym dobrem – tu znowu polecam świetną książkę: „Trzy filiżanki herbaty” Grega Mortensona - opowieść o człowieku, który budując szkoły w niedostępnych górach Pakistanu, przyczynia się do budowania pokoju na świecie), ale bez nich na pewno byłoby bardzo nudno ;-). Przy okazji tego i poprzedniego punktu – przypomina mi się powiedzenie „Przyjaciele są rodziną, którą sami sobie wybieramy”, więc naprawdę mam za co być wdzięczna!!!






poniedziałek, 9 stycznia 2017



Dziś wieczorem długo się zastanawiałam, za co mogę być wdzięczna (oprócz tych oczywistych rzeczy) i ciężko mi było coś wymyślić. Może to taki dzień, taka pogoda, niewyspanie, zmęczenie, choć nie chcę na nic zwalać. Nie chcę też narzekać, więc nie będę pisać, co od rana poszło nie tak, a poszło dużo rzeczy/sytuacji. Wieczór przelał czarę smutku… I wyszły moje „demony”. Wiele razy czytałam i słyszałam, że w takich sytuacjach trzeba się po prostu porządnie wypłakać. I mi to pomaga. Jakoś potem mi lżej na duszy ;). A po wypłakaniu iść spać!


Przypomniał mi się pewien artykuł o rodzinie niemieckiej, która użyczyła swojego mieszkania uchodźcom. Nie chcę się wtrącać w politykę, ale artykuł jest warty przeczytania. Z ludzkiego punktu widzenia.



niedziela, 8 stycznia 2017

Będąc uważnym i nie śpiesząc się można tak wiele zauważyć (wiem, powtarzam się ;-). Nastawiając rano wodę w czajniku tak miło było odczuć na skórze ciepło promieni słonecznych padających przez okno w kuchni, a po prysznicu szorstki, ale przyjemny dotyk ręcznika. Siedząc przy stole zachwyciłam się pięknie oświetlonymi liśćmi gwiazdy betlejemskiej. Ktoś może powiedzieć, że to takie trywialne i nic nieznaczące. Ale przecież dzięki temu, że zauważamy te małe rzeczy, jesteśmy w pełni obecni w danej chwili. Nie działamy jak automaty, tylko kontemplujemy życie w jego prostocie.


Dziś jestem też wdzięczna za to, że udało mi się napisać artykuł na firmową stronę. Miałam to zrobić do końca grudnia, ale z wiadomych powodów nie zdążyłam. Jestem wdzięczna, że potrafię pisać po angielsku, choć dzisiaj nie szło mi to tak gładko, jakbym chciała.

Jestem też wdzięczna za wspólne rodzinne wyjście do kina. Wprawdzie bez jednego dziecka, ale za to drugie było przeszczęśliwe. Film „Sing” może się wydawać dziecinny i w pierwszej połowie trochę mi się dłużyło, ale potem akcja nabrała rozpędu doprowadzając do wielkiej radości i wzruszenia w finałowej scenie. Jakie wyniosłam przesłanie z tej zabawnej historii? „Nie pozwól, żeby strach przeszkodził Twoim marzeniom.” Główny bohater organizując casting na najlepszą piosenkę umożliwił zwykłym stworzeniom zrealizowanie ich marzeń i pokazał, że każdy z nas może być gwiazdą. Dużo pięknej muzyki i optymizmu pomimo kłód, jakie potrafi nam rzucić życie pod nogi.


sobota, 7 stycznia 2017

Po ponadmiesięcznej przerwie poszłam dziś na jogę prowadzoną przez Dominikę. Na dzisiaj przygotowała ćwiczenia oczyszczające organy wewnętrzne, a szczególnie wątrobę, co dla mnie było jak znalazł, po moim ostatnim chorowaniu i braniu lekarstw. Tak bardzo chciało mi się rano spać i tak bardzo nie chciało mi się wychodzić z domu, ale tym razem umysł miał rację mówiąc: „Idź! Nie będziesz żałować! Tak dawno się nie ruszałaś i nie rozciągałaś!”. Asany wykonywaliśmy wolno, ze skupieniem i uważnością, wsłuchując się w cudownie uspokajającą muzykę. Mogłam tak trwać i trwać w pozycji i całkowicie wtapiać się w tę muzykę, skupiając się na oddechu i być w pełni obecną w tamtej właśnie chwili.

Ta niebiańska muzyka to Margot Reisinger. Nie znalazłam dokładnie tego, co puszczała Dominika, ale te utwory też są przepiękne:






A do tej cudownej muzyki polecam Wam następujący tekst Ewy Foley do przemyślenia i zastosowania!

"Doceń to co cię otacza.  Docenić to znaczy zauważyć autentyczna obecność kogoś czy czegoś. Uznanie jest kluczem do szczęścia. Tak łatwo jest zapomnieć o docenianiu swojego życia. Zacznij od siebie i docenienia swojego ciała i tego, jak dobrze Ci służy.
Skup się na tym, co już masz, zamiast biadolić nad tym, czego jeszcze nie masz. Rozkoszuj się swoim następnym posiłkiem, doceń pożywienie na swoim stole.
Pomyśl o swoich przyjaciołach i doceń ich obecność w Twoim życiu.
Zadzwoń do trzech osób dziękując im za obecność w Twoim życiu i powiedz, co konkretnie w nich cenisz. Aby docenianie było skuteczne, musi być konkretne; dopiero wtedy trafia do odbiorcy.
Werbalne docenianie godnych uznania cech u ludzi jest najskuteczniejsza metoda przyczyniania sie do ich szczęścia i wzrostu.
Jeżeli masz dzieci, daj im poznać, że je doceniasz.
Podziękuj swoim dzieciom, że sa częścią Twojej rodziny. Warto podziękować w ten sposób wszystkim członkom rodziny — małżonkowi, rodzicom, rodzeństwo, krewnym. Każdemu z osobna.
Niech się dowiedzą, jak bardzo ich kochasz."

Po południu mieliśmy iść do kina na drugą część „maratonu” filmowego, ale zostaliśmy w przytulnym domku,  w którym zawsze jest co robić. Odezwała się do mnie dawno niesłyszana koleżanka z Hospitality Club z Teneryfy, co było bardzo miłe.