poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Piękny dzisiaj był dzień, choć czytając w tramwaju fragmenty książki Allison Pearson "Gorzej być nie może" świetnie gorzko-słodko opisującej zmagania 50-latki z dorastającymi dziećmi, wycofanym mężem, starzejącymi się rodzicami, zaczynaniem nowej pracy wśród trzydziestolatków i swoją menopauzą, czyli ciałem płatającym jej ciągłe figle, trochę mi się zrobiło przykro i nakryła mnie bardzo szara ponura chmura... Pierwszą książkę tej autorki czytałam kiedy urodziła się Natalia i opisywała ona wtedy dokładnie stan w którym wtedy byłam mając pracę i małe dzieci, a teraz świetnie i z gorzkim humorem opisuje tzw. "wiek średni", który jest pełen wyzwań na rynku pracy, w domu i związanych ze swoim ciałem. Powieść jest świetnie napisana, a rzeczywistość przedstawiona z ironią, sarkazmem i bardzo trafnymi refleksjami I szkoda, że zbliżam się już do końca tych 500 stron. 

W podobnej tonacji był film, na który spontanicznie kupiłam bilety, dlatego, że byłyśmy z Natalką w mieście po pracy, i że to komedia, i angielska, a ja chciałam się pośmiać :-). Po mało przyjemnej wizycie u lekarza poszłyśmy do centrum coś zjeść i pogadać, a potem do kina. Film bardzo nam się podobał, szczególnie piękna angielszczyzna głównej bohaterki, dużo śmiechu, ale tematy poważne życiowe. Przesłanie było takie, że nigdy nie jest za późno na zmianę życia... 

Kocham moją rodzinkę! :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz