niedziela, 18 lipca 2021



Wakacje!!!

Pragnęłam bardzo pobyć parę dni nad morzem, ale żeby nie musieć jechać bardzo daleko lub lecieć, bo wiadomo - covid, obostrzenia, testy, ewentualny lockdown, itp…. Miesiąc temu, w desperacji, że jeszcze nie mamy nic zaplanowanego, wymyśliłam, że najłatwiej pojechać do Rugii, która nie jest daleko, a jest nad morzem i zapewne nie będzie tam wielu ludzi i obostrzeń. I to był strzał w dziesiątkę!!!!!


Na miejsce przyjechaliśmy o wiele później niż planowaliśmy, czyli o 22:00 zamiast o 15:00, ale trzeba było podlać wszystkie rośliny i wykonać wszystkie inne powinności ogrodnicze przed wyjazdem. Droga była cudna, ruch mały, szczególnie po przekroczeniu granicy koło Szczecina - tam to już było prawdziwe pustkowie i ciągnące się kilometrami falujące od wiatru łany zbóż. Uwielbiam taką wielką przestrzeń z wszystkich stron!


Pani gospodyni Sonia okazała się bardzo miła; myślała wprawdzie, że będzie nas dwoje, ale szybko przygotowała posłanie na trzecie łóżko. Czekała na nas cierpliwie, aż dojedziemy do jej Ferienwohnung.


cdn. :)

poniedziałek, 5 kwietnia 2021


Minął następny miesiąc… tak mało piszę, wiem… Jakoś odrzuca mnie od komputera, nie chcę tyle siedzieć w internecie, chcę być w prawdziwym świecie… Szkoda, bo tyle cennych i cudnych momentów ucieka bezpowrotnie, niezapisane “na papierze”, ale przeżyte w moim sercu na 100%... Nie pamiętam ich, dopiero jak widzę zdjęcia, albo czytam wspomnienia, to widzę ile pięknych rzeczy się działo… Takie małe, drobne, zachwyt przyrodą, kotami, te wspaniałe książki, które czytałam, porywająca do życia muzyka, niesamowita cisza, którą tak bardzo lubię i której potrzebuję, małe domowe wygody, sesje Theta healing z Renią, podczas których dusza fruwa z radości, a buzia sama się śmieje, i potem długo człowiek płynie na tej fali, nie chce narzekać, jest bardziej w tu i teraz, zachwyca się każdą małą rzeczą, żyje bardziej świadomie…


Marzec to był miesiąc w koronie, którą po kolei wszyscy przechodziliśmy, lekko, a ja na końcu i w sumie najdłużej...Trzy tygodnie kwarantanny, bo test wyszedł negatywny i już nie mogłam wytrzymać, więc wyszłam do ogrodu poobcinać krzewy i coś porobić, a wiało i padało, więc porządnie zmarzłam. No i mnie dopadło, ewidentnie spadła mi odporność, bo wcześniej przez prawie trzy tygodnie żyłam w wielkiej bliskości z moją rodzinką i nic mi nie było. Dzięki koronie zatrzymałam się i całkowicie odrzuciło mnie od komputera i FB. Na szczęście w pracy mało się działo, zdążyłam zamknąć parę spraw w ciągu dnia przed nocnym atakiem korony, bo przeczuwałam, że mnie to właśnie wtedy dopadnie. Nie miałam objawów typowo infekcyjnych, ale na początku nie mogłam dobrze spać i przez to czułam się zmęczona i słaba. Potem spałam już dobrze, ale słabość została i ciągnęła się dwa tygodnie. 


Odczuwałam i odczuwam wielką wdzięczność, za zdrowie, za życie, za rodzinę, za dom, za dobro, za wspaniałych ludzi na mojej drodze i za cuda dnia codziennego. Każde słabsze samopoczucie to okazja do zatrzymania się i doceniania tego, co jest. 

Unosiłam się w wielkiej cudownej pozytywnej energii życzeń i niespodzianek urodzinowych i naprawdę wtedy czułam się też fizycznie zauważalnie lepiej. 


Aby zaspokoić choć trochę tęsknotę za ciepłem i podróżami w wybitnie szarej marcowej aurze zaczęłam czytać “Oko świata” o Istambule i Turcji, “Zbuntowanych” o Indiach, “Czerwony śnieg na Etnie”, wszystkie wspaniale napisane, bardzo wciągające i przenoszące mnie do tych wyjątkowych miejsc. Odnośnie Istambułu, to z serca polecam również bardzo piękną i magiczną książkę reżysera Ferzana Ozpetka, pt. “Rosso Istanbul”. Dostałam ją z przepiękną, odręcznie napisaną dedykacją od właścicielki wydawnictwa.


Ale moim najcudowniejszym i najwspanialszym odkryciem jest niesamowity gościu, Włoch z urodzenia, ale obywatel świata, azjofil, poszukiwacz sensu życia i śmierci, charyzmatyczny podróżnik, reporter, orędownik pokoju, znawca Indii i indyjskiej starożytnej wiedzy o życiu, wielki i skromny nauczyciel życia, pogodzony ze swoim losem, kiedy zachorował na nowotwór - Tizianio Terzani. Jakiś czas temu mignęła mi gdzieś recenzja którejś z jego ostatnich książek, ale stwierdziłam, że będzie to kolejna pozycja o tym samym, ale niedawno znowu natrafiłam na jego nazwisko. Przed samym ponownym zamknięciem bibliotek Rafał zdążył mi wypożyczyć jego dwie wspaniałe grube książki “Nic nie zdarza się przypadkiem” i “Powiedział mi wróżbita”. Wczoraj wieczorem skończyłam tę pierwszą. Ponad 700 stron wspaniałej, mądrej, wartościowej literatury - podróży po świecie, ale przede wszystkim do samego siebie, po diagnozie raka, pisanej w czasie, który według “najlepszych” amerykańskich ekspertów medycyny konwencjonalnej nie miał być dany autorowi. Bardzo, ale to bardzo chciałabym mieć tę książkę na własność dla siebie, żeby móc do niej wracać, podkreślać najważniejsze fragmenty i się nimi delektować. Można ją kupić w drugim obiegu, za około 300zł. Jest warta swojej ceny, ale wolałabym nówkę, tylko moją. Przed samą śmiercią Tiziano Terzani prowadził rozmowy z synem o swoim życiu, o śmierci i o życiu - przekazał mu swoisty testament. Coś niesamowitego! Syn nagrywał ich rozmowy i potem je spisał i wydał pt. “Koniec moim początkiem”, na podstawie której nakręcono również film, który dzisiaj obejrzałam po włosku. Ach, jak żałowałam, że nie znam więcej słów, kiedy dialogi były bardziej złożone… Chciałabym też przeczytać go w oryginale, choć tłumaczenie polskie jest najwyższej klasy i czyta się je z wielką przyjemnością, dosłownie delektując się każdym słowem i przenosząc się całą sobą do miejsc, o których pisze autor. Tak bardzo zapragnęłam pojechać w Himalaje i pomieszkać trochę w odosobnionej chatce, stapiać się z naturą i zachwycać spektaklem świateł odgrywanym nieustannie w szczytach gór. 


W międzyczasie, wczoraj, skorzystaliśmy z chwilowej pięknej pogody i poszliśmy z mamą na spacer po wsi (ja po miesięcznej przerwie), a potem, kiedy goście już odjechali, huśtałam się na tarasie w cudnym hamaku, w którym tak dobrze mi się siedzi i wygrzewałam się w słońcu, czytając Terzaniego. Było bosko! 




niedziela, 7 marca 2021




Chyba nie będę mogła dzisiaj zasnąć….


Ach, jak cudnie było wyrwać się z domu i pojechać na koncert Janusza Radka do Ząbkowic Śląskich!

W końcu! Czułam się jak na wakacjach, jak na cudnej wycieczce do wspaniałej krainy :-D.

Rynek ząbkowicki ma cudny klimat, co było wspaniałym dopełnieniem tej bajecznej uczty muzycznej.

Byłam na tylu koncertach Janusza, że przestałam je już liczyć, a jego utworów słuchałam niezliczoną

ilość razy, a wciąż, za każdym razem, nieustannie i zawsze wprawiają mnie w zachwyt. Tego nie da się

opisać słowami, to trzeba poczuć i przede wszystkim zanurzyć się w tych cudownych dźwiękach.

Za każdym razem są inne aranżacje, które niezmiennie zapierają dech w piersiach, tym razem utkwiły

mi w pamięci niesłyszane wcześniej solówki gitary i perkusji w dwóch utworach halinowych. Nie mówiąc

oczywiście o akrobacjach głosowych samego Mistrza, i o tym, jak czule i osobiście opowiadał o swoich

emocjach i przeżywaniu utworów, które wykonuje!!! Uwielbiam te "przerywniki" między piosenkami, te

niesamowite opowieści Artysty, które tworzą niepowtarzalną atmosferę, a tym razem jeszcze

dodatkowo mówił dużo i wspaniale o Halinie (Poświatowskiej) i jej utworach!


To był przepiękny, wzruszający i wyjątkowy wieczór!

A kawa w drodze powrotnej też smakowała wyjątkowo :-) 






niedziela, 21 lutego 2021


Chwilę mnie tu nie było, ale kiedy dziś wyszłam do ogrodu i zachwyciłam się przedwiośniem, nie mogłam nie podzielić się tym z Wami. Moja dusza fruwała! :-). Tak naprawdę to już wczoraj spędziłam trochę czasu w ogrodzie robiąc małe porządki. Poczułam, jak bardzo za tym tęskniłam!!! Kontakt z ziemią jest uzdrawiający i niezastąpiony, a to jak ziemia i natura przyciąga człowieka jest niesamowite. Tak przecież jest od zarania wieków, ale zamknięci w wieżowcach - bliżej nieba, niż ziemi - często o tym zapominamy.


Słońce to życie, siła, radość, siły witalne i energia do działania. Wystawiam twarz do słońca i od razu pojawia się uśmiech. Uziemiam się w ogrodzie, w lesie, w przyrodzie  i od razu wszystkie troski wydają się lżejsze. To takie proste. 


Wyjdź dzisiaj na spacer do lasu, parku, ogrodu. “Zażyj” słońca i niebieskiego nieba, szukaj zieleni, zanurz się w naturalnym “tu i teraz”. Posłuchaj ptaków - ostatnio w lesie przypatrywałam się dzięciołowi :-). A od kilku tygodni codziennie w mojej okolicy słychać gęgot dzikich gęsi, które przelatują w doskonale uformowanych kluczach. Wczoraj wracając ze spaceru usłyszałam je lecące nad moim domem. Tylko one i cisza. Metafizyczne doznanie! A dzisiaj to był pierwszy dźwięk, który usłyszałam, jak wyszłam rano przed dom.


Niech żyje życie!


niedziela, 3 stycznia 2021


Dziś zaczęłam ćwiczyć jogę hormonalną. W sumie słowo "ćwiczyć" to trochę za dużo powiedziane, bo robię to z książką, więc najpierw muszę zrozumieć intrukcje ;-). Nie dałam rady zrobić całej sesji do końca. Jutro będzie lepiej. Potem książki, długi spacer z dziewczynami do lasu - było cudnie, tak rześko i wilgotno!, a potem przepyszny obiad.

Jak co roku, zrobiłam podsumowanie poprzedniego roku. Wbrew pozorom, nie wygląda on na taki, w którym mało się działo... Zawsze zadziwiają mnie te podsumowania, bo większości z tych wydarzeń nie pamiętam, a nawet jeśli, to na pewno nie potrafiłabym podać dat, więc dobrze, że je zanotowałam. Ciekawe, jaki będzie ten? 

Robiąc wczoraj porządki w papierach znalazłam taki oto cytat: "W życiu chodzi o coś więcej niż zwiększanie jego tempa" /Gandhi/. To chyba będzie moje motto na ten rok. Bardzo to ze mną rezonuje, czuję dosłownie, że wszystkiego jest za dużo, przytłacza mnie to i chcę upraszczać, eliminować, minimalizować.

2.01 – z mamą w szpitalu na zbiegu zaćmy

3.01 – Kasia A u nas w domu na refleksologii stóp

04.01. – wycieczka do Warszawy - Aida w Teatrze Muzycznym Roma, Pałac w Wilanowie, Ogrody Światła

18.01 – Mock, Czarna Burleska, Capitol

8.02. - Jesse Cook z nowym bandem w NFM

18.02-22.02 – Bari, Apulia (codzienne wycieczki do Polignano a Mare, Monopoli, Ostuni, Alberobello, Locorotondo, Matera), 

Natka cały luty kurs j. niemieckiego w SHA

28.02-1.03 weekend w SHA po Natkę

7-9.03 Ostatni weekend w STRO

12.03 – szkoły zamknięte

15.03 do 25.05 – w domu lockdown

11.04 – inauguracja warzywnika – pierwsze siewy ;)

24.04 – narodziny kotków

11.05 – Fluffy sam wyszedł

16.05 – pozostałe wyciągnięte

23.05 – egzamin dyplomowy Life Coaching College

Czerwiec – matury Natalki: polski, matma, angielski, niemiecki

21.06 – uroczyste rozdanie dyplomów Life Coaching College

27.06 - Hearttalk Trzebnica

3.07 Natka nach SHA

25.07 – Hearttalk w Trzebnicy (Marta, Kasia A, Benita, Gosia W.), potem Zawonia u Gosi W. – obiad i długie pogaduchy ogrodowe

26-31.07 – Szostaki z dziećmi u nas

31.07 – niezapomniany koncert w ogrodzie - Janusz Radek i Halina w Muzeum Literatury im Broniewskiego w Warszawie, wcześniej szalona jazda z Bla, bla, za kierownicą niesamowita Kasia Potuszyńska, z tyłu Klaudia z kotem i jeszcze jedna babeczka – to był iście wesoły autobus! :D

1.08 – wspaniałe śniadanie w pięknym miejscu, śniadaniownia na Starym Mokotowie, niedaleko Muzeum Literatury, potem obiad w Green Bus we Wro

8-9.08 Bernd u nas, śniadanie w Mleczarni, spacer po Wro

14-16.08 – Krawczyki u nas

25.08 – w drodze do Torunia, cudowne spotkanie w Łasku u Benitki i jej rodziny

25-29.08 – Toruń,

27.08 – Sopot, Gdynia – Muzeum Emigracji, Cafe Klaps z Gosią Sularz

31.08 – 5.09 – SHA, Duenkelsbuehl, Heidelberg, SHA, kolacja w Cafe Anlagen w parku, gdzie Nati pracowała dwa miesiące

9.09 - śmierć Rafała J., 11.09 – pogrzeb

19.09 – Karina i Cyprian u nas

21.09 – przecudny koncert Janusza Radka z Kariną, Gosią Sularz, Dianą, Dorotą El Hajd – Stary Klasztor

26.09 – wystąpienie o olejkach w Krzywym Kominie, potem cały dzień z Martą, koreańskie jedzenie, kawiarnia Vinyl Cafe

27.09 – masaż LOMI LOMI u Marty Grzelak w Studio Jogi na Pereca

1.10 - Natalia studia

8.10 – spotkanie z Gosią O. i Anią S. w Dinnette, Beata nie dojechała

10.10 – u Celiny w Bazie Urody

10-15.10 – oczyszczanie z Ajurwedą, 3 kg mniej

15.10 – pierwsza (cotygodniowa) lekcja olejkowa online

19.10 do końca roku – praca zdalna znowu

25.10 – Edyta z Adasiem u nas na obiedzie (chińszczyzna)

31.10 – wycieczka do przepięknego pałacu i parku w Kopicach koło Opola

18.11 – śmierć cioci Broni

27-28.11 – zbiórka w pracy, kupowanie prezentów dla dzieci z Domu Dziecka w Domaszkowie

6.12 – zawiezienie paczek do Domu Dziecka w Domaszkowie, spotkanie w świetlicy z wychowankami i bardzo miłymi wychowawczyniami

17.12 – spotkanie z Manilą

20.12 – początek choroby Bombisi

22.12 - początek choroby Tygrysa

24.12 – podanie surowicy Bombi i Tygrysowi

Codzienne zastrzyki u weta do 31.12 i jeszcze 2.01.

BOOKS BY KATE:

Miłość w Apulii – Chris Harrison

Roma Ligocka: Dobre dziecko, Droga Romo, Czułość i obojętność, Księżyc nad Taorminą, Kobieta w podróży, Jeden dobry dzień, Wolna miłość

Wielka Magia – E. Gilbert,

Naturalny rytm dobowy – dr Suhas Kshirsagar

Zwolnij wreszcie – H. Sunim

Umrzeć, by żyć – Anita Moorjani

Twórcza wizualizcja – Shakti Gawain

Medytacja i jej praktyka – Swami Rama

Sztuka leniuchowania – U. Schnabel

Big little lies – Moriarty

Agnieszka Maciąg: Menopauza – droga do esencji kobiecości, Smak wiecznej młodości, Twoja wewnętrzna moc

Elena Ferrante: Czas porzucenia, Zakłamane życie dorosłych

Lód i woda, woda i lód - Majgull Axellson

Gorzko, gorzko – Joanna Bator

Śląski Kopciuszek – G.A. Kańtor

Co jest kocie?

Normal people – Sally Rooney

FILMY:

Te, które pamiętam, że oglądałam: Sylwester w Nowym Jorku, Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie (Perfetti Sconosciutti), Zwariować ze szczęścia (La pazza gioia), Terapia sercowa (Lasciati andare), Kapitał ludzki (Il capitale umane), Ostatnie Prosecco hrabiego Ancillotto x 2 (Finche c’e Prosecco, c’e speranza), Neapol spowity tajemnicą (Napoli velato), L’ospite (Gość), Włoskie Wakacje (Made in Italy), Robota jak każda inna (Cinema oggi), Dolina Bogów z Zuzią w Cinema City we Wrocławii, Arab Blues (4.09), Sekret bogini Fortuny, Jak Bóg da – włoski, The Place, Mine vaganti, Wielkie piękno – zaczęte, tak jak i kilka innych włoskich

Inne:

Joga we wsi, półtora miesiąca codziennie joga kundalini, regularne spaceromarsze lub rower po wsi, po lesie i do pobliskich wiosek

Nauka włoskiego od końca lutego do 18.12

Aromaterapia i olejki eteryczne doTerra – szkolenia, fanpage, spotkania, a przede wszystkich zachwyt z ich mocy!

sobota, 2 stycznia 2021


KAŻDA CHWILA W ŻYCIU JEST POCZĄTKIEM CZEGOŚ NOWEGO 

W bezkresie życia, w którym jestem, wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne, a jednak życie się zmienia. 

Nie ma początku ani końca, ale składa się z nieustannych zmian samej istoty i doświadczeń. 

Życie nigdy nie blokuje się, nieruchomieje ani nuży, jako że każda chwila zawsze jest nowa i świeża. 

Jestem jednością z mocą, która mnie stworzyła i która dała mi moc tworzenia własnego otoczenia. 

Cieszę się, wiedząc, że posiadam moc umysłu, którą mogę wykorzystać w dowolny, wybrany przeze mnie sposób. 

Każda chwila w życiu to początek czegoś nowego, gdy oddalamy się od tego, co było wcześniej. 

Chwila jest dla mnie początkiem czegoś nowego właśnie tu i teraz. 

Wszystko dobrze się układa w moim świecie.

/Louise Hay/

czwartek, 31 grudnia 2020



Grudzień wyczerpał mnie psychicznie i fizycznie. W górę i w dół, w górę i w dół. Smutek przeplatany z radością, zbieranie się do kupy, żeby się całkiem nie rozłożyć, dom dziecka z prezentami, myśleliśmy, że zostawimy, a Panie koniecznie chciały, żebyśmy weszli do świetlicy i tam dali te prezenty wychowankom. Chłopiec, którego nic nikt nie chce...wracając do domu słońce po drodze, piękne widoki - poczułam zew podróży, jaką radość może sprawić kawa na stacji benzynowej. Mikołajki w pracy - Secret Santa, który przyniósł mi wspaniałą najnowszą książkę Joanny Bator, którą połknęłam w trzy dni (700 stron!), ale na pewno wrócę do niej. Opus Magnum. Siła kobiet, wpływ otoczenia i danej epoki na los bohaterek, wpływ rodu. Czułam wiele, wiele bliskości z Bertą, Barbarą, Violettą i Kaliną. Nie da się opisać tej książki, to trzeba przeżyć.

Siłą kobiet....dzięki kuzynce Gosi i olejkom eterycznym poznałam Krysię fryzjerkę, niesamowitą kobietę, wyszłam od niej uskrzydlona. Jeszcze nie otworzyłam ust, a ona już mówiła to co ja miałam na myśli. Celinka uratowała mnie podsyłając w pewną niedzielę specjalną medytację na spotkanie się ze swoim wewnętrznym dzieckiem... Renia obdarowała mnie sesją oczyszczającą, rozświetliła mnie, odczepiła jedną przyczynę smutku, podniosła energię. Udało mi się w końcu spotkać z Anią i długo porozmawiać z Beatką :-). Czerpałam dobrą energię z webinarów Agnieszki Maciąg. Dostałam dużo Miłości. I kiedy już wszystko było dobrze i przygotowywałam się na dobre wejście w ten wyjątkowy czas przesilenia zimowego poważnie zachorowała Bombisia, nasz najmniejszy kotek, a dzień po niej jej brat Tygrys. Tydzień temu, po diagnozie, przeżyłam wielką rozpacz, ale po niej na szczęście przyszła energia do działania i 8-godzinnego szukania pomocy i surowicy (nasza wetka wyjechała na świąteczny urlop). Nie wiedziałam, że te koty to dla mnie jak dzieci. Nie zrobiłam połowy rzeczy - m.in. jedzenia, które planowałam zrobić do Wigilii, nasze życie stanęło do góry nogami, ale to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Na FB ludzie wstawiali pierniki świąteczne, a ja siedziałam w poczekalni lecznicy i modliłam się, żeby nas przyjęli. Czas świąteczny nie ułatwiał sprawy i nawet byłam trochę zła, że przez święta leczenie zwierząt jest utrudnione. Ponoć trudne doświadczenia otrzymuje się, aby się rozwijać, wyciągnąć jakąś lekcję, wyjść z tego lepszym. Nie wiem jaka lekcja była to dla mnie, wciąż się nad tym zastanawiam. Na pewno, oprócz wetów, którzy nie chcieli nas przyjąć w Wigilię, wielu było bardzo życzliwych i pomocnych i cieszyli się, że znalazłam surowicę. To było bardzo miłe i ta świadomość, że są dobrzy ludzie na tym świecie. Na każde negatywne doświadczenie pojawiało się pozytywne, wyrównywało się :-) i to było wspaniałe. Jak mało trzeba do szczęścia w Wigilię, ja chciałam tylko dla nich kroplówkę i tę surowicę....Jako dziecko czekało się na Wigilię jak na noc cudów i w sumie teraz też wydarzył się cud, że koty zostały w końcu zaopatrzone w odpowiednie leki i odyseja się skończyła. Może ta lekcja to to, żeby zaufać, że będzie dobrze, że modlitwy i wysyłanie światła i zdrowia naprawdę pomaga, że te święta to tak naprawdę pomoc ludzka i życzliwość, to są największe prezenty, i żeby się nie martwić o pieniądze na opiekę nad kotami, bo nagle przyszedł przelew, który miał przyjść pół roku temu, a firma podarowała kartę Sodexo, którą mogłam za nią zapłacić. To był z całą pewnością Rok pod znakiem Kota! :D

Kończę, bo chcę jeszcze spalić, to z czym się symbolicznie żegnam wraz z odchodzącym rokiem. 

I kończę go z wdzięcznością za każde doświadczenie tych ostatnich dwunastych miesięcy.