wtorek, 18 lipca 2017

Po pracy podjechaliśmy do hipermarketu kupić Zuzi brakujące rzeczy na obóz taneczny. Przy okazji kupiliśmy prezenty dla naszych gospodarzy w Rumunii - uwielbiam to robić, czuję się wtedy jakbyśmy byli ambasadorami Polski i pokoju na ziemi, którzy przez te dary jednoczą się z innymi narodami ;-). Mamy też spotkać się po drodze z przyjaciółmi ze Słowenii, którzy akurat będą zwiedzać Słowację w dniu naszego przejazdu do Rumunii. Świat jest taki mały!

W sklepie spotkaliśmy dwoje sąsiadów z dziećmi, z którymi (między innymi) tworzyliśmy swego rodzaju wspólnotę wiele lat temu w naszym bloku, kiedy jeszcze dzieci były małe. To, że spotkaliśmy się w tym samym miejscu i czasie zakrawa na cud, tym bardziej, że sklep od nas bardzo odległy.

Vishnu, którego kiedyś gościliśmy w ramach couchsurfingu, napisał dzisiaj, że wysłał mi w końcu lekarstwa i olejki ajurwedyjskie! Jest w Londynie, więc paczka powinna dojść szybciej niż z Indii. Bardzo to miłe z jego strony :-).

A w tym pięknym miejscu jedną część wakacji spędza Natalia:



niedziela, 16 lipca 2017


To był wspaniały weekend! Po raz trzeci pojechaliśmy na Couchsurfing International Family Weekend, aby spotkać się ze starymi dobrymi znajomymi i poznać nowych. Jak cudnie było ich znowu zobaczyć! Te spotkania odbywają się co roku od dziewięciu lat, ale spotykamy się też w innym czasie (np. jak potrzebujemy noclegu po koncercie w W-wie czy Berlinie, albo odwiedzamy Poznań, bo tam mieszka rówieśniczka-koleżanka Natalki, którą poznała właśnie na takim zlocie). Odwiedzamy też znajomych na świecie, u których wcześniej nocowali ci właśnie nasi znajomi z Polski lub przyjmujemy tych samych gości. To jest niesamowite, że widzimy się w sumie tylko raz na jakiś czas na dwa-trzy dni, ale czujemy się jak jedna wielka rodzina, potrafimy się zdyscyplinować i wszyscy przyjechać na ten jeden konkretny weekend – niektórzy z tak daleka jak Świnoujście, Płock, Berlin, Holandia, etc. Nasze dzieci są w różnym wieku, ale świetnie się dogadują, a my razem chodzimy po górach, zwiedzamy, gramy w badmintona, opowiadamy o podróżach, jemy, robimy warsztaty dla dzieci i dla dorosłych, ćwiczymy jogę, biegamy, gramy w planszówki i dużo się śmiejemy, itp. Atmosfera jest nieopisywalna, jest tyle dobrej energii, serdeczności, otwartości, tolerancji, zrozumienia, dystansu do życia. Nikt nie narzeka! Myślę, że oprócz podróżowania w niekonwencjonalny sposób, łączy nas też trochę inny styl życia, choć niektórzy są całkiem normalni ;-). 











W tym roku spotkaliśmy się w Rzeczce w podnóża Wielkiej Sowy. Byliśmy zachwyceni PRZEPIĘKNĄ okolicą, polami, lasami i górami rozciągającymi się po horyzont – mogliśmy całkowicie się zanurzyć w tej przyrodzie, wyciszyć, zrelaksować i naładować akumulatory! Na łąkach wypasały się owce, kozy i konie :-). Trasy do spacerowania cudowne – szczególnie ta prowadząca do Osówki. I to wszystko 1h 15 min jazdy z Wrocławia, tak blisko! W Rzeczce i pobliskim Sokolcu byłam ostatnio dawno, dawno temu i nie pamiętałam jak tam jest cudnie. Zwiedziliśmy podziemne tunele i pomieszczenia w Osówce (część kompleksu Riese), wieczorem twierdzę w Srebrnej Górze przy świecach i pochodniach z panem ubranym w mundur pruski, wspięliśmy się na Wielką Sowę. Prowadziłam warsztaty dla dzieci po angielsku, mówiłam o Ajurwedzie i dzieliłam się książkami przeczytanymi przeze mnie (Readers’ Club).  W ośrodku jest cudny wielki ogród, można tam siedzieć cały dzień i delektować się przyrodą i widokiem gór dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ogarnął mnie tam niesamowity spokój. Pani Ola serwowała pyszne wegetariańskie jedzenie, z lokalnych sezonowych warzyw. Gorąco polecam to miejsce (ośrodek „Pod przełęczą”).







czwartek, 13 lipca 2017


Ciągle pracuję nad słowami, które wypowiadam; pracuję nad tym, żeby były one pozytywne, a nie rozsiewały negatywizm. Nie jest to łatwe, gdyż mój umysł jest przyzwyczajony do tego, że nie wypada być zbyt pozytywnym, uśmiechniętym, zadowolonym, optymistycznym, a wypada ponarzekać i zjednoczyć się z tym, który narzeka. Ale przynajmniej już bardzo źle reaguję na negatywne nastawienie i narzekanie innych. Ale wciąż uparcie ćwiczę!

Rozmawialiśmy z Natalią bardzo ciekawie i długo o systemie rekrutacyjnym do szkół średnich, dochodząc do wniosku, że to gdzie się człowiek dostanie, to czysta, najczystsza ruletka! Bo nie wiadomo ile osób z jakimi wyniki złoży papiery do danej szkoły. Można się tylko opierać na progach punktów z zeszłego roku, ale one nie są w ogóle wiarygodne, o czym przekonaliśmy się na przykładzie Natalii. Składała papiery do szkół, gdzie miała więcej punktów od zeszłorocznego progu, ale w szkole pierwszego wyboru okazał się on w tym roku o 9 punktów wyższy, niż rok temu. No bo przecież nikt nie wie, jakie wyniki mają uczniowie startujący do danej szkoły. W drugiej szkole zabrakło 0,2 punkta, a rok temu tamtejszy próg był o wiele niższy niż teraz. Po prostu teraz zgłosiło się do tej szkoły o wiele więcej chętnych. Napisaliśmy odwołanie, ale szanse są małe. Mój wspaniały mąż mówi w takim wypadku "Nie zmienisz tego" i ja się tego trzymam;-). Mam coraz więcej akceptacji w sobie, pracuję nad tym. Najważniejsze, że Natalia ma jej w sobie o wiele więcej, niż ja.

Czytałam materiały z kursu o psychologii ajurwedyjskiej. Czytając opisy poszczególnych konstytucji umysłowych jestem w szoku, jak mnie dobrze zna autorka tych materiałów (w zasadzie to ajurweda!). Nauczycielka ajurwedy w Indiach, lekarka, mawia, że "Zrozumienie i akceptacja to początek uzdrawiania". Mnie na razie wystarczy zrozumienie, przynajmniej mam na co zwalać winę ;-) i chociaż wiem dlaczego jest tak, a nie inaczej.

Wracałam do domu długo tramwajem, ale dzięki temu mogłam poczytać książkę. Idę teraz zaopiekować się swoim ciałem - wygrzać się w detoksykującej kąpieli, a potem od razu spać :-)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Dzisiaj tato wyszedł ze szpitala po pięciu miesiącach. Przyczyny nadal nie znaleziono, kardiologicznie wszystko jest ok, dlatego go wypisano, bo inni czekają na łóżko. Czeka na konsultację hematologiczną, ale do tego potrzebne jest jeszcze jedno badanie. To wszystko tak bardzo długo trwa.....

Kiedy wracałam z pracy, na autostradzie woda zaczęła się lać z nieba strumieniami (wodospadem!). Wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. Podjechałam po Rafała, który przyjechałam pociągiem - przez ten moment, kiedy wsiadał do samochodu zmókł jak szczur. Ale przynajmniej zmyły nam się ptasie kupy z karoserii i generalnie zaoszczędziliśmy na myjni;-). Wspominaliśmy ciepłe burze letnie z czasów naszego dzieciństwa, kiedy biegało się po podwórku na boso i cudownie mokło...

Otworzyłam cudną, przepięknie wydaną "Manufakturę Radości" i przeczytałam: "Nieważne, co dostajesz - ważne, co z tym zrobisz". Jakie to mi bliskie. Powinnam to chyba czytać codziennie. Świetny jest fragment zatytułowany "Jak mistrz zen": "W życiu jest mnóstwo sytuacji, w których rozwiązania nie widać, w których wydaje się, że to, co dostajemy , to takie ostatki, że jesteśmy w totalnym ogonie, podchodzimy do kadzi z darami losu, dopiero gdy inni wszystko już z niej wygrzebali". Tutaj mogą się pojawić różne uczucia, emocje. Poczucie krzywdy, bo inni dostali więcej, poczucie niesprawiedliwości, bo czemu akurat ja mam mieć trudniej, złość, gniew, negacja.... (....). Kluczowe jednak nie jest to, aby zaprzeczać rzeczywistości czy swojej kondycji, ale aby zaufać. I iść przed siebie. Może nie pojawi się magiczny kot, który zrobi z nas króla, ale nadarzą się okazje i szanse, po które będzie można się schylić. (....)". Małgosia Dawid-Mróz pisze cudownie, zdroworozsądkowo i jej słowa trafiają prosto w serce i umysł. Masz wrażenie, że to dobra przyjaciółka daje Ci konkretne rady, nie rozczulając się nad Tobą. Bardzo ją lubię :-).

Otworzyłam też na chybił-trafił "Rok cudów" Marianne Williamson i przeczytałam: "Do refleksji. Będąc wyrazem boskiej doskonałości, wszechświat zarówno sam się organizuje, jak i sam koryguje. W stopniu, w którym Twój umysł jest nastrojony na miłość, będziesz otrzymywał rekompensatę za wszelkie braki w Twojej materialnej egzystencji. Z duchowej substancji wyłoni się materialna obfitość. (...)" To w zasadzie o tym samym, co wyżej :-).  

Tak mnie jakoś naszło na takie treści. Ciągle jeszcze myślę o tym, co usłyszałam na spotkaniach w sobotę. O zmianie nawyków, czyli tworzeniu nowych ścieżek neuronalnych - o tym, żeby powtarzać swojemu mózgowi na głos non-stop przez trzy tygodnie zdania, które mają zmienić te ścieżki neuronalne na lepsze. Na przykład to: "Absolutnie kocham i akceptuję każdą część mojego ciała. Każda komórka mojego organizmu jest pełna mocy i energii. Wypełnia mnie światło. Jestem zdrowa." /Agnieszka Maciąg/

niedziela, 9 lipca 2017

Leniwa letnia niedziela.... Powolne i pyszne śniadanie, piękna muzyka w tle, obecność ukochanego mężczyzny, trochę porządków, książka, leżenie na trawce koło zamku w Wojnowicach i podziwianie chmur na niebieskim niebie :-)

"Do swojego życia przyciągam to, co najlepsze" :-)

sobota, 8 lipca 2017


Dzisiaj przytulił mnie Anioł!

Kilka lat temu (już nawet nie wiem dokładnie ile) znalazłam bloga Agnieszki Maciąg – pewnie przyszedł do mnie w momencie, kiedy go potrzebowałam J. Bardzo zainteresowały mnie przepisy kulinarne na jej stronie, bo głównie one tam były. Z czasem wczytywałam się w starsze posty - o życiu, o korzystaniu z ziół, pokrzywy, mniszka lekarskiego, o zdrowiu, o tym jak sobie radziła z chorobami bez antybiotyków i wszelkiej innej chemii (a za młodu ciągle chorowała na anginy), o homeopatii i o jej duchowej ścieżce. Zaczęłam kupować jej książki i gotować wg Agnieszki Maciąg. Była mi bliska też ze względu na Ajurwedę, do której się często odnosiła. Byłam pod wrażeniem jej miłości, spokoju ducha, uśmiechniętej duszy, konsekwencji, tego, że wstaje wczesnym świtem, ćwiczy jogę, medytuje, oczyszcza z niskich wibracji – jednym słowem żyje i gotuje zgodnie z naturą. W wieku 43 urodziła córeczkę, i wtedy biologicznie była ponad 15 lat młodsza niż miała wg metryki urodzenia. To wszystko dzięki przemianie, którą przeszła 11 lat temu – oczyściła ciało z toksyn, zaczęła pracować z umysłem i emocjami. Od tamtego czasu nie wzięła żadnego chemicznego lekarstwa.

Można powiedzieć „Jej to łatwo, nie pracuje na etat, nie musi się martwić o pieniądze, jest sławna, ma ogród z ziołami, etc.”. Gdy zobaczyłam informację o „Spotkaniu w kobiecym stylu”, podczas którego miała wystąpić Agnieszka Maciąg stwierdziłam, że bardzo chcę ją zobaczyć na żywo trochę z babskiej ciekawości, a trochę żeby sprawdzić jaka jest faktycznie, i jeśli jest faktycznie taka niesamowita, to żeby poczuć ten spokój i światło i jej po prostu posłuchać!  Bilety w przedsprzedaży były w bardzo atrakcyjnej cenie, więc namówiłam jeszcze Martę, a Ani zrobiłam urodzinowy prezent.

I warto było! Agnieszka mówiła non-stop przez dwie godziny, odpowiadała na pytania, a potem rozmawiała z dziewczynami i podpisywała swoje książki. Przez te dwie godziny wpatrywałyśmy się w nią i słuchałyśmy w pełnym skupieniu, żeby nie pominąć ani jednego słowa, i też dlatego, że to co i jak mówiła, było fascynujące. Historia jej życia, wejścia na nową drogę 11 lat temu, kiedy już nie wiedziała co zrobić, żeby sobie pomóc i jakie cuda potem zaczęły się zdarzać, jest niesamowita (opisała ją w swojej książce „Pełnia życia”). Wyglądała zjawiskowo, mówiła pięknym miękkim głosem, cudownie się uśmiechała, a jej naturalność, ciepło i miłość po prostu promieniowały. Wiem, kiedy ludzie grają, czy kreują się na inną osobę. Ona taka nie jest. Jest za to dokładnie taka, jak na blogu, w książkach, wywiadach – prawdziwa, pełna energii i miłości. A gdy mnie przytuliła, to już się całkiem rozpłynęłam…. Cudowna kobieta, pracuje z Aniołami i sama jest jak Anioł. To się czuje. Potem, cały wieczór, byłam otulona wielkim spokojem.

Można powiedzieć, że takie spotkania to strata czasu, cały dzień w zasadzie w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy piękna pogoda na zewnątrz, i wiedziałam już o tych rzeczach, o których była mowa, ale uważam, że nigdy nie jest dość słuchania dobrych słów, wskazówek, pozytywnych historii… Wcześniej występowały Magdalena Malicka, Dagmara Skalska i Agnieszka Tomczuk – wszystkie doświadczone przez życie (szczególnie ta druga), które opowiadały, jak odbiły się od dna i zmieniły dotychczasowe życie. Patrząc na nie ma się wrażenie, że wszystko jest możliwe i że nie jest tak źle na tym świecie, jakby się mogło wydawać. Takie spotkania motywują, inspirują, przypominają Ci, jakie są Twoje wartości, i żeby trzymać się swojej ścieżki pomimo trudności.

Po moim powrocie wrócił Rafał z pękami nieziemsko pachnącej lawendy z ogródka naszych przyjaciół w okolicy Obornik Śląskich, gdzie pojechał rowerem. To już była całkowita Pełnia Szczęścia!

środa, 5 lipca 2017

Ach, czy prawdziwe życie jest wtedy, kiedy dzieci nie ma w domu, a są na fajnych wakacjach i nie trzeba się o nie martwić? "Grzebię" w Rumunii, nie gotuję, siedzę na balkonie w słońcu, czytam do woli, nie muszę je w stresie wozić do szkoły/na pociąg/tramwaj, nic nie muszę!

Oczywiście, że to nieprawda, ale jest suuuuper. Uwielbiam wakacje! Ale nie lubię tego, że przez malownicze tradycyjne marmaroskie wsie i drewniane cerkwie na liście Unesco oraz niezliczone fortece, zamki, warownie i cudowne starówki miasteczek Transylwanii codziennie zarywam noce, zamiast chodzić wcześniej spać...

Zachwyciłam się możliwościami AirBnB - wcześniej nie korzystaliśmy z tej opcji, ale teraz znalazłam tam bardzo fajne miejscówki i ciekawych ludzi :-)

A to przedsmak tego, co nasz czeka: Klasztor w Barsanie :-)
 

Ufortyfikowany kościół w Prejmer:
Znalezione obrazy dla zapytania prejmer fortified church