niedziela, 7 marca 2021




Chyba nie będę mogła dzisiaj zasnąć….


Ach, jak cudnie było wyrwać się z domu i pojechać na koncert Janusza Radka do Ząbkowic Śląskich!

W końcu! Czułam się jak na wakacjach, jak na cudnej wycieczce do wspaniałej krainy :-D.

Rynek ząbkowicki ma cudny klimat, co było wspaniałym dopełnieniem tej bajecznej uczty muzycznej.

Byłam na tylu koncertach Janusza, że przestałam je już liczyć, a jego utworów słuchałam niezliczoną

ilość razy, a wciąż, za każdym razem, nieustannie i zawsze wprawiają mnie w zachwyt. Tego nie da się

opisać słowami, to trzeba poczuć i przede wszystkim zanurzyć się w tych cudownych dźwiękach.

Za każdym razem są inne aranżacje, które niezmiennie zapierają dech w piersiach, tym razem utkwiły

mi w pamięci niesłyszane wcześniej solówki gitary i perkusji w dwóch utworach halinowych. Nie mówiąc

oczywiście o akrobacjach głosowych samego Mistrza, i o tym, jak czule i osobiście opowiadał o swoich

emocjach i przeżywaniu utworów, które wykonuje!!! Uwielbiam te "przerywniki" między piosenkami, te

niesamowite opowieści Artysty, które tworzą niepowtarzalną atmosferę, a tym razem jeszcze

dodatkowo mówił dużo i wspaniale o Halinie (Poświatowskiej) i jej utworach!


To był przepiękny, wzruszający i wyjątkowy wieczór!

A kawa w drodze powrotnej też smakowała wyjątkowo :-) 






niedziela, 21 lutego 2021


Chwilę mnie tu nie było, ale kiedy dziś wyszłam do ogrodu i zachwyciłam się przedwiośniem, nie mogłam nie podzielić się tym z Wami. Moja dusza fruwała! :-). Tak naprawdę to już wczoraj spędziłam trochę czasu w ogrodzie robiąc małe porządki. Poczułam, jak bardzo za tym tęskniłam!!! Kontakt z ziemią jest uzdrawiający i niezastąpiony, a to jak ziemia i natura przyciąga człowieka jest niesamowite. Tak przecież jest od zarania wieków, ale zamknięci w wieżowcach - bliżej nieba, niż ziemi - często o tym zapominamy.


Słońce to życie, siła, radość, siły witalne i energia do działania. Wystawiam twarz do słońca i od razu pojawia się uśmiech. Uziemiam się w ogrodzie, w lesie, w przyrodzie  i od razu wszystkie troski wydają się lżejsze. To takie proste. 


Wyjdź dzisiaj na spacer do lasu, parku, ogrodu. “Zażyj” słońca i niebieskiego nieba, szukaj zieleni, zanurz się w naturalnym “tu i teraz”. Posłuchaj ptaków - ostatnio w lesie przypatrywałam się dzięciołowi :-). A od kilku tygodni codziennie w mojej okolicy słychać gęgot dzikich gęsi, które przelatują w doskonale uformowanych kluczach. Wczoraj wracając ze spaceru usłyszałam je lecące nad moim domem. Tylko one i cisza. Metafizyczne doznanie! A dzisiaj to był pierwszy dźwięk, który usłyszałam, jak wyszłam rano przed dom.


Niech żyje życie!


niedziela, 3 stycznia 2021


Dziś zaczęłam ćwiczyć jogę hormonalną. W sumie słowo "ćwiczyć" to trochę za dużo powiedziane, bo robię to z książką, więc najpierw muszę zrozumieć intrukcje ;-). Nie dałam rady zrobić całej sesji do końca. Jutro będzie lepiej. Potem książki, długi spacer z dziewczynami do lasu - było cudnie, tak rześko i wilgotno!, a potem przepyszny obiad.

Jak co roku, zrobiłam podsumowanie poprzedniego roku. Wbrew pozorom, nie wygląda on na taki, w którym mało się działo... Zawsze zadziwiają mnie te podsumowania, bo większości z tych wydarzeń nie pamiętam, a nawet jeśli, to na pewno nie potrafiłabym podać dat, więc dobrze, że je zanotowałam. Ciekawe, jaki będzie ten? 

Robiąc wczoraj porządki w papierach znalazłam taki oto cytat: "W życiu chodzi o coś więcej niż zwiększanie jego tempa" /Gandhi/. To chyba będzie moje motto na ten rok. Bardzo to ze mną rezonuje, czuję dosłownie, że wszystkiego jest za dużo, przytłacza mnie to i chcę upraszczać, eliminować, minimalizować.

2.01 – z mamą w szpitalu na zbiegu zaćmy

3.01 – Kasia A u nas w domu na refleksologii stóp

04.01. – wycieczka do Warszawy - Aida w Teatrze Muzycznym Roma, Pałac w Wilanowie, Ogrody Światła

18.01 – Mock, Czarna Burleska, Capitol

8.02. - Jesse Cook z nowym bandem w NFM

18.02-22.02 – Bari, Apulia (codzienne wycieczki do Polignano a Mare, Monopoli, Ostuni, Alberobello, Locorotondo, Matera), 

Natka cały luty kurs j. niemieckiego w SHA

28.02-1.03 weekend w SHA po Natkę

7-9.03 Ostatni weekend w STRO

12.03 – szkoły zamknięte

15.03 do 25.05 – w domu lockdown

11.04 – inauguracja warzywnika – pierwsze siewy ;)

24.04 – narodziny kotków

11.05 – Fluffy sam wyszedł

16.05 – pozostałe wyciągnięte

23.05 – egzamin dyplomowy Life Coaching College

Czerwiec – matury Natalki: polski, matma, angielski, niemiecki

21.06 – uroczyste rozdanie dyplomów Life Coaching College

27.06 - Hearttalk Trzebnica

3.07 Natka nach SHA

25.07 – Hearttalk w Trzebnicy (Marta, Kasia A, Benita, Gosia W.), potem Zawonia u Gosi W. – obiad i długie pogaduchy ogrodowe

26-31.07 – Szostaki z dziećmi u nas

31.07 – niezapomniany koncert w ogrodzie - Janusz Radek i Halina w Muzeum Literatury im Broniewskiego w Warszawie, wcześniej szalona jazda z Bla, bla, za kierownicą niesamowita Kasia Potuszyńska, z tyłu Klaudia z kotem i jeszcze jedna babeczka – to był iście wesoły autobus! :D

1.08 – wspaniałe śniadanie w pięknym miejscu, śniadaniownia na Starym Mokotowie, niedaleko Muzeum Literatury, potem obiad w Green Bus we Wro

8-9.08 Bernd u nas, śniadanie w Mleczarni, spacer po Wro

14-16.08 – Krawczyki u nas

25.08 – w drodze do Torunia, cudowne spotkanie w Łasku u Benitki i jej rodziny

25-29.08 – Toruń,

27.08 – Sopot, Gdynia – Muzeum Emigracji, Cafe Klaps z Gosią Sularz

31.08 – 5.09 – SHA, Duenkelsbuehl, Heidelberg, SHA, kolacja w Cafe Anlagen w parku, gdzie Nati pracowała dwa miesiące

9.09 - śmierć Rafała J., 11.09 – pogrzeb

19.09 – Karina i Cyprian u nas

21.09 – przecudny koncert Janusza Radka z Kariną, Gosią Sularz, Dianą, Dorotą El Hajd – Stary Klasztor

26.09 – wystąpienie o olejkach w Krzywym Kominie, potem cały dzień z Martą, koreańskie jedzenie, kawiarnia Vinyl Cafe

27.09 – masaż LOMI LOMI u Marty Grzelak w Studio Jogi na Pereca

1.10 - Natalia studia

8.10 – spotkanie z Gosią O. i Anią S. w Dinnette, Beata nie dojechała

10.10 – u Celiny w Bazie Urody

10-15.10 – oczyszczanie z Ajurwedą, 3 kg mniej

15.10 – pierwsza (cotygodniowa) lekcja olejkowa online

19.10 do końca roku – praca zdalna znowu

25.10 – Edyta z Adasiem u nas na obiedzie (chińszczyzna)

31.10 – wycieczka do przepięknego pałacu i parku w Kopicach koło Opola

18.11 – śmierć cioci Broni

27-28.11 – zbiórka w pracy, kupowanie prezentów dla dzieci z Domu Dziecka w Domaszkowie

6.12 – zawiezienie paczek do Domu Dziecka w Domaszkowie, spotkanie w świetlicy z wychowankami i bardzo miłymi wychowawczyniami

17.12 – spotkanie z Manilą

20.12 – początek choroby Bombisi

22.12 - początek choroby Tygrysa

24.12 – podanie surowicy Bombi i Tygrysowi

Codzienne zastrzyki u weta do 31.12 i jeszcze 2.01.

BOOKS BY KATE:

Miłość w Apulii – Chris Harrison

Roma Ligocka: Dobre dziecko, Droga Romo, Czułość i obojętność, Księżyc nad Taorminą, Kobieta w podróży, Jeden dobry dzień, Wolna miłość

Wielka Magia – E. Gilbert,

Naturalny rytm dobowy – dr Suhas Kshirsagar

Zwolnij wreszcie – H. Sunim

Umrzeć, by żyć – Anita Moorjani

Twórcza wizualizcja – Shakti Gawain

Medytacja i jej praktyka – Swami Rama

Sztuka leniuchowania – U. Schnabel

Big little lies – Moriarty

Agnieszka Maciąg: Menopauza – droga do esencji kobiecości, Smak wiecznej młodości, Twoja wewnętrzna moc

Elena Ferrante: Czas porzucenia, Zakłamane życie dorosłych

Lód i woda, woda i lód - Majgull Axellson

Gorzko, gorzko – Joanna Bator

Śląski Kopciuszek – G.A. Kańtor

Co jest kocie?

Normal people – Sally Rooney

FILMY:

Te, które pamiętam, że oglądałam: Sylwester w Nowym Jorku, Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie (Perfetti Sconosciutti), Zwariować ze szczęścia (La pazza gioia), Terapia sercowa (Lasciati andare), Kapitał ludzki (Il capitale umane), Ostatnie Prosecco hrabiego Ancillotto x 2 (Finche c’e Prosecco, c’e speranza), Neapol spowity tajemnicą (Napoli velato), L’ospite (Gość), Włoskie Wakacje (Made in Italy), Robota jak każda inna (Cinema oggi), Dolina Bogów z Zuzią w Cinema City we Wrocławii, Arab Blues (4.09), Sekret bogini Fortuny, Jak Bóg da – włoski, The Place, Mine vaganti, Wielkie piękno – zaczęte, tak jak i kilka innych włoskich

Inne:

Joga we wsi, półtora miesiąca codziennie joga kundalini, regularne spaceromarsze lub rower po wsi, po lesie i do pobliskich wiosek

Nauka włoskiego od końca lutego do 18.12

Aromaterapia i olejki eteryczne doTerra – szkolenia, fanpage, spotkania, a przede wszystkich zachwyt z ich mocy!

sobota, 2 stycznia 2021


KAŻDA CHWILA W ŻYCIU JEST POCZĄTKIEM CZEGOŚ NOWEGO 

W bezkresie życia, w którym jestem, wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne, a jednak życie się zmienia. 

Nie ma początku ani końca, ale składa się z nieustannych zmian samej istoty i doświadczeń. 

Życie nigdy nie blokuje się, nieruchomieje ani nuży, jako że każda chwila zawsze jest nowa i świeża. 

Jestem jednością z mocą, która mnie stworzyła i która dała mi moc tworzenia własnego otoczenia. 

Cieszę się, wiedząc, że posiadam moc umysłu, którą mogę wykorzystać w dowolny, wybrany przeze mnie sposób. 

Każda chwila w życiu to początek czegoś nowego, gdy oddalamy się od tego, co było wcześniej. 

Chwila jest dla mnie początkiem czegoś nowego właśnie tu i teraz. 

Wszystko dobrze się układa w moim świecie.

/Louise Hay/

czwartek, 31 grudnia 2020



Grudzień wyczerpał mnie psychicznie i fizycznie. W górę i w dół, w górę i w dół. Smutek przeplatany z radością, zbieranie się do kupy, żeby się całkiem nie rozłożyć, dom dziecka z prezentami, myśleliśmy, że zostawimy, a Panie koniecznie chciały, żebyśmy weszli do świetlicy i tam dali te prezenty wychowankom. Chłopiec, którego nic nikt nie chce...wracając do domu słońce po drodze, piękne widoki - poczułam zew podróży, jaką radość może sprawić kawa na stacji benzynowej. Mikołajki w pracy - Secret Santa, który przyniósł mi wspaniałą najnowszą książkę Joanny Bator, którą połknęłam w trzy dni (700 stron!), ale na pewno wrócę do niej. Opus Magnum. Siła kobiet, wpływ otoczenia i danej epoki na los bohaterek, wpływ rodu. Czułam wiele, wiele bliskości z Bertą, Barbarą, Violettą i Kaliną. Nie da się opisać tej książki, to trzeba przeżyć.

Siłą kobiet....dzięki kuzynce Gosi i olejkom eterycznym poznałam Krysię fryzjerkę, niesamowitą kobietę, wyszłam od niej uskrzydlona. Jeszcze nie otworzyłam ust, a ona już mówiła to co ja miałam na myśli. Celinka uratowała mnie podsyłając w pewną niedzielę specjalną medytację na spotkanie się ze swoim wewnętrznym dzieckiem... Renia obdarowała mnie sesją oczyszczającą, rozświetliła mnie, odczepiła jedną przyczynę smutku, podniosła energię. Udało mi się w końcu spotkać z Anią i długo porozmawiać z Beatką :-). Czerpałam dobrą energię z webinarów Agnieszki Maciąg. Dostałam dużo Miłości. I kiedy już wszystko było dobrze i przygotowywałam się na dobre wejście w ten wyjątkowy czas przesilenia zimowego poważnie zachorowała Bombisia, nasz najmniejszy kotek, a dzień po niej jej brat Tygrys. Tydzień temu, po diagnozie, przeżyłam wielką rozpacz, ale po niej na szczęście przyszła energia do działania i 8-godzinnego szukania pomocy i surowicy (nasza wetka wyjechała na świąteczny urlop). Nie wiedziałam, że te koty to dla mnie jak dzieci. Nie zrobiłam połowy rzeczy - m.in. jedzenia, które planowałam zrobić do Wigilii, nasze życie stanęło do góry nogami, ale to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Na FB ludzie wstawiali pierniki świąteczne, a ja siedziałam w poczekalni lecznicy i modliłam się, żeby nas przyjęli. Czas świąteczny nie ułatwiał sprawy i nawet byłam trochę zła, że przez święta leczenie zwierząt jest utrudnione. Ponoć trudne doświadczenia otrzymuje się, aby się rozwijać, wyciągnąć jakąś lekcję, wyjść z tego lepszym. Nie wiem jaka lekcja była to dla mnie, wciąż się nad tym zastanawiam. Na pewno, oprócz wetów, którzy nie chcieli nas przyjąć w Wigilię, wielu było bardzo życzliwych i pomocnych i cieszyli się, że znalazłam surowicę. To było bardzo miłe i ta świadomość, że są dobrzy ludzie na tym świecie. Na każde negatywne doświadczenie pojawiało się pozytywne, wyrównywało się :-) i to było wspaniałe. Jak mało trzeba do szczęścia w Wigilię, ja chciałam tylko dla nich kroplówkę i tę surowicę....Jako dziecko czekało się na Wigilię jak na noc cudów i w sumie teraz też wydarzył się cud, że koty zostały w końcu zaopatrzone w odpowiednie leki i odyseja się skończyła. Może ta lekcja to to, żeby zaufać, że będzie dobrze, że modlitwy i wysyłanie światła i zdrowia naprawdę pomaga, że te święta to tak naprawdę pomoc ludzka i życzliwość, to są największe prezenty, i żeby się nie martwić o pieniądze na opiekę nad kotami, bo nagle przyszedł przelew, który miał przyjść pół roku temu, a firma podarowała kartę Sodexo, którą mogłam za nią zapłacić. To był z całą pewnością Rok pod znakiem Kota! :D

Kończę, bo chcę jeszcze spalić, to z czym się symbolicznie żegnam wraz z odchodzącym rokiem. 

I kończę go z wdzięcznością za każde doświadczenie tych ostatnich dwunastych miesięcy.       



   

poniedziałek, 30 listopada 2020

Z plecami już lepiej, w zasadzie to dopiero od dzisiaj. Na pogrzebie Cioci udało mi się iść i siedzieć bez dużego bólu. Bardzo się spłakałam...szczególnie jak Asia żegnała i wspominała Ciocię swoimi słowami... Tak przepięknie o Niej opowiadała i tak właśnie ją zapamiętam. "Niezwykła w swojej zwykłości", "w niebie na pewno jest zmywarka, Ciocia nie będzie musiała zmywać (co bardzo lubiła), może w końcu odpocząć", "Mistrzyni recyclingu", "Serce miała na dłoni"...


Wczoraj sprzątałam kartony w garażu, przeglądałam papiery, schylałam się i potem czułam się gorzej, a dzisiaj magicznym sposobem i w magicznym czasie pełni i zaćmienia księżyca już nie czuję praktycznie żadnego bólu ;-)

 

Wczoraj też byłam na webinarze u Agnieszki Maciąg. Podsumowała rok 2020 pod kątem ruchu planet i ich wpływu na to, co działo i dzieje się na ziemi. Mówiła też o tym, co będzie 21.12 (specyficzna koniunkcja planet) i jak świat zacznie się potem zmieniać. W skrócie: ci, co są pozytywni będą jeszcze bardziej pozytywni, a ci, co są negatywni….. Nie miałam w zasadzie żadnych oczekiwań co do tego webinaru, i wiele treści nie było dla mnie nowością, ale jak zwykle po takich spotkaniach czułam się o wiele lżej, a dziś to już w ogóle fruwam w przestworzach, śmieję się co chwilę i mam świetny nastrój :D. A to jak czujesz się dzisiaj, podczas tej pełni i zaćmienia zwielokrotni się w przyszłości.

 

Wczoraj ugotowałam też trzy dania na obiad według jej przepisów z ostatniej „Urody życia” na lekkostrawne ajurwedyjskie pożywienie. Wyszło bardzo przepysznie! Ryż z soczewicą i warzywami, fasolka mung, kotleciki z kaszy jaglanej – wszystko z pysznym kuminem (przywiezionym z Maroka ) i innymi przyprawami. Tej gazety od dawna nie kupuję, ale coś mnie do niej przyciągnęło, kiedy byłam w sklepie ;-).

 

Od piątku przeżywam wiele emocji związanych z robieniem paczek mikołajkowych dla wychowanków domu dziecka. Zainspirowana w czwartek przez Karolinę i jej akcję robienia paczek dla domu dziecka w Bierutowie, który ogłosił się na FB, że brakuje im dosłownie wszystkiego, zrobiłam w piątek zbiórkę w pracy, znalazłam dom dziecka w górach, daleko od ośrodków miejskich, i poprosiłam panią dyrektor o listę marzeń jej wychowanków. W sobotę robiłam te zakupy korzystając z przecen – ja, która nie lubi takich akcji jak Black Friday i sama z nich nie korzysta, bo kojarzą mi się z konsumpcjonizmem! Nauczyłam się też, że prawdziwa pomoc dla dzieci z domu dziecka, to nie to, co ja sama chcę im dać, tylko to pomoc w daniu im tego, co sami by chcieli. Patrząc na ich listę marzeń, ja osobiście nie kupiłabym im wielu z tych rzeczy, ale szanuję ich marzenia i ich godność człowieka i ich prawo do własnych pragnień . Najpierw tę pomoc traktowałam egoistycznie i chciałam chyba pomóc głównie sobie. Jak już to przerobiłam, to bardzo się cieszę z tego, że oni będą się cieszyć z tego co dostaną . I to jest największa radość!!! Dostaną to, co chcą mieć. Ta radość miesza się ze współczuciem i smutkiem, kiedy pomyślę, co te dzieci muszą przeżywać z powodu swojej sytuacji życiowej.

 

Szykuje się bardzo ciekawy i obfity w wydarzenia tydzień i zapewne również cały nowy szczególny miesiąc!


Rano był śnieg, ogród wyglądał magicznie.... Bardzo doceniam zalety pracy z domu :-)


niedziela, 22 listopada 2020

Listopad mija bardzo refleksyjnie i czasami bardzo emocjonalnie…. Tęsknota za tatą, smutek i „grzebanie” w dziadkach, pradziadkach i prapradziadkach ze strony taty, którzy mnie jakoś wyjątkowo wołają, szczególnie od momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że moja prababcia nazywała się dokłądnie tak jak ja (z panieńskim nazwiskiem). Zmarła młodo, w wieku 39 lat. Mam kilka zdjęć i tak bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o niej. Ciocie moje kochane więcej wiedzą o dziadkach ze strony swojej mamy, niż o tych ze strony taty. Jego, czyli swojego dziadka, nigdy nie poznałam, gdyż urodziłam się po jego śmierci. I tak jakoś mnie ciągnie do historii ich życia… Dziadek urodził się w Niemczech, kiedy pradziadkowie pojechali pracować do Westfalii przed I wojną światową, tzn. pradziadek pracował – jako górnik w Zagłębiu Rurhy. W moim życiu często przewija się epizod niemiecki, może to z czegoś wynika? Pamięć rodu nabiera tu specjalnego znaczenia.

 

Parę dni temu odeszła ciocia Bronia, najstarsza siostra taty i chyba najstarsza z wszystkich żyjących krewnych ze strony swojego taty (jak również mojego). Wielki smutek i niedowierzanie, że już jej nie ma tutaj z nami. Dalej trudno mi w to uwierzyć. Niech jej dusza spoczywa w pokoju. Wróciły wspomnienia o tacie. Kiedy umiera ktoś bliski, to tak jakby umierała część Ciebie…. Przypominają mi się spotkania rodzinne z przeszłości, zawsze ten sam liczny skład cioć i wujków – rodzeństwa rodziców. To była stała część mojego dzieciństwa - świat, który już częściowo odszedł…

 

Wspieram się olejkami jak mogę; jest taka specjalna mieszanka na wsparcie w żałobie i stracie, którą niestety zgubiłam po ostatnim pogrzebie . Ale poprosiłam moje olejkowe koleżanki o przesłanie mi kilku kropel.

 

Dziś też się nimi wspierałam w masażu i kąpieli, bo coś mi weszło (albo wyszło ;-) w krzyżu… Jak na ironię, codziennie maszeruję albo jeżdżę na rowerze, ale to chyba jednak za mało ruchu na takie długie siedzenie w domu… Albo coś mnie przewiało, bo jak wychodzę na taras, to się specjalnie nie ubieram, a już się trochę zimno zrobiło. Jedyny plus, że mogę testować te, które silnie działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie ;-). W sumie to się nie dziwię, że coś mnie dopadło, za dużo się dzieje dookoła, za dużo czytam newsów na FB…, za dużo dziwnych snów mi się śni…

W piątek przed snem zawoziłam koc elektryczny dla kota z pobliskiej wsi, który cierpi na bardzo wycieńczającą zakaźną chorobę. Właściciele zapomnieli o jednym szczepieniu i to było właśnie to. Odkażałam się potem bardziej niż jak przy koronie, bo choć koty szczepione, to i tak mogą to złapać (razy 6! ;-), poza tym Bombisia dochodzi do siebie po jakimś zatruciu pokarmowym i niczego więcej już nie chcemy.


Z lektur polecam bardzo „Lód i woda, woda i lód” Majgull Axellson – mojej ulubionej szwedzkiej autorki, bardzo dobrze się wpisującą w mroczny klimat i zimno jesieni oraz „Twoją wewnętrzną moc” – cudownie wydaną książkę pełną światła (w kontraście do tej pierwszej). „Lód i woda” wbrew swojemu klimatowi ma ostatecznie optymistyczny wydźwięk i jest to chyba najbardziej optymistyczna książka tej autorki z wszystkich przeczytanych przeze mnie do tej pory. Mam nadzieję, że biblioteki zostaną niedługo otwarte, to wypożyczę te, których nie mam. Axellson świetnie pisze o problematycznych relacjach rodzinnych i ogólnie międzyludzkich, o cierpieniu, niezrozumieniu, słabej komunikacji, każda jej książka to taki psychologiczny/obyczajowy thriller. A z filmów i psychologicznych thrillerów polecam moje ulubione włoskie: „The Place”, „Sekret bogini Fortuny” czy wspaniałe „Ostatnie prosecco hrabiego Ancilotto”. Dziś obejrzałam z kolei „Życie przed sobą” z genialną Sofią Loren i cudnym czarnoskórym chłopcem w rolach głównych. Film kręcony był w Bari, gdzie byliśmy w lutym, ale w tamtą dzielnicę się nie zapuszczaliśmy… Film raczej smutny; nakręcony na podstawie książki, na faktach.   


A z podróży polecam przepiękny i tajemniczy pałac w Kopicach położony nad malowniczym stawem; jak również spacer po okalającym go lesie. Kiedy świeci słońce i liście mienią się kolorami to wtedy jesień wydaje się najcudowniejszą porą roku! ;-)