niedziela, 21 lutego 2021


Chwilę mnie tu nie było, ale kiedy dziś wyszłam do ogrodu i zachwyciłam się przedwiośniem, nie mogłam nie podzielić się tym z Wami. Moja dusza fruwała! :-). Tak naprawdę to już wczoraj spędziłam trochę czasu w ogrodzie robiąc małe porządki. Poczułam, jak bardzo za tym tęskniłam!!! Kontakt z ziemią jest uzdrawiający i niezastąpiony, a to jak ziemia i natura przyciąga człowieka jest niesamowite. Tak przecież jest od zarania wieków, ale zamknięci w wieżowcach - bliżej nieba, niż ziemi - często o tym zapominamy.


Słońce to życie, siła, radość, siły witalne i energia do działania. Wystawiam twarz do słońca i od razu pojawia się uśmiech. Uziemiam się w ogrodzie, w lesie, w przyrodzie  i od razu wszystkie troski wydają się lżejsze. To takie proste. 


Wyjdź dzisiaj na spacer do lasu, parku, ogrodu. “Zażyj” słońca i niebieskiego nieba, szukaj zieleni, zanurz się w naturalnym “tu i teraz”. Posłuchaj ptaków - ostatnio w lesie przypatrywałam się dzięciołowi :-). A od kilku tygodni codziennie w mojej okolicy słychać gęgot dzikich gęsi, które przelatują w doskonale uformowanych kluczach. Wczoraj wracając ze spaceru usłyszałam je lecące nad moim domem. Tylko one i cisza. Metafizyczne doznanie! A dzisiaj to był pierwszy dźwięk, który usłyszałam, jak wyszłam rano przed dom.


Niech żyje życie!


niedziela, 3 stycznia 2021


Dziś zaczęłam ćwiczyć jogę hormonalną. W sumie słowo "ćwiczyć" to trochę za dużo powiedziane, bo robię to z książką, więc najpierw muszę zrozumieć intrukcje ;-). Nie dałam rady zrobić całej sesji do końca. Jutro będzie lepiej. Potem książki, długi spacer z dziewczynami do lasu - było cudnie, tak rześko i wilgotno!, a potem przepyszny obiad.

Jak co roku, zrobiłam podsumowanie poprzedniego roku. Wbrew pozorom, nie wygląda on na taki, w którym mało się działo... Zawsze zadziwiają mnie te podsumowania, bo większości z tych wydarzeń nie pamiętam, a nawet jeśli, to na pewno nie potrafiłabym podać dat, więc dobrze, że je zanotowałam. Ciekawe, jaki będzie ten? 

Robiąc wczoraj porządki w papierach znalazłam taki oto cytat: "W życiu chodzi o coś więcej niż zwiększanie jego tempa" /Gandhi/. To chyba będzie moje motto na ten rok. Bardzo to ze mną rezonuje, czuję dosłownie, że wszystkiego jest za dużo, przytłacza mnie to i chcę upraszczać, eliminować, minimalizować.

2.01 – z mamą w szpitalu na zbiegu zaćmy

3.01 – Kasia A u nas w domu na refleksologii stóp

04.01. – wycieczka do Warszawy - Aida w Teatrze Muzycznym Roma, Pałac w Wilanowie, Ogrody Światła

18.01 – Mock, Czarna Burleska, Capitol

8.02. - Jesse Cook z nowym bandem w NFM

18.02-22.02 – Bari, Apulia (codzienne wycieczki do Polignano a Mare, Monopoli, Ostuni, Alberobello, Locorotondo, Matera), 

Natka cały luty kurs j. niemieckiego w SHA

28.02-1.03 weekend w SHA po Natkę

7-9.03 Ostatni weekend w STRO

12.03 – szkoły zamknięte

15.03 do 25.05 – w domu lockdown

11.04 – inauguracja warzywnika – pierwsze siewy ;)

24.04 – narodziny kotków

11.05 – Fluffy sam wyszedł

16.05 – pozostałe wyciągnięte

23.05 – egzamin dyplomowy Life Coaching College

Czerwiec – matury Natalki: polski, matma, angielski, niemiecki

21.06 – uroczyste rozdanie dyplomów Life Coaching College

27.06 - Hearttalk Trzebnica

3.07 Natka nach SHA

25.07 – Hearttalk w Trzebnicy (Marta, Kasia A, Benita, Gosia W.), potem Zawonia u Gosi W. – obiad i długie pogaduchy ogrodowe

26-31.07 – Szostaki z dziećmi u nas

31.07 – niezapomniany koncert w ogrodzie - Janusz Radek i Halina w Muzeum Literatury im Broniewskiego w Warszawie, wcześniej szalona jazda z Bla, bla, za kierownicą niesamowita Kasia Potuszyńska, z tyłu Klaudia z kotem i jeszcze jedna babeczka – to był iście wesoły autobus! :D

1.08 – wspaniałe śniadanie w pięknym miejscu, śniadaniownia na Starym Mokotowie, niedaleko Muzeum Literatury, potem obiad w Green Bus we Wro

8-9.08 Bernd u nas, śniadanie w Mleczarni, spacer po Wro

14-16.08 – Krawczyki u nas

25.08 – w drodze do Torunia, cudowne spotkanie w Łasku u Benitki i jej rodziny

25-29.08 – Toruń,

27.08 – Sopot, Gdynia – Muzeum Emigracji, Cafe Klaps z Gosią Sularz

31.08 – 5.09 – SHA, Duenkelsbuehl, Heidelberg, SHA, kolacja w Cafe Anlagen w parku, gdzie Nati pracowała dwa miesiące

9.09 - śmierć Rafała J., 11.09 – pogrzeb

19.09 – Karina i Cyprian u nas

21.09 – przecudny koncert Janusza Radka z Kariną, Gosią Sularz, Dianą, Dorotą El Hajd – Stary Klasztor

26.09 – wystąpienie o olejkach w Krzywym Kominie, potem cały dzień z Martą, koreańskie jedzenie, kawiarnia Vinyl Cafe

27.09 – masaż LOMI LOMI u Marty Grzelak w Studio Jogi na Pereca

1.10 - Natalia studia

8.10 – spotkanie z Gosią O. i Anią S. w Dinnette, Beata nie dojechała

10.10 – u Celiny w Bazie Urody

10-15.10 – oczyszczanie z Ajurwedą, 3 kg mniej

15.10 – pierwsza (cotygodniowa) lekcja olejkowa online

19.10 do końca roku – praca zdalna znowu

25.10 – Edyta z Adasiem u nas na obiedzie (chińszczyzna)

31.10 – wycieczka do przepięknego pałacu i parku w Kopicach koło Opola

18.11 – śmierć cioci Broni

27-28.11 – zbiórka w pracy, kupowanie prezentów dla dzieci z Domu Dziecka w Domaszkowie

6.12 – zawiezienie paczek do Domu Dziecka w Domaszkowie, spotkanie w świetlicy z wychowankami i bardzo miłymi wychowawczyniami

17.12 – spotkanie z Manilą

20.12 – początek choroby Bombisi

22.12 - początek choroby Tygrysa

24.12 – podanie surowicy Bombi i Tygrysowi

Codzienne zastrzyki u weta do 31.12 i jeszcze 2.01.

BOOKS BY KATE:

Miłość w Apulii – Chris Harrison

Roma Ligocka: Dobre dziecko, Droga Romo, Czułość i obojętność, Księżyc nad Taorminą, Kobieta w podróży, Jeden dobry dzień, Wolna miłość

Wielka Magia – E. Gilbert,

Naturalny rytm dobowy – dr Suhas Kshirsagar

Zwolnij wreszcie – H. Sunim

Umrzeć, by żyć – Anita Moorjani

Twórcza wizualizcja – Shakti Gawain

Medytacja i jej praktyka – Swami Rama

Sztuka leniuchowania – U. Schnabel

Big little lies – Moriarty

Agnieszka Maciąg: Menopauza – droga do esencji kobiecości, Smak wiecznej młodości, Twoja wewnętrzna moc

Elena Ferrante: Czas porzucenia, Zakłamane życie dorosłych

Lód i woda, woda i lód - Majgull Axellson

Gorzko, gorzko – Joanna Bator

Śląski Kopciuszek – G.A. Kańtor

Co jest kocie?

Normal people – Sally Rooney

FILMY:

Te, które pamiętam, że oglądałam: Sylwester w Nowym Jorku, Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie (Perfetti Sconosciutti), Zwariować ze szczęścia (La pazza gioia), Terapia sercowa (Lasciati andare), Kapitał ludzki (Il capitale umane), Ostatnie Prosecco hrabiego Ancillotto x 2 (Finche c’e Prosecco, c’e speranza), Neapol spowity tajemnicą (Napoli velato), L’ospite (Gość), Włoskie Wakacje (Made in Italy), Robota jak każda inna (Cinema oggi), Dolina Bogów z Zuzią w Cinema City we Wrocławii, Arab Blues (4.09), Sekret bogini Fortuny, Jak Bóg da – włoski, The Place, Mine vaganti, Wielkie piękno – zaczęte, tak jak i kilka innych włoskich

Inne:

Joga we wsi, półtora miesiąca codziennie joga kundalini, regularne spaceromarsze lub rower po wsi, po lesie i do pobliskich wiosek

Nauka włoskiego od końca lutego do 18.12

Aromaterapia i olejki eteryczne doTerra – szkolenia, fanpage, spotkania, a przede wszystkich zachwyt z ich mocy!

sobota, 2 stycznia 2021


KAŻDA CHWILA W ŻYCIU JEST POCZĄTKIEM CZEGOŚ NOWEGO 

W bezkresie życia, w którym jestem, wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne, a jednak życie się zmienia. 

Nie ma początku ani końca, ale składa się z nieustannych zmian samej istoty i doświadczeń. 

Życie nigdy nie blokuje się, nieruchomieje ani nuży, jako że każda chwila zawsze jest nowa i świeża. 

Jestem jednością z mocą, która mnie stworzyła i która dała mi moc tworzenia własnego otoczenia. 

Cieszę się, wiedząc, że posiadam moc umysłu, którą mogę wykorzystać w dowolny, wybrany przeze mnie sposób. 

Każda chwila w życiu to początek czegoś nowego, gdy oddalamy się od tego, co było wcześniej. 

Chwila jest dla mnie początkiem czegoś nowego właśnie tu i teraz. 

Wszystko dobrze się układa w moim świecie.

/Louise Hay/

czwartek, 31 grudnia 2020



Grudzień wyczerpał mnie psychicznie i fizycznie. W górę i w dół, w górę i w dół. Smutek przeplatany z radością, zbieranie się do kupy, żeby się całkiem nie rozłożyć, dom dziecka z prezentami, myśleliśmy, że zostawimy, a Panie koniecznie chciały, żebyśmy weszli do świetlicy i tam dali te prezenty wychowankom. Chłopiec, którego nic nikt nie chce...wracając do domu słońce po drodze, piękne widoki - poczułam zew podróży, jaką radość może sprawić kawa na stacji benzynowej. Mikołajki w pracy - Secret Santa, który przyniósł mi wspaniałą najnowszą książkę Joanny Bator, którą połknęłam w trzy dni (700 stron!), ale na pewno wrócę do niej. Opus Magnum. Siła kobiet, wpływ otoczenia i danej epoki na los bohaterek, wpływ rodu. Czułam wiele, wiele bliskości z Bertą, Barbarą, Violettą i Kaliną. Nie da się opisać tej książki, to trzeba przeżyć.

Siłą kobiet....dzięki kuzynce Gosi i olejkom eterycznym poznałam Krysię fryzjerkę, niesamowitą kobietę, wyszłam od niej uskrzydlona. Jeszcze nie otworzyłam ust, a ona już mówiła to co ja miałam na myśli. Celinka uratowała mnie podsyłając w pewną niedzielę specjalną medytację na spotkanie się ze swoim wewnętrznym dzieckiem... Renia obdarowała mnie sesją oczyszczającą, rozświetliła mnie, odczepiła jedną przyczynę smutku, podniosła energię. Udało mi się w końcu spotkać z Anią i długo porozmawiać z Beatką :-). Czerpałam dobrą energię z webinarów Agnieszki Maciąg. Dostałam dużo Miłości. I kiedy już wszystko było dobrze i przygotowywałam się na dobre wejście w ten wyjątkowy czas przesilenia zimowego poważnie zachorowała Bombisia, nasz najmniejszy kotek, a dzień po niej jej brat Tygrys. Tydzień temu, po diagnozie, przeżyłam wielką rozpacz, ale po niej na szczęście przyszła energia do działania i 8-godzinnego szukania pomocy i surowicy (nasza wetka wyjechała na świąteczny urlop). Nie wiedziałam, że te koty to dla mnie jak dzieci. Nie zrobiłam połowy rzeczy - m.in. jedzenia, które planowałam zrobić do Wigilii, nasze życie stanęło do góry nogami, ale to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Na FB ludzie wstawiali pierniki świąteczne, a ja siedziałam w poczekalni lecznicy i modliłam się, żeby nas przyjęli. Czas świąteczny nie ułatwiał sprawy i nawet byłam trochę zła, że przez święta leczenie zwierząt jest utrudnione. Ponoć trudne doświadczenia otrzymuje się, aby się rozwijać, wyciągnąć jakąś lekcję, wyjść z tego lepszym. Nie wiem jaka lekcja była to dla mnie, wciąż się nad tym zastanawiam. Na pewno, oprócz wetów, którzy nie chcieli nas przyjąć w Wigilię, wielu było bardzo życzliwych i pomocnych i cieszyli się, że znalazłam surowicę. To było bardzo miłe i ta świadomość, że są dobrzy ludzie na tym świecie. Na każde negatywne doświadczenie pojawiało się pozytywne, wyrównywało się :-) i to było wspaniałe. Jak mało trzeba do szczęścia w Wigilię, ja chciałam tylko dla nich kroplówkę i tę surowicę....Jako dziecko czekało się na Wigilię jak na noc cudów i w sumie teraz też wydarzył się cud, że koty zostały w końcu zaopatrzone w odpowiednie leki i odyseja się skończyła. Może ta lekcja to to, żeby zaufać, że będzie dobrze, że modlitwy i wysyłanie światła i zdrowia naprawdę pomaga, że te święta to tak naprawdę pomoc ludzka i życzliwość, to są największe prezenty, i żeby się nie martwić o pieniądze na opiekę nad kotami, bo nagle przyszedł przelew, który miał przyjść pół roku temu, a firma podarowała kartę Sodexo, którą mogłam za nią zapłacić. To był z całą pewnością Rok pod znakiem Kota! :D

Kończę, bo chcę jeszcze spalić, to z czym się symbolicznie żegnam wraz z odchodzącym rokiem. 

I kończę go z wdzięcznością za każde doświadczenie tych ostatnich dwunastych miesięcy.       



   

poniedziałek, 30 listopada 2020

Z plecami już lepiej, w zasadzie to dopiero od dzisiaj. Na pogrzebie Cioci udało mi się iść i siedzieć bez dużego bólu. Bardzo się spłakałam...szczególnie jak Asia żegnała i wspominała Ciocię swoimi słowami... Tak przepięknie o Niej opowiadała i tak właśnie ją zapamiętam. "Niezwykła w swojej zwykłości", "w niebie na pewno jest zmywarka, Ciocia nie będzie musiała zmywać (co bardzo lubiła), może w końcu odpocząć", "Mistrzyni recyclingu", "Serce miała na dłoni"...


Wczoraj sprzątałam kartony w garażu, przeglądałam papiery, schylałam się i potem czułam się gorzej, a dzisiaj magicznym sposobem i w magicznym czasie pełni i zaćmienia księżyca już nie czuję praktycznie żadnego bólu ;-)

 

Wczoraj też byłam na webinarze u Agnieszki Maciąg. Podsumowała rok 2020 pod kątem ruchu planet i ich wpływu na to, co działo i dzieje się na ziemi. Mówiła też o tym, co będzie 21.12 (specyficzna koniunkcja planet) i jak świat zacznie się potem zmieniać. W skrócie: ci, co są pozytywni będą jeszcze bardziej pozytywni, a ci, co są negatywni….. Nie miałam w zasadzie żadnych oczekiwań co do tego webinaru, i wiele treści nie było dla mnie nowością, ale jak zwykle po takich spotkaniach czułam się o wiele lżej, a dziś to już w ogóle fruwam w przestworzach, śmieję się co chwilę i mam świetny nastrój :D. A to jak czujesz się dzisiaj, podczas tej pełni i zaćmienia zwielokrotni się w przyszłości.

 

Wczoraj ugotowałam też trzy dania na obiad według jej przepisów z ostatniej „Urody życia” na lekkostrawne ajurwedyjskie pożywienie. Wyszło bardzo przepysznie! Ryż z soczewicą i warzywami, fasolka mung, kotleciki z kaszy jaglanej – wszystko z pysznym kuminem (przywiezionym z Maroka ) i innymi przyprawami. Tej gazety od dawna nie kupuję, ale coś mnie do niej przyciągnęło, kiedy byłam w sklepie ;-).

 

Od piątku przeżywam wiele emocji związanych z robieniem paczek mikołajkowych dla wychowanków domu dziecka. Zainspirowana w czwartek przez Karolinę i jej akcję robienia paczek dla domu dziecka w Bierutowie, który ogłosił się na FB, że brakuje im dosłownie wszystkiego, zrobiłam w piątek zbiórkę w pracy, znalazłam dom dziecka w górach, daleko od ośrodków miejskich, i poprosiłam panią dyrektor o listę marzeń jej wychowanków. W sobotę robiłam te zakupy korzystając z przecen – ja, która nie lubi takich akcji jak Black Friday i sama z nich nie korzysta, bo kojarzą mi się z konsumpcjonizmem! Nauczyłam się też, że prawdziwa pomoc dla dzieci z domu dziecka, to nie to, co ja sama chcę im dać, tylko to pomoc w daniu im tego, co sami by chcieli. Patrząc na ich listę marzeń, ja osobiście nie kupiłabym im wielu z tych rzeczy, ale szanuję ich marzenia i ich godność człowieka i ich prawo do własnych pragnień . Najpierw tę pomoc traktowałam egoistycznie i chciałam chyba pomóc głównie sobie. Jak już to przerobiłam, to bardzo się cieszę z tego, że oni będą się cieszyć z tego co dostaną . I to jest największa radość!!! Dostaną to, co chcą mieć. Ta radość miesza się ze współczuciem i smutkiem, kiedy pomyślę, co te dzieci muszą przeżywać z powodu swojej sytuacji życiowej.

 

Szykuje się bardzo ciekawy i obfity w wydarzenia tydzień i zapewne również cały nowy szczególny miesiąc!


Rano był śnieg, ogród wyglądał magicznie.... Bardzo doceniam zalety pracy z domu :-)


niedziela, 22 listopada 2020

Listopad mija bardzo refleksyjnie i czasami bardzo emocjonalnie…. Tęsknota za tatą, smutek i „grzebanie” w dziadkach, pradziadkach i prapradziadkach ze strony taty, którzy mnie jakoś wyjątkowo wołają, szczególnie od momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że moja prababcia nazywała się dokłądnie tak jak ja (z panieńskim nazwiskiem). Zmarła młodo, w wieku 39 lat. Mam kilka zdjęć i tak bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o niej. Ciocie moje kochane więcej wiedzą o dziadkach ze strony swojej mamy, niż o tych ze strony taty. Jego, czyli swojego dziadka, nigdy nie poznałam, gdyż urodziłam się po jego śmierci. I tak jakoś mnie ciągnie do historii ich życia… Dziadek urodził się w Niemczech, kiedy pradziadkowie pojechali pracować do Westfalii przed I wojną światową, tzn. pradziadek pracował – jako górnik w Zagłębiu Rurhy. W moim życiu często przewija się epizod niemiecki, może to z czegoś wynika? Pamięć rodu nabiera tu specjalnego znaczenia.

 

Parę dni temu odeszła ciocia Bronia, najstarsza siostra taty i chyba najstarsza z wszystkich żyjących krewnych ze strony swojego taty (jak również mojego). Wielki smutek i niedowierzanie, że już jej nie ma tutaj z nami. Dalej trudno mi w to uwierzyć. Niech jej dusza spoczywa w pokoju. Wróciły wspomnienia o tacie. Kiedy umiera ktoś bliski, to tak jakby umierała część Ciebie…. Przypominają mi się spotkania rodzinne z przeszłości, zawsze ten sam liczny skład cioć i wujków – rodzeństwa rodziców. To była stała część mojego dzieciństwa - świat, który już częściowo odszedł…

 

Wspieram się olejkami jak mogę; jest taka specjalna mieszanka na wsparcie w żałobie i stracie, którą niestety zgubiłam po ostatnim pogrzebie . Ale poprosiłam moje olejkowe koleżanki o przesłanie mi kilku kropel.

 

Dziś też się nimi wspierałam w masażu i kąpieli, bo coś mi weszło (albo wyszło ;-) w krzyżu… Jak na ironię, codziennie maszeruję albo jeżdżę na rowerze, ale to chyba jednak za mało ruchu na takie długie siedzenie w domu… Albo coś mnie przewiało, bo jak wychodzę na taras, to się specjalnie nie ubieram, a już się trochę zimno zrobiło. Jedyny plus, że mogę testować te, które silnie działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie ;-). W sumie to się nie dziwię, że coś mnie dopadło, za dużo się dzieje dookoła, za dużo czytam newsów na FB…, za dużo dziwnych snów mi się śni…

W piątek przed snem zawoziłam koc elektryczny dla kota z pobliskiej wsi, który cierpi na bardzo wycieńczającą zakaźną chorobę. Właściciele zapomnieli o jednym szczepieniu i to było właśnie to. Odkażałam się potem bardziej niż jak przy koronie, bo choć koty szczepione, to i tak mogą to złapać (razy 6! ;-), poza tym Bombisia dochodzi do siebie po jakimś zatruciu pokarmowym i niczego więcej już nie chcemy.


Z lektur polecam bardzo „Lód i woda, woda i lód” Majgull Axellson – mojej ulubionej szwedzkiej autorki, bardzo dobrze się wpisującą w mroczny klimat i zimno jesieni oraz „Twoją wewnętrzną moc” – cudownie wydaną książkę pełną światła (w kontraście do tej pierwszej). „Lód i woda” wbrew swojemu klimatowi ma ostatecznie optymistyczny wydźwięk i jest to chyba najbardziej optymistyczna książka tej autorki z wszystkich przeczytanych przeze mnie do tej pory. Mam nadzieję, że biblioteki zostaną niedługo otwarte, to wypożyczę te, których nie mam. Axellson świetnie pisze o problematycznych relacjach rodzinnych i ogólnie międzyludzkich, o cierpieniu, niezrozumieniu, słabej komunikacji, każda jej książka to taki psychologiczny/obyczajowy thriller. A z filmów i psychologicznych thrillerów polecam moje ulubione włoskie: „The Place”, „Sekret bogini Fortuny” czy wspaniałe „Ostatnie prosecco hrabiego Ancilotto”. Dziś obejrzałam z kolei „Życie przed sobą” z genialną Sofią Loren i cudnym czarnoskórym chłopcem w rolach głównych. Film kręcony był w Bari, gdzie byliśmy w lutym, ale w tamtą dzielnicę się nie zapuszczaliśmy… Film raczej smutny; nakręcony na podstawie książki, na faktach.   


A z podróży polecam przepiękny i tajemniczy pałac w Kopicach położony nad malowniczym stawem; jak również spacer po okalającym go lesie. Kiedy świeci słońce i liście mienią się kolorami to wtedy jesień wydaje się najcudowniejszą porą roku! ;-) 





niedziela, 25 października 2020



O czym tu pisać, kiedy tyle się zdarzyło i tyle niepokojących rzeczy dzieje się teraz? Jak nie pogrążyć się w otchłani smutku, wściekłości i smutku? Praktykować wdzięczność, ale taką autentyczną, która przyciąga jeszcze więcej dobrych rzeczy (sprawdziłam, działa!), spotykać się z ludźmi, czynić dobro – jakkolwiek górnolotnie to brzmi, skupić się na „tu i teraz”, dać ujść swoim emocjom w bezpieczny sposób…….

Zmiany nadchodzą, to nieuniknione i chyba coraz więcej z nas to zauważa.


Zresztą, jedyną pewną rzeczą jest zmiana. Byli u nas dzisiaj na obiedzie Edyta z synem Adasiem. Jakbyśmy cofnęli czas o półtora miesiąca, to byłby z nami jeszcze Rafał, dobry kolega Rafała, z którym współdzielili mieszkanie ponad dwadzieścia lat temu. Rafała nie ma już z nami tutaj, fruwa sobie szczęśliwie w przestworzach. Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… Inny kolega w naszym wieku miał niedawno zawał serca.

Takie zdarzenia przeplatają się z tymi radośniejszymi, ot – samo życie…. Wdzięczność i jeszcze raz wdzięczność za zdrowie, dar życia, dar rodziny, dar przyjaciół, dar pracy, za możliwość pogłaskania miękkiego i ciepłego futra zwierzaka i przytulenia się, kiedy jest smutno i człowiek potrzebuje pocieszenia. Nie narzekanie, ale wdzięczność.

Jest takie ćwiczenie, które powinno się robić codziennie: codziennie wypisać 10 rzeczy za które jest się autentycznie szczęśliwym i wdzięcznym z całego serca, napisać dlaczego i za każde podziękować trzy razy.

Podsumowując ten ostatni czas, kiedy mnie tu nie było:

1.    Naprawdę się cieszę, że na początku września udało nam się pojechać na południe Niemiec, pozwiedzać urocze miejsca, odebrać N. po jej dwóch miesiącach pracy tam, gdyż mogliśmy zwolnić, podelektować się pięknymi chwilami, miejscami, dobrymi ludźmi i dobrym jedzeniem, zobaczyć gdzie N. pracowała i doświadczyć życzliwości jej współpracowników.

2.      Z całego serca dziękuję za to, że zabieg Rafała potoczył się dobrze (i że w ogóle się odbył!) J

3.  Jestem taka szczęśliwa i wdzięczna za możliwość uczestnictwa w uczcie duchowo-muzycznej jaką zawsze są koncerty Janusza Radka – ten był wspaniały, trochę taki refleksyjny, a prezentowane utwory z nowej płyty cudowne.

4.   Naprawdę się cieszę, że spotkaliśmy się z Kariną i Cyprianem, z Martą, z Celiną, z Gosią i Anią (z mojej pierwszej pracy), z Magdą, Piotrkiem i Danusią, oraz Edytą z Adasiem J, gdyż w obecnych czasach bardzo ważne są relacje. Cieszę się też z nowych znajomości: z Kasią, Eweliną i Wiolą od olejków, z Kasią ze wsi obok, z Magdą, która prowadzi jogę „po wsiach”, z Martą, która masuje najwspanialej na świecie, z intencją, jasną energią, po prostu z miłością J.

5.       Z całego serca dziękuję za to, że mam pracę i dobrych współpracowników.

6.     Jestem taka szczęśliwa i wdzięczna za mój rozwój w dziedzinie olejków eterycznych, za wychodzenie ze strefy komfortu, za mój debiut na żywo na szkoleniu o olejkach eterycznych w Krzywym Kominie, za rozpoczęcie lekcji olejkowych online oraz mój pierwszy nagrany filmik (o drzewku herbacianym) oraz za osoby, z którymi dzielę się olejkami.

7.  Naprawdę cieszę się, że przeprowadziłam oczyszczanie z Ajurwedą, że mogłam kupić wszystkie potrzebne produkty i przyprawy, że wytrwałam 6 dni.

8.     Z całego serca dziękuję, za dar zdrowia dla mnie i moich bliskich! I tego życzę wszystkim ludziom na ziemi.